Ruch Chorzów. Takie słodkie pomidory

 

Po wtorkowej prezentacji aplikacji Ruchu „Czas odbudowy”, do jakiej doszło w Chorzowskim Centrum Kultury, prezes „Niebieskich” Seweryn Siemianowski długo rozmawiał z Mariuszem Idzikiem, czyli najlepszym snajperem zespołu, którym interesują się nawet I-ligowcy. Kontrakt 22-letniego napastnika wygasa w czerwcu, ale jest w nim wpisana kwota odstępnego.

Był też na „Chacharach”

– Myślę, że jeszcze w tym roku dogadamy się z Mariuszem. Chciałbym, by został z nami i podpisał dłuższą umowę, będąc jednym z fundamentów tej drużyny, która pomoże nam realizować wyższe cele. Mariusz sam też chce zostać w Chorzowie. Jest na naszych wszystkich akcjach. We wtorek był w ChCK, nie zabrakło go też na pokazie filmu „Niebieskie Chachary”; słowem – czestniczy w życiu klubu. My też jako klub, kibice, udowadniamy mu, że Ruch nie jest byle jakim miejscem, a bardzo konkretnym, w którym tkwi wielki potencjał. Trzeba ten potencjał wykorzystać do odbudowy klubu, odbicia się od dna – mówi prezes Siemianowski.

„Niebiescy” bardzo szybko tej zimy wzięli się do roboty. O 2 lata umowę z klubem przedłużył wcześniej Tomasz Foszmańczyk, a aż o 4 lata – Konrad Kasolik. – Myślę, że z większością zawodników dogadamy się na dłuższy okres. Nie chcemy co pół roku stresować siebie i chłopaków. Stabilność zatrudnienia przecież większości ludzi pomaga. Mogą skupić się na swoich obowiązkach, na grze, sportowo drużyna pójdzie wtedy do przodu – przyznaje szef klubu z Cichej.

A co, jeśli ktoś wygasającej po sezonie umowy tej zimy nie będzie chciał przedłużyć? – To poczekamy na rundę wiosenną. Trener będzie oceniał, na ile są przydatni i co dalej robimy. Ale spokojnie, to dopiero początek tych tematów. Bardzo wiele się dzieje, przygotowujemy się do obchodów 100-lecia, prezentowaliśmy aplikację, zaczęliśmy przedłużać kontrakty. Doba musiałaby mieć chyba ze 100 godzin, by to wszystko ogarnąć. Wiemy, z kim chcemy prolongować umowy, na kogo ewentualnie czekać wiosną – tłumaczy Seweryn Siemianowski.

I jeszcze „Pepe”?!

Wstępnie znane są nazwiska czterech zawodników, którzy tej zimy najpewniej opuszczą ekipę wicelidera III ligi. Mowa w komplecie o młodzieżowcach grających niewiele. Wypożyczenie Oliviera Lazara z Rozwoju Katowice nie zostanie przedłużone, Mateusz Machała może trafić do GKS-u Tychy, zaś jest pomysł, by wypożyczyć do innych klubów Daniela Iwanka i Adriana Dąbrowskiego, którzy mają potencjał, ale muszą grać regularniej.

Kibiców jak zawsze emocjonuje oczywiście kwestia transferów do klubu. Ten najbardziej medialny temat to opcja powrotu Łukasza Janoszki, który po rocznym pobycie w I-ligowej Stali Mielec poprosił o rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron (co jeszcze się nie stało), by wrócić do przebywającej w Chorzowie rodziny. „Ecik” zadeklarował, że jest otwarty na propozycje i chce znaleźć klub na Śląsku.

– Pomidor! – odpowiada Seweryn Siemianowski, gdy zagadujemy o negocjacje z Janoszką.

– Ale słodki ten pomidor? – dopytujemy.

– Słodki, słodki. Taki grecki! W Grecji jadłem najlepsze – śmieje się sternik „Niebieskich”, nie zaprzeczając też o temacie kolejnego powrotu.

Tym razem miałoby chodzić o Piotra Ćwielonga, który po rocznym rozbracie z piłką jesienią odbudowywał dyspozycję w IV-ligowym LKS-ie Goczałkowice. – Przewija się ta kwestia, na razie utknęła w martwym miejscu i czekamy, co się wydarzy. Temat jest, ale proszę, nie bijmy piany – mówi Siemianowski.

***

Radni dali zgodę

Zaciągnięta na początku roku z miasta pożyczka na kwotę 2 milionów złotych, której spłata była datowana na 16 grudnia, została prolongowana do końca października 2020 roku. Zgodę na takie rozwiązanie wyrazili na wczorajszej sesji chorzowscy radni. – Mam nadzieję, że swoją pracą przekonujemy do tego, by dać nam szansę – przyznaje prezes Seweryn Siemianowski. Mówi się, że nie tylko 2-milionowa pożyczka z miasta, ale też ta identycznej wysokości od firmy Carbonex, docelowo zostanie skonwertowana na akcje Ruchu bez obowiązku spłaty.

 

Na zdjęciu: Konrad Kasolik (z prawej) już przedłużył kontrakt z Ruchem. Wkrótce to samo ma uczynić Mariusz Idzik.

Komentarze