Siatkówka. Jeszcze niespełnione!

Tęsknota siatkarek za sukcesem w mistrzostwach Europy jest ogromna, bo wiele z nich ma za sobą parę lat występów w reprezentacji i ciągle „obijały” się na zdecydowanie niższym poziomie. Jedynie libero Paulina Maj-Erwardt ma swojej kolekcji brązowy medal zdobyty w 2009 r. w Łodzi. W tegorocznym turnieju, rozgrywanym w czterech krajach, w tym w łódzkiej Atlas Arenie, biało-czerwone miały swoje marzenia. Trudno ich nie mieć, skoro udanie zaprezentowały się w I części sezonu w Lidze Narodów, występując w Final Six. Wprawdzie w kwalifikacjach olimpijskich nie sprostały mistrzyniom świata z Serbii, ale dzielnie walczyły. To był znak, że w ME Polki nie stoją na straconej pozycji i, przy odrobinie szczęścia, mogą walczyć o czołowe lokaty. Turniejowa drabinka tak się ułożyła, że Polki ominęły zawsze groźne, a przede wszystkim nieobliczalne Rosjanki. By spełniły się marzenia trzeba jeszcze dokonać poważnych wyczynów. Ale po kolei…

Krok po kroku

Portugalia, Słowenia oraz Ukraina – te trzy reprezentacje, patrząc z perspektywy czasu, były na „rozgrzewkę”. Trzeba było wypełnić obowiązek, czyli zwyciężyć i zapewnić sobie wyjście z grupy minimum z 3. miejsca. Tak też się stało.

Trener Jacek Nawrocki jest niezwykle oszczędny w słowach i przed kolejnymi występami – przeciwko Belgii i Włochom – kłębił trudności oraz przestrzegał przed nadmiernym optymizmem. Niemniej jego podopieczne wysyłały wyraźne sygnały, że są nie tylko w formie, ale również zdolne do podjęcia walki z trudniejszymi rywalkami. Porażka z Belgią 2:3 nieco ostudziła nastroje, choć można było jej uniknąć. Siatkarki – teraz chyba już śmiało można tak stwierdzić – nie uniosły ciężaru odpowiedzialności tego meczu. Fala hejtu wylała się na głowy zawodniczek, co mocno je zabolało. Malwina Smarzek-Godek, niewątpliwie „strzelba” nr 1, pojawiła się na parkiecie chora i to jej najwięcej dostało się za tę porażkę. Niedyspozycja była skrzętnie przed meczem ukrywana, zaś po nim dość przypadkowo dowiedzieliśmy się o niej z opowieści jednej z zawodniczek.

Nie było zwątpienia

Spotkanie z Belgią było z cyklu „biało-czerwone muszą, rywalki mogą”. Spełnił się drugi scenariusz i w naszej ekipie było przygnębienie, ale nie było zwątpienia. Nie wiemy, jaki eliksir został zastosowany przed występem przeciwko aktualnym wicemistrzyniom świata, Włoszkom. Gra obu zespołów mocno falowała, ale w tie-breaku biało-czerwone okazały się lepsze. W międzyczasie w biurze prasowym rozgorzała dyskusja o dalszej turniejowej drabince. Byli i tacy, którzy niezbyt uważnie obserwowali spotkanie, lecz kreślili układ w drugiej części turnieju.

– My już wykonałyśmy plan ponad limit. Zupełnie jest nam obojętnie, z kim się spotkamy. Niech będzie z Rosją, możemy tylko sprawić niespodziankę – stwierdziła po tym meczu środkowa Belgii, dobrze u nas znana Dominika Sobolska. Belgia przegrała jednak z Rosją 1:3.

Wybuch radości

Wygrana 3:2 z Włochami stworzyła biało-czerwonym wręcz wymarzoną drogę do strefy medalowej. By się w niej znaleźć, trzeba było twardo walczyć, bo prezentu nikt nie podaruje. O ile Hiszpanki nie sprawiły wiele kłopotów, to już z Niemkami szło znacznie gorzej. Do zawodniczek można mieć pretensje za dwa sety: I i IV. W pierwszej odsłonie przy remisie po 17 nic nie zapowiadało krachu. A tymczasem Niemki zwiększyły siłę zagrywki i zdobyły 4 „oczka” z rzędu. Ułańska szarża przyniosła zmniejszenie strat do punktu. Jednak to było wszystko, na co było je stać. Rywalki wzniosły się na wyżyny swoich umiejętności.

Historia się powtórzyła w IV partii, ale w niej wydawało się, że kryzys naszych siatkarek jest zdecydowanie większy. Można było mieć obawy o przebieg tie-breaka. A jednak w nim nasz zespół stanął na wysokości zadania, bo miał w swoich szeregach nieoszlifowany brylant, Magdalenę Stysiak. Ona wraz z koleżankami w końcu złamała opór przeciwniczek. Awans był w pełni zasłużony, choć można było uniknąć nerwów.

Świetlana przyszłość?

Trener Nawrocki wraz ze swoimi współpracownikami stworzył zespół, który może mieć przed sobą świetlaną przyszłość. Z podstawowego składu najstarsza jest 29-letnia rozgrywająca Joanna Wołosz, Natalia Mędrzyk ma 27 lat, Malwina Smarzek-Godek i Klaudia Alagierska to 23-latki, tylko rok starsza jest Martyna Grajber, Agnieszka Kąkolewska o dwa, a Stysiak na początku grudnia skończy dopiero 19. Przed tymi zawodniczkami jeszcze kilka lat grania na reprezentacyjnym poziomie.

Delikatny zapach medalu…

Duet Malwina – Magdalena może niebawem zawładnąć wszystkimi parkietami świata. Dobrze się stało, że Smarzek-Godek w poprzednim sezonie zdecydowała się na grę w Bergamo w Serie A, bo nie tylko nabrała doświadczenia, ale także okrzepła w ważnych bojach. Gdy wchodziła do reprezentacji Nawrocki próbował z niej zrobić przyjmującą, ale szło to niezwykle topornie. Z pomysłu zrezygnował – z korzyścią dla reprezentacji.

Z kolei Stysiak po mistrzostwach również wyjeżdża do Italii (Savino Del Bene Scandici) i będzie koleżanką klubową kapitan reprezentacji, Kąkolewskiej. Ze Stysiak „zrobiono” skrzydłową i powoli wciela się w nową rolę. Nastolatka jest rewelacją turnieju, a kto wie, czy nie otrzyma na zakończenie dodatkowych wyróżnień ze strony organizatorów. W meczu z Niemcami, zwłaszcza w ostatniej odsłonie, Stysiak zaimponowała opanowaniem nerwowym, asami serwisowymi oraz silnymi atakami.

Przed naszymi siatkarkami jeszcze dwa kluczowe spotkania: najpierw w półfinale z Turcją, a następnie o medale. Jedno jest pewne – gdy staną na podium, spełnią się im tegoroczne marzenia…

 

Na zdjęciu: Po wygranej z Niemkami radości w ekipie biało-czerwonych było co niemiara. Ciąg dalszy emocji nastąpi…

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 
ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze