Sebastian Steblecki: To był centrostrzał

Sebastian Steblecki nie ukrywa, że chciał dośrodkować, a strzelił efektownego gola dającego tyszanom zwycięstwo w Olsztynie.


Po wolnym poniedziałku piłkarze GKS-u Tychy wrócili wczoraj do treningu i dyskutując jeszcze o wydarzeniach w Olsztynie, zaczęli już przygotowania do spotkania z Zagłębiem Sosnowiec.

– Nasz najbliższy mecz mamy w niedzielę więc po długiej jeździe z Olsztyna trener dał nam trochę czasu na domowy odpoczynek – mówi Sebastian Steblecki, którego gol w 85 minucie meczu ze Stomilem zapewnił tyszanom zwycięstwo 2:1.

– Nasz tradycyjny mikrocykl rozpoczęliśmy więc we wtorek. Miałem więc sporo czasu na zobaczenie mojej bramki na wideo i nie będę nikogo czarował, mówiąc, że tak chciałem. Po zagraniu Łukasza Monety biegłem z piłką po linii bocznej pola karnego i widząc, że przed bramkę wbiegają Bartek Biel i Damian Nowak mój zamysł był taki, żeby dośrodkować. Piłka jednak trochę zeszła mi z nogi, ale finał był idealny. Wiatr, który wyczyniał różne harce, choć teoretycznie wiał nam w oczy, poniósł piłkę idealnie lobem za plecy bramkarza w długi róg. Wyszedł mi centrostrzał i choć w szatni po meczu było z tego trochę żartów, to nie będę ukrywał, że jestem bardzo zadowolony. Można powiedzieć, że prowadzą nas dobre wiatry i chcemy być jak najdłużej na fali.

Roszady ofensywne

Przypomnijmy jednak, że gdy Sebastian Steblecki w 69 minucie meczu wchodził na olsztyńską murawę, na tablicy wyników widniał rezultat 1:1, a Stomil mocno naciskał, dążąc do przedłużenia swojej zwycięskiej serii w domowych spotkaniach z GKS-em Tychy.

– Po to zmiennicy wchodzą na boisko, żeby swoimi świeżymi siłami zasilić zespół – dodaje zdobywca bramki, która umocniła tyszan na czwartym miejscu w tabeli I ligi.

– Owszem, Stomil atakował, ale trener nie wprowadził zawodników defensywnych, tylko postawił na roszady ofensywne, bo ja wszedłem za „dziesiątkę” Łukasza Grzeszczyka, a Damian Nowak zmienił „dziewiątkę” Szymona Lewickiego. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że wchodzimy na boisko przy wyniku 1:1 i w takim momencie pierwsze zadanie na wyjeździe brzmi: nie stracić gola. W naszym przypadku mieliśmy głównie dać oddech obronie, przytrzymać piłkę w środku boiska i przenieść akcję jak najdalej od naszej bramki. Korzystaliśmy więc z każdej okazji, żeby ruszyć z kontrą i już chwilę po wejściu na boisko też po podaniu Łukasza Monety znalazłem się w polu karnym przeciwników i strzeliłem w kierunku krótkiego rogu. Bramkarz miał jednak szczęście, bo musnął piłkę, która odbiła się od słupka, a obrońca nie dopuścił do dobitki. Mieliśmy też jeszcze kilka ciekawych akcji ofensywnych i w sumie te moje dwadzieścia kilka minut spędzone na boisku w Olsztynie mogę uznać za udane.

Od tego, żeby grać

Grający do tej pory w GKS-ie na kilku pozycjach ofensywnych Sebastian Steblecki w 2021 rok wszedł jako zawodnik, któremu trener Artur Derbin przydzielił rolę „dziesiątki”, a ta pozycja od dłuższego czasu w GKS-ie Tychy zarezerwowana jest dla kapitana i lidera drużyny Łukasza Grzeszczyka.


Czytaj jeszcze: Komornik z Tychów

– To prawda, że od początku okresu przygotowawczego trener ustawia mnie na pozycji „dziesiątki” – wyjaśnia Sebastian Steblecki.

– Mówiąc szczerze, nie zastanawiam się jednak nad tym, z kim mam o to miejsce na boisku rywalizować tylko staram się dawać z siebie wszystko. Tak było na sparingach i w zimowych treningach i tak jest także teraz podczas zajęć oraz meczów, gdy wychodzę na boisko. Ja jestem od tego, żeby grać, a trener od tego, żeby zbudować z zawodników drużynę. Nawet gdybym dostał zadanie gry na boku obrony, zrobiłbym wszystko, żeby jak najwięcej dać zespołowi. Słyszałem takie głosy, że piłkarz, który może grać wszędzie, nie gra nigdzie i niektórzy mówią mi nawet, że to jest mój minus. Jednak ja uważam, że ta moja uniwersalność w grze ofensywnej, bo w niej się czuję najlepiej, daje trenerowi większe pole manewru taktycznego. Dlatego solidnie przygotowuję się do każdego meczu w myśl zasady, że najbliższy mecz jest najważniejszy.


Fot. Lukasz Sobala / Press Focus

Komentarze