Szymon Sićko opuszcza Zabrze

NMC Górnika nie stać na wykupienie najlepszego zawodnika minionego sezonu PGNiG Superligi, który formalnie wraca do PGE Vive Kielce.


23-letni reprezentacyjny rozgrywający spędził w Zabrzu dwa ostatnie sezony – na zasadzie wypożyczenia z PGE Vive. Miał spędzić na Śląsku kolejne, tym bardziej, że w tym drugim pod okiem trenera Marcina Lijewskiego Szymon Sićko stał się najbardziej gorącym nazwiskiem w polskim handballu – został wicekrólem strzelców superligi (zdobył 120 bramek), był też objawieniem styczniowych mistrzostw Europy w Goeteborgu – m.in. w spotkaniu ze Szwecją trafił 8 razy.

Jeszcze na początku marca prezesi Górnika i Vive – Bogdan Kmiecik i Bertus Servaas – byli nawet wstępnie dogadani, ale kryzys wywołany pandemią sprawił, że przeżywający ogromne kłopoty finansowe mistrz Polski zmienił front i postanowił na najlepszym zawodniku minionego sezonu zarobić.

– Vive chciało transferu definitywnego, a Szymon i jego menedżer kontraktu na dwa lata. Ten pakiet przerósł jednak nasze możliwości, nie idzie w parze z naszą polityką w czasie kryzysu – informuje Kmiecik. – Nam też się nie przelewa, wycofują się sponsorzy. Wszyscy zawodnicy poszli klubowi na rękę, w okresie zawieszenia zgodzili się na niższe wynagrodzenia, dlatego trudno mi zabrać jednym, żeby dać więcej innym. Wierzę, że nasi kibice to zrozumieją, że musimy być solidarni. Priorytetem jest to, by przetrwał klub – przekonuje sternik NMC Górnika.

Trener Marcin Lijewski nie jest oczywiście szczęśliwy z takiego rozstrzygnięcia sprawy z najlepszym strzelcem zespołu. – Jasne, że wolałbym mieć Szymona w drużynie. Dawał nam komfort, bo nikt inny nie miał takiego rzutu z 10 metrów. Jego brak to duża dziura, ale rozumiem sytuację związaną z koronawirusem – mówi szkoleniowiec zabrzan.

Formalnie Sićko wraca do PGE Vive, ale nie wiadomo, czy zostanie w Kielcach.

Z Górnikiem rozstaje się także Aleksander Tatarincew – po sześciu latach (z roczną przerwą na szwedzki IFK Kristianstad) Rosjanin wraca do swojego macierzystego klubu, Dinamo Viktor Sawropol.


Fot. Marcin Bulanda/Pressfocus

Komentarze