Swoje miejsce na ziemi

Słoweński środkowy obrońca jest jednym z piłkarzy, którzy mają przedłużyć kontrakt ze śląskim klubem i z którym prowadzone są rozmowy. I to od dawna. Pisaliśmy już, że zimą doszło do pierwszych negocjacji kontraktowych, co potwierdził sam zainteresowany. – Rozmowy były, ale… 4 miesiące temu. Od tamtego momentu sprawa ucichła. Do tematu na pewno wrócimy, ale przede wszystkim liczy się tylko liga – mówił nam w marcu Korun.

Dobre wrażenie

I choć wtedy porozumienia nie osiągnięto od razu, to temat cały czas był i zainteresowane strony do niego wróciły po szczęśliwym zakończeniu bardzo trudnego sezonu. Choć oficjalnych informacji jeszcze nie ma, to wszystko wskazuje na to, że nic nie stanie na przeszkodzie w finalizacji nowej umowy. Trzeba przyznać, że Korun swoją naprawdę dobrą postawą w rundzie wiosennej dał solidne argumenty do przedłużenia kontraktu. Słoweński stoper nigdy nie był i pewnie nie będzie wybitnym zawodnikiem, ale widać, że mając u boku dobrego stopera sam potrafi wznieść się na wyższy poziom. Wcześniej Urosz grywał z Brazylijczykiem Hebertem, który co prawda był świetny w grze głową, ale „na ziemi” miewał spore problemy. Jakub Czerwiński prezentował się wiosną wybornie i pozytywnie wpłynął na resztę defensorów. Poza tym Korun bez większym problemów odnajduje się w ustawieniu trójką obrońców.

Rodzina na tak

Sprawy sportowe to jedno, sprawy finansowe to drugie, ale ważnym elementem w decyzjach piłkarzy jest… zdanie ich drugich połówek, czyli żon, narzeczonych czy dziewczyn. W przypadku Koruna istnieje jednomyślność. – Cieszę się z pobytu Gliwicach. Czujemy się tutaj wszyscy bardzo dobrze, Urosz, dzieci oraz ja. Bardzo chcielibyśmy zostać tutaj jeszcze trochę czasu – przyznała Tina Korun, żona piłkarza w filmie przygotowanym przez Piast Gliwice TV. Słoweńska rodzina świetnie czuje się na Górnym Śląsku i mocno trzyma się z… rodziną Gerarda Badii, która także w Gliwicach jest od dawna. – Razem z żoną Gerarda Badii, Gemmą, którą spotkałam tuż po przybyciu męża do klubu poznawaliśmy miasto – opowiada Tina.

Komentarze