Raków stawia na spontaniczność

Od dłuższego czasu częstochowski zespół był głównym kandydatem do awansu i przewaga, jaką drużyna trenera Marka Papszuna sobie wyrobiła jesienią oraz wiosną sprawiła, że jedyną kwestią było tylko, kiedy zespół zapewni sobie promocję do ekstraklasy. Po przegranej batalii w półfinale Pucharu Polski z Lechią, dla Rakowa liczył się już tylko jeden cel – jak najszybszy awans do elity.

Ukryte szampany

To mogło się stać w miniony czwartek w Bytowie, ale remis 2:2 i wyniki w dwóch kolejnych dniach sprawiły, że wszyscy związani z klubem z Limanowskiego muszę wykazać się jeszcze cierpliwością. Jak dużą? – Chciałbym, żebyśmy mogli świętować najszybciej jak tylko się da – mówi czeski obrońca Tomasz Petraszek i podobnie myślą jego klubowi koledzy. Już w Bytowie właściciel klubu Michał Świerczewski był pytany, czy przyjechał na mecz z szampanami w bagażniku. Przed domowym spotkaniem z Podbeskidziem kwestia ta powraca jak bumerang.

– Szampany są schowane głęboko, bo dbamy o detale. W 2015 roku przy barażach z Pogonią Siedlce, szampany były i musiały poczekać… dwa lata, aż je wyrzuciliśmy i kupiliśmy nowe. Przygotowania do potencjalnej fety są i chcielibyśmy go uczcić w centrum miasta, ale to jeszcze nie ten moment, na to przyjdzie czas. Po ostatnim meczu, w środę jakby co będziemy stawiać na spontaniczną radość – przyznał w audycji „Pierwszoligowiec” w radiu Weszło.fm właściciel Rakowa, ale po chwili dodał.

– Mam nadzieję, że w środę przypieczętujemy awans. Trenerzy i piłkarze zrobią wszystko, aby tak się stało – zapewnił Michał Świerczewski. Moment jest idealny, bo częstochowianie grają u siebie, z rywalem, które de facto o nic już nie walczy.

Rewolucja czy ewolucja?

Trochę inaczej wygląda sprawa gospodarzy, bo myli się ten, kto myśli, że po awansie zawodnicy nie będą już musieli się starać. Właściciel Rakowa wraz z klubowymi władzami w ostatnich sezonach udowadniał, z jak wielkim rozmachem można dokonywać zmian w kadrze pierwszego zespołu. Tak było w niemalże wszystkich oknach transferowych, pominąwszy ostatnie, zimowe, gdzie dokonano jedynie kosmetycznych ruchów.

Michał Świerczewski na antenie radia nie ukrywał nawet, że latem dziać się może sporo. – Ilu transferów do klubu można się spodziewać? Może 6, 7 lub nawet 9! Ta liczba wynika jednak z obowiązku występów młodzieżowca – wyjaśnia człowiek, który stoi za tym, że lada moment Raków zagra w ekstraklasie. Filozofia klubu po awansie ma jednak się nie zmieniać, a Raków chce namieszać w ekstraklasie.

– Mamy wiarę we własne umiejętności, tworzymy kolektyw. Tak też będzie w ekstraklasie, nawet jeśli kadrowo będziemy jedną ze słabszych drużyn. Budujemy i chcemy budować drużynę na Polakach. W I lidze było to bezproblemowe, w ekstraklasie będzie trudniej. Chcemy być kopciuszkiem, który będzie pokonywał tych większych – oznajmia Świerczewski.

Wychodzi więc na to, że nie tylko myśli, ale i czyny są ukierunkowane na ekstraklasę i przyszły tydzień. I to od dłuższego czasu. Znając jednak podejście m.in. trenera Papszuna teraźniejszość, czyli mecz z Podbeskidziem, na pewno nie zejdzie na dalszy plan…

 

Na zdjęciu: Właściciel Rakowa, Michał Świerczewski myśli o dzisiejszym meczu z „góralami”, ale również o przyszłym sezonie.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze