Siatkówka. Bez zbędnego filozofowania

Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego zagraliśmy słabiej. Nawet nie próbuję tego wytłumaczyć – powiedział po porażce z Treflem Gdańsk Michał Żurek, libero Aluronu CMC Warty Zawiercie.



Zawiercianie po 36 dniach znów wystąpili we własnej hali. Powrót nie okazał się jednak zbyt udany. Nadspodziewanie łatwo (0:3) przegrali z Treflem. Wygląda na to, że ekipa z Trójmiasta im nie leży. To właśnie z nią rozegrali ostatni mecz poprzedniego sezonu, również przegrywając 0:3.

Postawa siatkarzy z Zawiercia w niedzielnym starciu była zaskakująca. Do tej pory spisywali się wręcz rewelacyjnie, krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa i z uderzenia nie wybiła ich nawet przymusowa przerwa na kwarantannę. Po powrocie do gry nie dali bowiem żadnych szans wicemistrzowi kraju, VERVIE Warszawa.

Herbatka uspokajająca

Tymczasem z Treflem nic im nie wychodziło. Męczyli się, a w ich poczynaniach brakowało energii i dynamiki. Słabo spisywali się zwłaszcza przyjmujący, Garrett Muagututia oraz środkowy Patryk Niemiec. Amerykanin już w pierwszym secie został zastąpiony przez Dominika Depowskiego, który jednak też nic wielkiego nie pokazał. Niemiec również nie dotarł do końca spotkania.

– Słuchałem przed chwilą różnych opinii, dlaczego nasza gra wyglądała tak słabo. Nie mam zielonego pojęcia. Ta liga jest tak szarpana i dziwna, że trudno doszukiwać się konkretnych przyczyn. Za dwa dni mamy kolejny mecz, trzeba iść do domu, przespać się i ogóle o tym nie myśleć – wyjawił Michał Żurek, libero Aluronu CMC Warty.

– Bardzo trudno znaleźć przyczyny. To nie jest proste teraz powiedzieć sobie, czemu zagraliśmy słabszy mecz, więc nawet tego nie próbuję. Myślę już wyłącznie o kolejnym spotkaniu. Idę do domu, zaparzą sobie herbatkę uspokajającą i skupię się na Stali – dodał.

Wina w … braku Wlazłego

Niektórzy słabszej postawy „Jurajskich rycerzy” doszukiwali się… w braku w składzie Trefla Mariusza Wlazłego. Kapitan zespołu i jego lider jest kontuzjowany. Zastąpił go Kewin Sasak i z trudnej roli wywiązał się bez zarzutu – zdobył 13 punktów, atakował z 45-procentową skutecznością i został MVP.

– Niestety, Mariuszowi przydarzyła się kontuzja pleców, miejmy nadzieję, że szybko wróci do zdrowia. Dostałem szansę i mam nadzieję, że ją wykorzystałem – powiedział Sasak.

Zdaniem Żurka nie w tym tkwił problem.

– Wiedzieliśmy, że prawdopodobnie nie będzie Mariusza, więc przygotowywaliśmy się na Kewina. Wiedzieliśmy jak atakuje, więc nie można mówić o zaskoczeniu. Po prostu gdańszczanie zagrali dobry mecz, a my słaby – ocenił libero.


Czytaj jeszcze:  Święto w rodzinie!

Wsparcie dla szkoleniowca

Zawiercianie już dziś będą mieli okazję odkuć się za niedzielną porażkę. O 20.30 podejmą Stal Nysa i każdy inny wynik jak ich wygrana będzie ogromnym zaskoczeniem. Beniaminek z Opolszczyzny jako jedyny jeszcze nie wygrał. Ma na koncie 8 porażek i zamyka tabelę. Trzeba jednak na niego uważać, bo jego gracze potencjał mają spory. Zbigniew Bartman, Marcin Komenda, Michał Ruciak, Michał Filip czy Bartłomiej Lemański to gracze doświadczeni i o uznanej renomie w PlusLidze. W Nysie jednak jak na razie nie potrafią pokazać pełni swoich umiejętności. Mimo porażek, działacze klubu nie zamierzają wykonywać nerwowych ruchów. Ostatnio wsparli nawet szkoleniowca Krzysztofa Stelmacha. „Zarząd Stali Nysa SA oświadcza, że udziela pełnego wsparcia sztabowi szkoleniowemu i zawodnikom. Jednocześnie informujemy, że Zarząd Klubu nie zamierza dokonywać żadnych zmian na stanowisku I trenera. Władze Klubu w ostatnim czasie podjęły szereg działań zmierzających do poprawy wyników osiąganych przez zespół. Wszystkich kibiców prosimy o wyrozumiałość. Bądźmy jednym zespołem i wspierajmy się nawzajem. Celem klubu jest utrzymanie się w PlusLidze i jesteśmy przekonani, że ten cel zostanie osiągnięty” – napisali w specjalnym oświadczeniu.


Na zdjęciu: Flavio Gualberto i jego koledzy przeciwko Treflowi zagrali jeden ze słabszych meczów w tym sezonie.

Fot. PAP/Andrzej Grygiel

Komentarze