Zobacz
Do góry

Płynność zaburzona

Sytuacja sportowa Ruchu Chorzów jest dramatyczna, bo plasuje się na przedostatnim miejscu II-ligowej tabeli, a jej poprawy nie ułatwia też zator finansowy. Klub ma żal do miasta.

Małym usprawiedliwieniem fatalnych wyników notowanych tej wiosny przez chorzowian – 3 punkty w 7 meczach – może być to, że nie są w stanie skupić się w pełni na swoich obowiązkach. Wciąż nie otrzymali pensji za luty, niebawem minie też termin wypłat za marzec. Sytuacji nie poprawia fakt, że klub wciąż oczekuje, aż miasto rozpisze obiecany konkurs na promocję miasta przez sport, dzięki któremu budżet ma szansę zostać zasilony kwotą 4 milionów złotych.

Prywatny ratunek

– Obecnie naszym największym zmartwieniem jest sytuacja sportowa, ale nie zapominamy o złożonych deklaracjach i uchwale jednogłośnie podjętej przez radnych – mówi Tomasz Ferens, rzecznik prasowy Ruchu. – Zapewniano nas, że konkurs na promocję miasta zostanie ogłoszony w lutym. Później ten termin przesuwano. Ostatnia deklaracja mówiła o 12 kwietnia, ale i ten termin nie został dotrzymany. Prosta matematyka mówi, że teraz konkurs najwcześniej zostałby rozstrzygnięty na przełomie maja i czerwca, czyli już po zakończeniu sezonu. Skomplikowało to trochę naszą sytuację finansową i zaburzyło płynność. Bardzo liczyliśmy na zwycięstwo w konkursie i otrzymanie deklarowanych środków. Koniec marca był dla nas okresem newralgicznym – należało spłacić ratę układu restrukturyzacyjnego. Ratował nas prywatny biznes, zresztą nie po raz pierwszy. Czekamy dalej, aż miasto wywiąże się ze składanych obietnic – dodaje Ferens.

Wyliczenia specjalistów

Radni opowiedzieli się za zwiększeniem kwoty na promocję miasta przez sport z 2 do 4 milionów złotych już ponad dwa miesiące temu, bo na sesji odbywającej się 7 lutego. Dlaczego więc procedury trwają tak długo?

– Dlatego, że trzy lata temu, gdy Ruch grał w ekstraklasie, kwota na promocję miasta przez sport wynosiła 2 miliony złotych. Teraz dla klubu drugoligowego ma wynosić 4 miliony. Wszyscy wiemy, że Ruch jest utytułowanym, ważnym dla Chorzowa klubem, ale wszystko jest też wyliczalne. Gdyby przyszła do nas kontrola i zapytałaby mnie – osobę odpowiedzialną za przetarg – na jakiej podstawie dajemy dwa razy więcej pieniędzy dla dwa razy gorszego klubu, to musielibyśmy przedstawić konkretne dane. Nie może być tak, że prezydent zostanie posądzony o niegospodarność – tłumaczy Magdalena Sekuła, pełnomocnik prezydenta Chorzowa ds. promocji i aktywizacji społecznej.

Historia blamażem pisana

Stąd też miasto zleciło zewnętrznej firmie wykonanie badań, mających na celu oszacowanie ekwiwalentu reklamowego generowanego przez Ruch. – Podeszliśmy do tematu profesjonalnie. Podpisali się pod tym specjaliści od marketingu sportowego z Uniwersytetu Ekonomicznego. Odbyliśmy też spotkanie z przedstawicielami klubu, którzy szacowali swoje możliwości promocyjne. Otrzymaliśmy już z firmy raport, który na naszą prośbę był nawet poprawiany, bo prosiliśmy o jak najwięcej szczegółów. Jest też sporządzona specyfikacja istotnych warunków zamówienia. W środę będzie już przygotowany wniosek o udzielenie zamówienia publicznego, który umożliwi nam przygotowanie przetargu – mówi Sekuła.

A jak spadną?

Konkurs na „promocję miasta przez sport w drugoligowym zespole piłki nożnej” – bo taka jest jego oficjalna nazwa – zostanie opublikowany w biuletynie informacji publicznej i zgodnie z procedurami unijnymi trwać będzie przez 30 dni. Potem komisja przetargowa dokona otwarcia kopert. Rozstrzygnięcie konkursu zapadnie na przełomie maja i czerwca, czyli w momencie, gdy… zakończy się już sezon drugiej ligi. Nie ma co ukrywać, że dla „Niebieskich” finał może być tragiczny. Do rozegrania zostało już tylko sześć kolejek, a zajmują przedostatnie miejsce w tabeli. Nasuwa się pytanie – co stanie się z pieniędzmi z miasta, skoro konkurs jasno mówi o drugiej lidze?

– Może pojawić się problem. Skoro podpisana zostanie umowa z klubem drugoligowym, a spadnie do trzeciej, to będzie trzeba pochylić się nad tym, czy takiej umowy nie rozwiązać. Na razie nie zakładamy jednak takiego scenariusza – zaznacza Magdalena Sekuła.

Podkreślmy też, że w myśl przepisów PZPN, sezon trwa od 1 lipca do 30 czerwca, co też może być w tej sytuacji pewnym ratunkiem dla Ruchu. Przypomnijmy, że miasto to największy (ale nie większościowy) udziałowiec spółki, mający 25,53 procent akcji.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport