Szczęście w nieszczęściu, ale wyglądało groźnie

Bramkarz Forteca Świerklany w meczu z LKS-em Nędza został trafiony kolanem w głowę i stracił przytomność.


Do dramatycznego zdarzenia doszło podczas sobotniego meczu Fortecy Świerklany z LKS-em Nędza w ramach rozgrywek Zina klasy okręgowej grupy rybnicko-raciborskiej. W 23 minucie spotkania zawodnik gości bezpardonowo zaatakował bramkarza gospodarzy, Artura Oślisloka.

Zawodnik Fortecy doznał ciężkiego urazu głowy i stracił przytomność, a wzywana trzykrotnie karetka pogotowania przyjechała na miejsce wypadku po prawie 80 minutach. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że pani dyspozytor pogotowania domagała się, aby do telefonu podszedł nieprzytomny bramkarz Fortecy!

Uczestnikiem tego spotkania był Kamil Gorzała, który w ten sposób opisał wydarzenia na boisku w Świerklanach. – Rywale zagrali długą piłkę, ich napastnik przedłużył piłkę głową, wyszło z tego prostopadłe podanie do kolegi z drużyny – powiedział były piłkarz min. GKS-u Jastrzębie i Iskry Pszczyna, grający od czterech lat w Fortecy.

– Nasz bramkarz wybiegł z bramki i został przez przeciwnika trafiony kolanem w głowę. Piłkarz z Nędzy mógł odpuścić, ale widocznie zjadła go ambicja, bo to młody chłopak, Uderzenie było tak silne, że piłkarz gości miał rozcięte kolano! Trzykrotnie wzywaliśmy karetkę pogotowia, między innymi zrobił to nasz prezes i trener Wojciech Dzierżenga.

Ta przyjechała po godzinie i 15 minutach, na dodatek ratownicy nie bardzo się spieszyli. Sytuacja była nieciekawa, bo u Artura było podejrzenie nie tylko urazu głowy, ale również kręgosłupa w odcinku szyjnym. Na szczęście skończyło się na strachu, nasz bramkarz został już wypisany ze szpitala, ma założone trzy szwy na wardze i boli go nos, lecz nie ma żadnego złamania. I to jest najważniejsze.


Na zdjęciu: Gdy przyjechała karetka piłkarz został zabrzany do szpitala.

Fot. facebook.com/forteca.swierklany

Komentarze