Skra Częstochowa. Najtrudniejszy mecz w sezonie

Wśród plusów z ostatnich porażek trener Skry wymienił debiut 16-letniego Oskara Krawczyka.


Gdy już się wydawało, że trener Skry znalazł sposób na uszczelnienie obrony beniaminka I ligi, przyszły dwa mecze, które obnażyły wszystkie słabości w grze defensywnej częstochowskiego zespołu. Po sześciu spotkaniach, w których częstochowianie zdobyli 11 punktów, tracąc tylko 3 bramki, najpierw Widzew strzelił cztery gole doświadczonemu Mateuszowi Kosowi, który po wejściu między słupki był prawdziwą ostoją drużyny. Następnie Lech w spotkaniu I rundy Pucharu Polski trzykrotnie zmusił do kapitulacji 19-letniego Bartosza Neugebauera, który na poznańskim stadionie debiutował w zespole Jakuba Dziółki. Nic więc dziwnego, że szkoleniowiec „skrzaków” przed niedzielnym spotkaniem z Górnikiem Polkowice najwięcej czasu na zajęciach zarówno tych na boisku, jak i tych w sali wideo, poświęcił grze obronnej swojego zespołu.

– Czasu nie mamy za dużo – mówi szkoleniowiec Skry.

– W miniony piątek graliśmy w Łodzi, we wtorek w Poznaniu, a w niedzielę będziemy w Polkowicach. Trenujemy codziennie. W środę, po powrocie z pucharowego spotkania z Lechem, były zajęcia regeneracyjne połączone z analizą tego co za nami, a w piątek po treningu na boisku doszła jeszcze analizy gry Górnika. Dwa nasze ostatnie mecze były z gatunku tych, w których wiedzieliśmy, że nie możemy sobie pozwolić na otwartą grę, a i tak mimo to ponieśliśmy wysokie porażki. Przed meczem z Lechem wypadł nam z zespołu Rafał Brusiło, który miał problemy zdrowotne, ale już wrócił do zespołu. Do Poznania nie pojechał z nami także Kamil Wojtyra, który boryka się z urazem i musi przejść dokładniejsze badania, żeby można było postawić dokładniejszą diagnozę, a Mateusz Kos po prostu dostał wolne. Te ostatnie dni na pewno nie były dla nas łatwe, ale wcale nie uważam, żeby to były dni stracone. Szczególnie dla Oskara Krawczyka. „Dziecko Skry” w wieku 16 lat zadebiutowało w pierwszej drużynie, wchodząc na boisko w ostatnich minutach meczu w Poznaniu i dając przykład naszej młodzieży, że warto u nas trenować i starać się na zajęciach. Ponadto momentami nasza gra obronna wyglądała nieźle i te właśnie dobre fragmenty mają nam posłużyć jako punkt wyjścia do budowania taktyki na spotkanie w Polkowicach. Tam poprzeczka nie zostanie zawieszona tak wysoko jak w Łodzi czy w Poznaniu. Nie znaczy to jednak, że Górnik jest dla nas łatwiejszym przeciwnikiem. Z każdym rywalem musimy się bowiem nastawić na walkę na maksymalnych obrotach.

Ze szwami nad okiem

Częstochowianie do autokaru jadącym do Polkowic wsiądą po sobotnim przedpołudniowym treningu. Wśród zawodników, na których może liczyć Jakub Dziółka jest jak zwykle Adam Mesjasz. W Poznaniu jedną z interwencji przypłacił co prawda rozbiciem łuku brwiowego, ale szybko wrócił do gry z Lechem i ze szwami nad okiem jest także do dyspozycji trenera na mecz z Górnikiem.



Dobrać skład

– To, że Górnik w dziesięciu meczach tego sezonu tylko raz wygrał na pewno nie uśpi naszej czujności – dodaje trener częstochowian.

– Przygotowujemy się do tego spotkania z hasłem: „najtrudniejszy mecz w sezonie”. Wynika to z sytuacji w tabeli, bo mamy tylko 3 punkty przewagi nad tym przeciwnikiem, a podczas analizy widzieliśmy, że jest to zespół, który potrafi wypracować sytuacje bramkowe. Ma wprawdzie problem z ich wykorzystaniem, ale jest na pewno groźny. Będziemy się więc starać tak dobrać skład od bramkarza zaczynając, żeby jak najlepiej wykorzystać ostatnie dwie lekcje i wrócić do skutecznej gry obronnej oraz powiększyć dorobek punktowy.


Fot. Krzysztof Porebski / PressFocus