Zobacz
Do góry

Szumski szybko przetrawił Lecha

Najpierw uściskał się z piękną nieznajomą, potem przyjął gratulacje od trenera bramkarzy warszawskiej Legii Krzysztofa Dowhania, a następnie opowiedział nam o spotkaniu Rakowa z „wojskowymi” i o początku rundy wiosennej w swoim wykonaniu. Bramkarz Jakub Szumski jest coraz pewniejszym punktem ekipy beniaminka ekstraklasy i kapitalnym rozmówcą.

W spotkaniu z Legią sporo się napracowałeś.

Jakub SZUMSKI: – Faktycznie. Rywale oddawali sporo strzałów z okolic pola karnego, ale nie były to jakieś uderzenia, które byłyby bardzo trudne do obronienia. Legia w ogóle nie miała wielkiej ilości stuprocentowych sytuacji. I jeśli byśmy uczciwie wszystko policzyli, to tych „setek” chyba my mieliśmy więcej. Nie ma się jednak co oszukiwać. Jakoś świetnie w ten mecz nie weszliśmy. Piłkarsko, kulturą gry, ustępowaliśmy Legii. Paradoksalnie, nasza pierwsza połowa w konfrontacji z Lechem była chyba lepsza od tej ze spotkania w Bełchatowie. A przecież tutaj schodziliśmy na przerwę prowadząc 1:0. Byliśmy jednak świadomi, że w antrakcie trzeba będzie coś zmienić, bo Legia będzie dążyła do odrobienia strat. Dobrze wiedzieliśmy, że musimy lepiej operować piłką, utrzymywać się przy niej, bo inaczej nie przetrwamy z takim konkurentem dziewięćdziesięciu minut.

I chyba to się udało?

Jakub SZUMSKI: – Też mi się tak wydaje, choć zaraz po przerwie straciliśmy bramkę. I to był dosyć ciężki moment. Zaraz potem nie strzeliliśmy karnego, straciliśmy bramkę na 2:1. Ale nie podcięło nam to skrzydeł. Udało nam się szybko podnieść, stworzyć kilka sytuacji i wreszcie wyrównać. Trzeba bardzo szanować ten punkt. Walczyliśmy przecież z najlepszą drużyną w Polsce. Nie za wiele tych remisów mieliśmy w tym sezonie. Byliśmy do tej pory taką ekipą, która wygrywała albo przegrywała, takim zespołem zero – jedynkowym. Ale w spotkaniu z Legią sporo się działo. I naprawdę warto przyjść na potyczkę Rakowa, zobaczyć go w akcji, bo budujemy niezłe widowiska, podczas których nie można się nudzić.

W drugiej połowie świetną zmianę w częstochowskiej drużynie dał były zawodnik Legii, Miłosz Szczepański.

Jakub SZUMSKI: – Zgadzam się w stu procentach. Doskonale utrzymywał się przy piłce, potrafił ją rozegrać zwłaszcza po odbiorze. Ale Miłosz to piłkarz z dużymi umiejętnościami, z którym naprawdę rywale mają problemy. Ale wszystkie nasze zmiany w meczu z Legią były bardzo dobre.

I zespół nie zawiódł.

Jakub SZUMSKI: – Myślę, że nie, bo Legia to Legia. A my stawiliśmy jej czoła.

Daniel Bartl nie wykorzystał pierwszego rzutu karnego podyktowanego w tym spotkaniu dla Rakowa. Wiedziałeś, że będzie go strzelał tak jak kiedyś jego rodak Antonin Panenka.

Jakub SZUMSKI: – No cóż, mogłem podejrzewać. Przed spotkaniem Daniel zastanawiał jak ewentualnie ma wykonać tę „jedenastkę”. Ja nawet mu nawet szepnąłem, że może by to zrobił tak jak Christian Gytkaer z Lecha. Delikatnie z wyczuciem. Koncepcja była naprawdę bardzo dobra. Wykonanie gorsze.

To więc Jakub Szumski jest współwinnym tego nieszczęścia.

Jakub SZUMSKI: – To nie tak do końca. Trochę obśmiewam to teraz. Było kilka rozwiązań. Ale jak strzelić zadecydował sam Daniel. Nie udało się, ale nikt nie ma do niego żadnych pretensji. To są emocje, nerwy i różne rzeczy się zdarzają.

Przetrawiłeś już mecz Rakowa z Lechem w Poznaniu, w którym po twojej interwencji sędzia podyktował rzut karny dla „kolejorza”.

Jakub SZUMSKI: – Myślę, że nie było co trawić. Z tej mojej parady w Poznaniu zrobiło się jakieś wielkie halo. Zaliczyłem to wyjście, chciałem wybić piłkę i sprokurowałem sytuację. Ale opinie o niej były bardzo różne. Cześć osób twierdziła, że sędzia słusznie podyktował rzut karny, inni, że to było w jakimś sensie naturalne zachowanie bramkarza. Ale ja nie chciałem uczestniczyć w tej dyskusji, wypowiadać się na ten temat. Na pewno minimalnie się spóźniłem przy tej interwencji. Ale bez przesady… Nie takie rzeczy dzieją się w życiu bramkarza, aby dłużej się nad tym zastanawiać. I na pewno nie był to powód, aby rozpaczać przez cały tydzień. Szybko zacząłem się przygotowywać do meczu z Legią.

Przed spotkaniem ze stołecznymi serdecznie przywitałeś się z Pawłem Wszołkiem.

Jakub SZUMSKI: – Rzeczywiście tak było. Graliśmy przecież razem w kadrze młodzieżowej. Paweł to bardzo pozytywna postać, w szatni trochę zwariowany człowiek, budujący jednak świetną atmosferę. Ale dopiero przed meczem dotarło do mnie, że on jest teraz w Legii. Dawno się nie widzieliśmy.

Komentarze