Zobacz
Do góry

Szalony mecz i gorzki remis GieKSy w Rzeszowie

Dramat katowiczan. Do przerwy prowadzili z Resovią na jej terenie 2:0. Wygrana – i miano mistrza drugoligowego półmetka – wymknęła im się z rąk w siódmej minucie doliczonego czasu gry. Oba gole lider wbił GieKSie z kontrowersyjnych rzutów karnych.

Cóż to był za mecz! Prawdziwa reklama drugoligowych rozgrywek, godna starcia „wagi ciężkiej” między niepokonanymi od dwóch miesięcy zespołami, liderem z Rzeszowa i wiceliderem z Katowic. Pełne trybuny, wielkie emocje, zwroty akcji, rzuty karne i kontrowersje na murawie… Wyżej podpisany przy tym tekście autor widział w życiu dziesiątki spotkań na trzecim poziomie rozgrywkowym. Tak emocjonujące, jak Resovia – GKS Katowice, można by zapewne policzyć na palcach jednej ręki.

Można tylko zachodzić w głowę, czemu o transmisję tego hitu, wieńczącego pierwszą połowę sezonu, nie zadbała TVP, wybierając wyjazd do pobliskiego sobie Pruszkowa na konfrontację Znicza z Widzewem. Zamiast tego, katowickim kibicom przyszło raczyć się transmisją pay-per-view ze stronniczym na rzecz Resovii komentarzem.

Patrząc z perspektywy pierwszej połowy – to naprawdę nie do wiary, że GKS nie zgarnął trzech punktów. Grał przez te 45 minut porywająco. Co przejmował piłkę – stwarzał zagrożenie pod bramką lidera, który miał na koncie ledwie 12 straconych goli, dzierżąc miano najlepszej defensywy w drugoligowej stawce. Katowicka ofensywa tę defensywę jednak rozjeżdżała. Niemalże każda akcja, każda sensowniejsza kontra, kończyła się groźnym strzałem w stronę „świątyni” Resovii.


Zobacz jeszcze: GKS-u Katowice jeszcze nie kręci fotel lidera


To szybko zaprocentowało wyjściem na dwubramkowe prowadzenie. Dawid Rogalski skorzystał z centry Grzegorza Rogali, zaś Radek Dejmek pięknie wyszedł w powietrze po dośrodkowaniu Adriana Błąda z rzutu rożnego.

Resovia też atakowała groźnie – słupek ostemplował choćby Serhij Krykun – ale wydawało się, że GKS może zamknąć sprawę trafieniem na 0:3. Takowe już nawet grupa 600 kibiców z Katowic zdążyła zacząć celebrować, gdy zza pola karnego przymierzył Maciej Stefanowicz. Ostatecznie sędziowie po konsultacjach dopatrzyli się w we wcześniejszej fazie tej akcji spalonego.

I to nie mogło zmącić jakoś szczególnie humorów sympatykom GieKSy. Fotel lidera – i miano mistrza drugoligowego półmetka – było na wyciągnięcie ręki. Przyznajemy, że pierwszy raz wyżej podpisanemu przeszła przez głowę myśl, że ekipa, jaka zebrała się w GieKSie, może nabrać takiego rozpędu, by zatrzymać się dopiero w ekstraklasie.

Te gorące katowickie głowy błyskawicznie zostały ostudzone. Futbol kolejny raz udowodnił, jak bywa przewrotny i jak szybko potrafi sprowadzić na ziemię. Resovia wybiegła na drugą połowę z dwiema zmianami. Na boisku pojawił się m.in. Kamil Radulj, który finalnie miał wielki wpływ na obraz tego meczu. W drugiej odsłonie rzeszowianie byli już liderem pełną gębą. Fragmentami zamykali GieKSę na jej połowie, ta miała już problemy, by wypracować sobie choć jedną taką pozycję strzelecką, jakich przed przerwą stworzyła bez liku. Zagroziła tylko po dwóch stałych fragmentach – znów głową i znów po rożnym uderzał Dejmek, zaś Marcin Urynowicz próbował z rzutu wolnego, ale na posterunku był Wojciech Daniel.


Zobacz jeszcze: Rozmowa z Grzegorzem Rogalą z GKS-u Katowice


Dużo więcej działo się po przeciwnej stronie boiska. Gospodarze szybko mogli złapać kontakt, ale Sebastian Zalepa główkował w poprzeczkę po rzucie z autu Konrada Domonia. Oba gole katowiczanie stracili z rzutów karnych, ponadto oba wywalczył i wyegzekwował Radulj. Oba były kontrowersyjne. W 54. minucie sędzia uznał, że Adrian Błąd faulował będącego plecami do bramki pomocnika Resovii. Wątpliwości były dwie: czy w ogóle był faul, a jeśli tak, to czy działo się to w „szesnastce”. W doliczonym czasie gry odgwizdano z kolei przewinienie wprowadzonego chwilę wcześniej Jakuba Habusty. Radulj wytrzymał ciśnienie, była siódma minuta doliczonego czasu. Krakowski arbiter Robert Marciniak nie wznowił już gry. Gwizdnął po raz ostatni i błyskawicznie został otoczony przez niepocieszonych katowiczan.

Passa meczów bez porażki trwa od sierpnia, atak szczytowy na fotel lidera nie powiódł się w aurze kontrowersji, co rozstrzygnie pewnie zapis wideo, bo na gorąco sensu nie ma tego czynić. Szalone to było wczesne popołudnie w Rzeszowie… Resovia zachowała na półmetku punkt przewagi nad GieKSą, ktorą mogą w tej kolejce przegonić jeszcze Łęczna i Widzew.


Zobacz jeszcze: Pół-Polak, pół-Anglik. Sylwetka Dawida Rogalskiego z GKS-u Katowice.


Resovia – GKS Katowice 2:2 (0:2)

0:1 – Rogalski, 9 min,
0:2 – Dejmek, 24 min (głową),
1:2 – Radulj, 54 min (karny),
2:2 – Radulj, 90+7 min (karny)

RESOVIA: Daniel – Geniec, Kubowicz (46. Domoń), Zalepa, Mikulec – Feret (85. Twardowski), Kaliniec, Dziubiński, Płatek (77. Adamski), Krykun – Świderski (46. Radulj). Trener Szymon GRABOWSKI.

GKS: Mrozek – Michalski, Jędrych, Dejmek, Rogala – Gałecki, Stefanowicz (85. Habusta) – Kiebzak, Błąd (77. Urynowicz), Woźniak (53. Wroński) – Rogalski (90+2. Grychtolik). Trener Rafał GÓRAK.

Sędziował Robert Marciniak (Kraków). Żółte kartki: Kubowicz, Zalepa, Adamski – Kiebzak, Mrozek.

Komentarze