Zobacz
Do góry

Remis GieKSy z Olimpią. Taki punkt mógł ucieszyć

GieKSa wciąż bez domowej wygranej – ale za to z wielkim charakterem. Uratowała remis, mimo że ten mecz zupełnie jej się nie układał.

Jak tak dalej pójdzie, do piłkarskiego slangu na Śląsku ma szansę wejść jakiś zwrot upamiętniający niezwykłą i niechlubną zarazem serię katowiczan. Niech będzie – dajmy na to – „gieksowanie”. Wczoraj gospodarze osiągnęli już liczbę 19 meczów i 368 dni bez zwycięstwa przy Bukowej, ale zdobyli za to pierwszy u siebie punkt od chwili spadku do II ligi. Nie będziemy jednak utrzymywać ironicznego tonu – bo za ten występ katowiczanom należą się brawa. Nie tyle za sam rezultat, ile wyjście z trudnej sytuacji.

Lista nieobecnych

Nawet dwie wygrane zanotowane dotąd na dwóch dalekich wyjazdach – do Wejherowa i Stargardu – nie przekonają pewnie do zmiany zdania wszystkich tych, którzy twierdzą, że obecny potencjał kadrowy GieKSy podaje w wątpliwość rychły powrót na zaplecze ekstraklasy. Zwłaszcza jeśli ten potencjał niwelować będzie jeszcze w dodatku czynnik losowy. Z powodów zdrowotnych z Olimpią nie mogli zagrać Radek Dejmek, Dawid Rogalski, Maciej Stefanowicz, Marcin Urynowicz czy Łukasz Wroński. Na ławce zasiadło aż ośmiu młodzieżowców, wspartych Mateuszem Kompanickim. Jakby mało było nieszczęść, po dwóch kwadransach murawę wskutek urazu mięśnia dwugłowego opuścić musiał kapitan Adrian Błąd (opaskę przejął Arkadiusz Jędrych). Trener Rafał Górak – swoją drogą, chwilę później ukarany przez sędziego żółtą kartką – mógł tylko z niedowierzaniem kręcić głową. Fakt, iż mecz ten nie układał się GKS-owi, udzielił się też kibicom. – Obudźcie się! – krzyknął w którymś momencie do „Blaszoka” gniazdowy prowadzący doping.

Gol „z orkiestrą”

W 38 minucie goście objęli prowadzenie. Katowicką defensywę – w której szeregach debiutował Grzegorz Janiszewski – rozklepali Michał Miller i Damian Szuprytowski. Wymienili podania w polu karnym, aż ten drugi strzałem pod poprzeczkę – „z orkiestrą”, jak to się mówi – nie dał szans Bartoszowi Mrozkowi. Trener Adam Nocoń, który w weekendowym starciu z Widzewem ujrzał czerwoną kartkę, siedząc w pierwszym rzędzie sektora VIP katowickiego stadionu, oparty o barierkę, miał powody do zadowolenia. Do końca I połowy przewaga elblążan nie podlegała dyskusji. Mieli pełną kontrolę nad meczem. Przed przerwą nie dopuścili katowiczan do ani jednej sytuacji. Kto wie, czy fragment między 38. a 45. minutą nie był kluczowy. Gdyby Olimpia trafiła na 0:2, pewnie byłoby pozamiatane.

Poczuli krew

Tym większy szacunek dla GieKSy, że mimo takiego położenia, tylu absencji, była w stanie rozegrać taką II połowę. Gdy Jakub Habusta stanął na piłce, przewrócił się, goście pojechali z kontrą (Czech przerwał ją i złapał żółtko), GKS sięgnął dna, od którego mógł tylko się odbić. Czech został zmieniony (- Bałem się, że na jednej żółtej kartce się nie skończy i dogramy ten mecz w osłabieniu – tłumaczył Rafał Górak). Gospodarze rozkręcali się. Kibice raz za razem nagradzali brawami zawodników, dla których nie było straconych piłek. Wreszcie zaczęli też oddawać strzały, stwarzać sytuacje.

Dwie świetne miał Szymon Kiebzak. Nie wcielił się w rolę egzekutora – to przynajmniej został asystentem. To jego centrę z rzutu rożnego na gola zamienił Arkadiusz Woźniak. „Wąski” wygrał walkę o pozycję, uderzył głową i po chwili mógł celebrować swe pierwsze trafienie przy Bukowej od 10 miesięcy. Skoro partnerem tego meczu było Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, możemy stwierdzić, że GKS „poczuł krew”. Michał Gałecki główkował z bliska do pustej niemalże bramki, ale nad poprzeczką. Z okrzykiem wsparcia dla zespołu zerwał się nawet wtedy Maciej Biskupski, przewodniczący katowickiej rady miasta. Olimpia – której grupka kibiców dotarła do Katowic w drugiej połowie – była jednak dysponowana na tyle dobrze, by z czasem opanować  sytuację.

Na bazie drugiej połowy, kibice mogli opuszczać Bukową dość zadowoleni. To jednak szczegół – bo ogół jest taki, że jeśli był ktoś, kto sądził, że GieKSa „ przejedzie” się po drugiej lidze, to po pięciu kolejkach i zdobytych 7 z 15 możliwych punktów chyba może wyzbyć się złudzeń. To nie będzie spacer. Raczej kamieniołom.

Drugoligowcy to nie są leszcze, Stefan.

Teraz przed GKS-em niedzielny mecz w Łęcznej. Czy lista absencji zostanie do tego czasu skrócona? – Wątpię – rzucił Rafał Górak. Można zażartować, czy to jeszcze trener, czy już ordynator. A za 10 dni – domowa konfrontacja ze Skrą Częstochowa. Może wtedy…

GKS Katowice – Olimpia Elbląg 1:1 (0:1)

0:1 – Szuprytowski, 38 min, 1:1 – Woźniak, 67 min (głową)

GKS: Mrozek – Michalski, Janiszewski, Jędrych, Rogala – Gałecki, Habusta (54. Grychtolik) – Kiebzak, Błąd (30. Tabiś), Woźniak (82. Wojciechowski) – Rumin (74. Kompanicki). Trener Rafał GÓRAK.

OLIMPIA: Madejski – Sedlewski, Lewandowski, Wenger, Balewski – Demianiuk, Krasa, Żołądź, Szuprytowski – Miller (70. Prytuliak), Brychlik (80. Ryk). Trener Dariusz KACZMARCZYK (w zastępstwie zawieszonego Adama Noconia).

Sędziował Marcin Kochanek (Opole). Widzów 2020. Żółte kartki: Habusta, Michalski – Balewski, Lewandowski, Żołądź.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze