Zobacz
Do góry

Śląsk Wrocław. Fuszerka z karnym

W niedzielę dobiegła końca dobra passa wrocławskiego Śląska na własnym boisku. Zwyciężając w stolicy Dolnego Śląska Legia Warszawa przerwała imponującą serię podopiecznych Vitezslava Laviczki.

 

A zaczęła się ona jeszcze w poprzednim sezonie – po porażce z Górnikiem Zabrze 1:2 (bramki: Marcin Robak – Igor Angulo 2) 25 kwietnia, w dwóch kolejnych potyczkach na własnym boisku wrocławianie odesłali z kwitkiem Wisłę Płock (2:1) i Arkę Gdynia (4:0).

Dobrą passę u siebie kontynuowali w bieżących rozgrywkach – pokonali Piasta Gliwice (2:1), Cracovię (2:1), Arkę Gdynia (2:1), Wisłę Płock (3:1), i Wisłę Kraków (2:1), a podzielili się punktami z Pogonią Szczecin (1:1), Zagłębiem Lubin (4:4) i Jagiellonią Białystok (1:1). Wszystko szło jak po maśle do 8 grudnia, gdy do Wrocławia pofatygowała się Legia. Wynik nie pozostawił żadnych złudzeń, która drużyna była tego popołudnia lepsza.

Przyznał to szkoleniowiec gospodarzy Vitezslav Laviczka mówiąc: – Legia była lepszym zespołem od nas, bo zaprezentowała większą jakość.
– Wydaje mi się, że naszą drużynę zjadła trema – próbował znaleźć przyczyny dotkliwej porażki pomocnik Śląska, Jakub Łabojko. – Popełnialiśmy proste, niewymuszone błędy i straty, ciężko było nam utrzymać się przy piłce i tym samym stwarzać groźne sytuacje pod bramką przeciwnika.

Mecz mógł się ułożyć inaczej, gdyby w 8. minucie Robert Pich wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Igora Lewczuka na Damianie Gąsce. – Zdarza się, nawet najlepsi piłkarze nie wykorzystują „jedenastek” – powiedział Łabojko. – Robert jest naszym etatowym egzekutorem, wcześniej wykorzystywał rzuty karne, dlatego nie może na niego spadać cała odpowiedzialność za porażkę, bo to nie on przegrał mecz, tylko cały zespół. Mieliśmy przecież jeszcze 85 minut, by strzelić jedną lub dwie bramki i wygrać to spotkanie.

Po raz ostatni piłkarze Śląska nie potrafili zamienić rzutu karnego na gola przed dwoma laty. Dokładnie 1 grudnia 2017 roku Marcin Robak w 19 minucie meczu wyjazdowego z Lechią Gdańsk nie wykorzystał „jedenastki”. W tym momencie wynik brzmiał 0:0… Gospodarze poczuli krew i za sprawą bliźniaków Paixao (Marco strzelił dwa gole, Flavio jednego) rozłożyli na łopatki Śląska. Honorowe trafienie dla wrocławian zdobył wówczas w 82 minucie Łukasz Madej.

Po odejściu Robaka do Widzewa etatowym wykonawcą rzutów karnych w Śląsku został wspomniany już Pich. Nie pomylił się z „wapna” w dwóch letnich sparingach, jak również w meczach ligowych z Lechem Poznań (3:1) i Piastem Gliwice (3:0). Fuszerka w ostatnim meczu z Legią była brzemienna w skutkach.

Czy Słowak podejdzie do „jedenastki” przy następnej okazji? Trener Laviczka wytypował do wykonywania rzutów karnych trzech zawodników: Picha, Michała Chrapka i Łukasza Brozia. Ostatni z wymienionych w tym sezonie już się nie pojawi na boisku…

Komentarze