Zobacz
Do góry

Smulski: Zmierzamy w dobrym kierunku

– Dbamy o prewencję, by kluby dużo wcześniej wiedziały, co i jak. – mówi Krzysztof Smulski, pełniący obowiązki przewodniczącego Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN.

Jak dotąd żaden z klubów wnioskujących w tym roku o licencję na grę na szczeblu centralnym nie spotkał się z odmową. Czy pamięta pan podobny proces licencyjny?

Krzysztof SMULSKI: – Nie pamiętam i jestem mile zaskoczony. Tłumaczę to sobie tak, że kluby są coraz bardziej świadome. Po drugie, swoje robi ciężka praca Komisji Licencyjnej wykonywana przez cały rok. Pamiętam początki funkcjonowania KL przy PZPN-ie. To bardzo zamierzchłe czasy. Zajmowała się tylko przyznawaniem albo odmową licencji. Funkcjonowała przez miesiąc, poza tym nic się nie działo. Teraz jest inaczej. Komisja Licencyjna jest żywa, podręcznik licencyjny – rozbudowany, możemy użyć olbrzymiej liczby różnego rodzaju nadzorów. Rozmawiamy, sprawdzamy, monitorujemy sytuację w danych klubach.

Fot. Dorota Dusik


Z czym kluby mają największy problem?

Krzysztof SMULSKI: – Wciąż nie brakuje spraw związanych z finansami. Kryteria są rozbudowane, o czym przekonał się choćby łódzki Widzew (objęty nadzorem finansowym i ukarany 10 tysiącami złotych – dop. red.). Większość sankcji nałożonych przez nas na kluby była symboliczna. To nie były kwoty zwalające z nóg. Staramy się nie pokazywać, że jesteśmy wielkim organem jurysdykcyjnym, który potrafi tylko karać. Wskazujemy, że coś jest źle zrobione, ale nie jest naszą intencją pogrążanie klubów karami pieniężnymi. Proszę też zwrócić uwagę, że nie nałożyliśmy na nikogo kary ujemnych punktów. Idziemy z duchem sportu. To bardzo dobry proces licencyjny, choć nie został jeszcze zakończony.

Bo czekacie jeszcze na beniaminków drugiej ligi?

Krzysztof SMULSKI: – To zawsze wielka niewiadoma. W przypadku beniaminków zaplecza ekstraklasy nie powinno być wielkich historii. W ten wtorek zorganizowaliśmy z kolei w Warszawie spotkanie z kandydatami do gry w drugiej lidze. Zostały zaproszone, czekały nas rozmowy. To było – jak ja to mówię – „wczesne ostrzeganie”. Dbamy o prewencję, by kluby dużo wcześniej wiedziały, co i jak. Wierzę, że nie będzie problemów. Dla czołowych trzecioligowców organizuję zresztą od dwóch lat zimą szkolenia. To jest pewne novum. Omawiamy wszystkie kryteria, by już przed startem rundy wiosennej działacze zdawali sobie sprawę z tego, co może ich czekać. Większość to rozumie. Pierwsze decyzje dotyczące licencji dla beniaminków drugiej ligi powinny zapaść już 14 czerwca.

Pozytywnie zaskoczyła Bytovia, o którą wiele osób martwiło się po spadku z pierwszej ligi, wieszcząc, że to może być jej koniec na centralnym szczeblu?

Krzysztof SMULSKI: – Działania Bytovii oceniam bardzo wysoko. Byłem z klubem w kontakcie telefonicznym. Te niepokojące opinie dochodziły nie tylko od kibiców, ale z całego środowiska piłkarskiego. Słyszało się, że nie da rady, że wycofa się. Prezes Wiczkowski udowodnił, że jest na tyle ambitnym i obrotnym człowiekiem, by sprostać temu wyzwaniu. Mam nadzieję, że Bytovia stanie na nogi na dłużej, a nie tylko krótką chwilę. W ubiegłym tygodniu zatrudniła dyrektora sportowego Macieja Chrzanowskiego. To znane nazwisko, co pokazuje, że klub idzie w dobrym kierunku. Spadki przecież się zdarzają. Zwykła sportowa kolej rzeczy.

Zagłębie Sosnowiec. Młodzież na początek

No właśnie; czy środki płynące do pierwszoligowców z Fortuny i Polsatu powodują, że po spadku do drugiej ligi jest im coraz trudniej?

Krzysztof SMULSKI: – Nie uważam tak. Z pewnością jest to pewien uszczerbek i fajnie byłoby, gdyby uczestnicy drugiej ligi też miały zagwarantowane podobne finansowanie. Po budżetach obecnych spadkowiczów – Bytovii, Garbarni czy GKS-u Katowice – nie widać jednak żadnych kłopotów, żadnego zagrożenia.

Czy wymagania licencyjne na szczeblu centralnym w najbliższych latach będą się zaostrzać?

Krzysztof SMULSKI: – Nie powinny. Podręczniki Licencyjne dla szczebla centralnego są trzy. Nie powiedziałbym, że za ostre. W tym roku zostały nawet lekko zliberalizowane – choćby w przepisach dotyczących sektora gości na stadionach pierwszej i drugiej ligi. W przypadku ekstraklasy musi on być na najwyższym poziomie, ale w dwóch kolejnych ligach nie ma już takich szczegółów. Po prostu – ma mieć co najmniej 5 procent pojemności stadionu, być oddzielony i odseparowany od reszty widowni.

Co do stadionów, to znów nie wszyscy będą podejmować rywali w swoich miastach.

Krzysztof SMULSKI: – Najbardziej medialną sprawą są przenosiny Rakowa Częstochowa na Stadion Ludowy. To problem nie tylko klubu, ale też miasta. W poprzednich latach bywało, że w procesach licencyjnych odstawała Stal Stalowa Wola. Teraz w klubie są nowi ludzie, buduje się stadion. Muszą jeszcze pograć w Boguchwale, ale przypuszczam, że wiosną przeniosą się już na swój nowy obiekt. Do siebie wraca Garbarnia Kraków. Wymogów pierwszoligowych nie spełnia, bo brakuje miejsc i świateł, ale zadbano o zadaszenie, dlatego na drugą ligę może być.

Najbardziej powszechne nadzory, jakimi obejmujecie kluby, to infrastrukturalne i finansowe, ale niektórzy otrzymali też sportowe.

Krzysztof SMULSKI: – Tak dzieje się, gdy nie zostały spełnione pewne kryteria. Nieraz chodzi o błahostki – na przykład trzeba było odbyć szkolenie z sędziami, a klub napisał nam, że nie zdążył, bo nie dał rady załatwić prowadzącego. Tego typu historie, które trzeba nadrobić. Nie są to wielkie sprawy. Dodam, że nadzory będą wnikliwie monitorowane. Powiedziałem wszystkim członkom komisji, że nadzór nie zostaje tylko na papierze. Zaraz po procesie licencyjnym zbiorą się zespoły robocze. Prócz tego, ze jesteśmy jednym ciałem, jedną komisją, to mamy trzy podzespoły: ekstraklasowy, pierwszoligowy i drugoligowy. Są do nich oddelegowani wiceprzewodniczący komisji. Będą analizować sytuację i sprawdzać, czy kluby w ramach nadzorów wykonują to, o co prosimy. Jeśli stanie się inaczej, kluby mogą podlegać sankcjom.

W ostatniej dekadzie regularnie zdarzało się, by kluby wycofywały się z pierwszej czy drugiej ligi. Czy te czasy zniknęły bezpowrotnie?

Krzysztof SMULSKI: – Tego nie wiem, bo różne rzeczy mogą się dziać. Pamiętamy przypadki KSZO, Okocimskiego Brzesko, Lecha Rypin, Górnika Polkowice czy kilku innych klubów. Bywało ciężko, ale zmierzamy w dobrym kierunku.

Po rozstaniu PZPN-u z Krzysztofem Rozenem został pan pełniącym obowiązki przewodniczącego Komisji Licencyjnej. Jest pan zaskoczony, że w takiej roli przeszedł pan przez ten proces licencyjny?

Krzysztof SMULSKI: – Od wielu, wielu lat jestem zawsze do dyspozycji PZPN. Nikt nie mówił mi: co, jak i do kiedy. Rozmawiałem z prezesem Bońkiem. Dla mnie to olbrzymia satysfakcja, że otrzymałem taki kredyt zaufania. W komisjach działam od dawna, długo byłem wiceprzewodniczącym, a gdy jeszcze działały trzy – po jednej dla każdej z lig centralnych – byłem też samodzielnym szefem tej drugoligowej. Nie zastanawiam się nad tym, czy jutro zostanę odwołany. Po prostu robię swoje. Oficjalnie jestem p.o. przewodniczącego i nie mam z tym problemu. Zakres obowiązków się nie różni. Otrzymuję też dużą pomoc od swoich współpracowników z komisji i działu licencji – Łukasza Wachowskiego oraz Fredy’ego Fursta – z którymi działam od lat.

Na zdjęciu: Było wiele obaw o Bytovię, ale otrzymała licencję na II ligę, a Krzysztof Smulski ocenia działania jej włodarzy bardzo wysoko.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w piłka nożna