Skra Częstochowa. Z tajemniczym uśmiechem

Stoper Skry Adam Mesjasz zapewnia, że częstochowianie spróbują się zbliżyć do czołówki.


Pierwszy raz w historii swoich występów w I lidze Skra Częstochowa zagra w roli faworyta. W piętnastu rozegranych do tej pory spotkaniach beniaminek jeżeli nie był skazywany na porażkę to był co najwyżej uważany za kandydata do niespodzianki. Nawet gdy 29 października mierzył się w Olsztynie z zamykającym stawkę Stomilem i wygrał 1:0, spychając gospodarzy na ostatnie miejsce w tabeli, najważniejsze było pytanie ile podopieczni Jakuba Dziółki mają punktów przewagi nad strefą spadkową. Ale po kolejnym zwycięstwie w Niepołomicach niektórzy kibice „skrzaków”, patrząc przez pryzmat niedzielnego meczu w Jastrzębiu-Zdroju, coraz śmielej spoglądają w górę klasyfikacji, bo strefa barażowa wcale nie jest tak odległa. Częstochowianie, mający jeden zaległy mecz do rozegrania, tracą do drużyn zamykających pierwszą szóstkę 6 punktów.

– Będziemy się starać żeby było mniej – z tajemniczym uśmiechem mówi Adam Mesjasz, którego trafienie w meczu z Puszczą zapewniło Skrze zwycięstwo 2:1.

– Dla nas każdy mecz jest specyficzny. Wiemy jak trudnym terenem jest boisko w Niepołomicach. Przekonaliśmy się zresztą o tym na swojej skórze, bo po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:1, po golu strzelonym przez rywali, którzy wykorzystali rzut z autu jako groźny stały fragment gry. Musieliśmy się po tym ciosie podnieść i w pełni się nam to udało. Na początku drugiej połowy zdobyliśmy dwie bramki i dowieźliśmy wynik do końca więc wróciliśmy do domu zadowoleni.

Coś na plus

Zawodników, którzy biorą na swoje barki ciężar gry w zespole Skry jest kilku. Doświadczony bramkarz Mateusz Kos, kapitan Piotr Nocoń czy najlepszy strzelec Kamil Wojtyra mogą stanąć w jednym rzędzie z Adamem Mesjaszem. 28-letni stoper jest bowiem nie tylko filarem muru obronnego częstochowian, ale także odważnie i skutecznie wspiera ofensywę.

– Oczywiście, że po meczu z Puszczą byłem z siebie zadowolony, bo bramka zdobyta przez stopera, to jest coś na plus – dodaje wychowanek Ajaksu Częstochowa.

– Szkoda, że nie udało się zachować zera z tyłu, bo z tego obrońca rozliczany jest w pierwszej kolejności, ale w sumie okazało się, że praca całego zespołu dała zwycięstwo. Bramkarz Mati Kos też wybronił trochę piłek, a wszyscy zawodnicy, szczególnie przy stałych fragmentach musieli się starać, bo było ich sporo. Udało się nam zrealizować nasz plan, z którym wyszliśmy z szatni po przerwie.

Zadać dwa ciosy

– Wiadomo, jak się przegrywa to się chce szybko odrobić stratę i nie myśli się o tym, żeby nie stracić gola, bo czy się przegra 0:1 czy 0:2 to w bilansie punktowym nie ma to znaczenia. Myśli się przede wszystkim i strzelaniu goli i nam się udało szybko zadać dwa ciosy i rozpędzić mecz, bo od stanu 2:1 gra toczyła się od pola karnego do pola karnego. Próbowaliśmy to czasem uspokoić, ale na tym boisku było ciężko rozszerzyć grę czy pograć piłką. Nie narzekam jednak na niepołomicki stadion, bo ta widownia, będąca tak blisko murawy mnie nie przeszkadzała. To fajne gdy trybuny są tak blisko boiska, bo w Anglii przecież, praktycznie, jest tak wszędzie. Mnie to nie przeszkadzało i dla mnie taki stadion jest idealny dla takiej miejscowości jak Niepołomice – kończy Adam Mesjasz.

Znowu się przestawić

W Jastrzębiu-Zdroju stadion jest jednak zupełnie inny więc bezdomni częstochowianie będą się musieli znowu przestawić. Pokazali już jednak w: Rzeszowie, Gdyni, Głogowie, Olsztynie i Niepołomicach, że potrafią wygrywać w różnych warunkach, a z Legnicy, Sosnowca, Polkowic, Katowic i Tychów wrócili z jednym punktem. Więc ani stadion, ani rywal, który plasuje się w ogonie tabeli, a swój ostatni mecz przegrał wyraźnie, nie wydają się być trudną przeszkodą dla rozpędzonej drużyny Jakuba Dziółki.


Fot. Krzysztof Porebski / PressFocus