Siatkówka. Człowiek od zdobywania punktów

 

Muzaj od najmłodszych lat zapowiadał się na gracza światowego formatu. Ma znakomite warunki fizyczne. Mierzy 208 cm i waży około 90 kg, co przekłada się na ogromną dynamikę i siłę.

Kilka lat temu, gdy występował w Jastrzębskim Węglu, ówczesny trener zespołu Mark Lebedew, za pomocą specjalistycznej aparatury, zmierzył jego zasięg. Wynik: ponad 380 cm wyskoku dosiężnego! Takimi parametrami pochwalić się mogą jedynie Kubańczycy.

Zwycięstwo nad kontuzją

Wrocławianin robił szybkie postępy. Już w 2012 roku, jako 18-latek zadebiutował w PlusLidze w barwach PGE Skry Bełchatów. Od razu, w pierwszym meczu przeciwko AZS Olsztyn, uznano go najlepszym graczem spotkania.

Niestety, jego karierę zatrzymała poważna kontuzja barku. – Przygotowywaliśmy się do eliminacji mistrzostw świata juniorów. Pamiętam, że najpierw był trening siłowy, a później siatkarski. Podczas jednej z akcji poczułem silny ból w barku. Nasilał się, ale nawet nie zrobiono mi rezonansu.

Wystąpiłem w turnieju eliminacyjnym, ale grałem cały czas z bólem. Zaciskałem zęby i wściekałem się, że nie mogę dać drużynie tyle, ile chcę. To moje przekleństwo, zawsze miałem tak, że kiedy coś mnie boli, nie umiem odpuścić. W tamtym przypadku prawdopodobnie pogorszyłem swój stan – wspominał siatkarz w wywiadach.

Muzaj nie załamał się. Walczył. Wyleczył bark i z roku na rok był coraz lepszy. Dobrze zrobiła mu też zmiana otoczenia. Odszedł z PGE Skry, w której niekwestionowanym liderem był Mariusz Wlazły, więc nie mógł liczyć na regularne występy.

W Jastrzębskim Węglu, a następnie w Treflu Gdańsk pokazał pełnię swoich umiejętności. W ostatnim sezonie reprezentacyjnym stał się też pierwszoplanową postacią reprezentacji Polski. To on wyszedł w podstawowym składzie w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich przeciwko Francji. I spisał się wybornie, prowadząc biało-czerwonych do efektownego triumfu.

Wsparcie kobiety

Nic dziwnego, że po tak udanych występach zainteresowały się nim kluby z silniejszych lig. Atakujący zdecydował się na rosyjski Gazprom Jugra-Surgut. Gdy ogłosił swoją decyzję wielu dziwiło się.

Nie brakowało opinii, że źle wybrał, że nie poradzi sobie w bardzo wymagającej i stawiającej na siłową siatkówkę Superlidze, że wreszcie brakuje mu odporności psychicznej. Muzaj w ostatnich latach jednak dojrzał.

Wcześniej miał opinię gracza, który nie kończy akcji w decydujących momentach. W reprezentacji udowodnił, że to już przeszłość. Nie bał się brać odpowiedzialności na swoje barki.

25-latek zawojował Rosję. Bez problemu dostosował się do wymogów ligi i warunków oraz sposobu życia na dalekiej i mroźnej Syberii. Miejscowe zwyczaje mocno go czasami jednak zaskakiwały.

– Niektóre zachowania są spowodowane warunkami, w jakich się tutaj żyje. W Polsce nikt nie zostawia auta na noc z włączonym silnikiem, a w Surgucie tak się robi, bo przy kilkudziesięcio stopniowych mrozach, rano samochodów nie dałoby się uruchomić. Na parkingu pod moim blokiem połowa samochodów warczy od rana do wieczora. Ludzie chodzą też w kurtkach, które sięgają prawie do kostek.

Można się zastanawiać, jak w ogóle są w nich w stanie chodzić – opisywał uroki życia w Surgucie siatkarz, dla którego ogromnym wsparciem okazała się jego dziewczyna.

– Świadomość, że ktoś czeka w domu jest bardzo cenna. Przyjechała do Rosji tylko dla mnie, poświęciła się. Inni zawodnicy mówili mi, że nie znali jeszcze żadnej kobiety, która przyjechałaby za swoim partnerem aż do Surgutu – nie krył uznania dla swojej miłości.

Głód grania

Muzaj był pierwszoplanową postacią Gazpromu, walnie przyczyniając się do awansu drużyny do play-offu. Regularnie zdobywał ponad 20 punktów, a nierzadko i ponad 30. Fazę zasadniczą zakończył jako najlepszy punktujący Superligi z 436 „oczkami”. Ilość ataków, którą musiał wykonywać, wynikała też z taktyki Gazpromu. Zespół grał na niego.

– Wymaga się ode mnie bardzo dużo. Jestem od zdobywania punktów w jak największej liczbie w każdym możliwym momencie. Był taki mecz, w którym nie graliśmy pięciu setów, a atakowałem 60 razy. Nie powiem, żeby to było moje marzenie, bo nikt nie jest maszyną i jeśli będziemy dalej tak grać, to kiedyś się to na mnie odbije. Nie da się wytrzymać takiej intensywności przez cały sezon. Jednak rola lidera drużyny mi odpowiada – ocenił.

Siatkarz nie żałuje wyjazdu do Rosji. Uważa, że sporo mu on dał. – Nauczyłem się grać na wysokiej piłce przeciwko bardzo dobremu blokowi. A ten blok rosyjskie drużyny mają naprawdę świetny, zawsze na mnie czeka. Ważnym doświadczeniem jest już sam wyjazd za granicę, nie tylko sportowym, ale i życiowym.

Wyjazd do Rosji jeszcze bardziej wyzwolił we mnie głód grania za granicą. Troszeczkę się obawiałem, że przyjazd do Surgutu będzie skokiem na głęboką wodę. Byłem jednak bojowo nastawiony, a fakt, że dałem sobie radę w Superlidze, jeszcze bardziej mnie napędza. Przekonałem się, że ani gra za granicą, ani brak znajomości języka nie jest niczym strasznym – podkreślił.

Oferty z Europy

Muzaj nie był jedynym Polakiem w Gazpromie. Przed nim występowali w nim Robert Prygiel, Zbigniew Bartman i Łukasz Kadziewicz. Ten pierwszy spędził na Syberii cztery lata, będąc nawet kapitanem ekipy.

– Klub z Surgutu jest szczególny. Prezes jest jednocześnie trenerem i dyrektorem sportowym, co jest dość specyficznym układem. „Kadziu” pomagał mi w podstawach języka rosyjskiego i dawał rady odnośnie do „przetrwania” w klubie – przyznał Muzaj, który po jednym sezonie zakończył swoją przygodę z Gazpromem. Czy również z rosyjską ligą?

Siatkarz ma wiele ofert, również od rosyjskich potentatów. W grę wchodzą też kluby włoskie. Skocznego Polaka chętnie widzieliby w swoich zespołach działacze Itasu Trydent czy Cucine Lube Civitanova.

 

Na zdjęciu: Siłą i dynamiką Maciej Muzaj góruje nawet nad Earvinem N’Gapethem.

Komentarze

12 305 myśli na temat “Siatkówka. Człowiek od zdobywania punktów