Zobacz
Do góry

Sił na pół godziny

Przez 30 minut zanosiło się na to, że z Kielc NMC Górnik wróci z podniesiona głową. Jednak druga połowa to wrażenie zepsuła.

Po kwadransie zespół Marcina Lijewskiego niespodziewanie wyszedł na prowadzenie w starciu z mistrzem Polski, a po petardzie Iso Sluijtersa podwyższy wynik na 10:8. Do końca było daleko, ale zapachniało niespodzianką, a poirytowany trener PGE Vive Tałant Dujszebajew ochrzaniał młodszego brata szkoleniowca Górnika, Krzysztofa. Po przerwie kielczanie – na czele z byłym bramkarzem Górnika Mateuszem Korneckim – wybili jednak z głowy gościom te mrzonki i wygrali pewnie 34:24. To pierwsza, choć spodziewana, porażka zabrzan w rozgrywkach.

– Pierwsze 30 minut było do przyjęcia, ale i tak mój zespół nie ustrzegł się błędów. Uczulałem w przerwie zawodników, że trener Dujszebajew pewnie powie swojej drużynie parę mocnych słów i w drugiej połowie będzie fala uderzeniowa. Ale chyba to do nich nie dotarło – stwierdził Marcin Lijewski.

Na poczynania gospodarzy w końcówce pierwszej połowy dobrze zadziałał czas wzięty przez Dujszebajewa oraz pojawienie się na parkiecie Andreasa Wolffa. Po dwóch interwencjach niemieckiego bramkarza kielczanie wyprowadzili skuteczne kontry. Chwilę później wyszli na prowadzeni i na półmetku spotkania mieli dwie bramki przewagi (15:13).

Drugą połowę mistrzowie Polski rozpoczęli od piorunującego uderzenia. Tym razem skutecznymi interwencjami popisywał się Mateusz Kornecki, a w ofensywie przebudził się Igor Karacić. Chorwat zdobył 4 bramki w niespełna cztery minuty (3 z rzutów karnych). A zabrzanie zacięli się w ataku – w ciągu 15 minut po przerwie trafili ledwie dwa razy – i zrobiło się 25:15 dla gospodarzy. To był nokaut.

Górnikowi – grającemu bez Michała Adamuszka – nie pomagały często łapane wykluczenia. Grający w osłabieniu goście pozwolili kielczanom na zbudowanie przewagi. Gospodarze pozwalali sobie na coraz większy luz i fajerwerki w ofensywie.

– Życzyłbym sobie, żeby z meczu na mecz sił starczało nam na więcej niż pół godziny. Trzydzieści minut to za mało, żeby powalczyć, tym bardziej z takim zespołem jak Vive – podsumował niedyspozycję śląskiej drużyny rozgrywający Adrian Kondratiuk. – Nie wiem, ile głupot popełniliśmy w drugiej części gry, ale sporo. To sprawiło, ze przegrywaliśmy 10 bramkami i było już po meczu. Reszta spotkania to już była tylko walka o zachowanie twarzy – dodał Marcin Lijewski.

PGE Vive Kielce – NMC Górnik Zabrze 34:24 (15:13)

VIVE: M. Kornecki, Wolff – Karacić 6, A. Dujszebajew 6, Pehlivan, Aguinagalde 3, Janc 4, Lijewski 2, Jurkiewicz 1, Kulesz 4, Moryto 3, Fernandez 2, Karalok 3, Guillo. Kary: 4 min. Trener Tałant DUJSZEBAJEW.

GÓRNIK: Galia, Skrzyniarz, Kazimier – Bondzior, Daćko 2, Bis 1, Tomczak 1, Sićko 5, Łyżwa 1, Sluijters 5, Czuwara 3, Pawelec, Buszkow 3, Gogola, Kondratiuk 3. Kary: 12 min. Trener Marcin LIJEWSKI.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze

Więcej w PGNiG Superliga