Tomczak: Dopóki czuję frajdę…

Siedziałem w kieleckim gabinecie Bertusa Servaasa, który prowadził właśnie ostatnią rozmowę na mój temat z menedżerem Rhein-Neckar Loewen, Thorstenem Stormem. Od wyjazdu do Niemiec dzielił mnie „włos” – mówi Bartłomiej Tomczak, kapitan Górnika Zabrze


W superlidze dla Górnika zdobył pan już ponad tysiąc bramek. Tę tysięczną w trakcie poprzedniego meczu w Mielcu. Prowadzi pan swoje statystyki?

Bartłomiej TOMCZAK: Nie, ale osoby z klubu poinformowały mnie, że w Mielcu może się to zdarzyć. Zapamiętam tę bramkę. W sumie fajna historia. Minęło 7,5 roku od czasu gdy trafiłem do Górnika. Dziękuję wszystkim, dzięki którym udało się to osiągnąć: kolegom z boiska, trenerom, prezesowi, pracownikom klubu i kibicom. Szczególne podziękowania składam moim asystentom, czyli podającym mi piłki.

Któreś jeszcze gole z tego tysiąca pan zapamiętał?

Bartłomiej TOMCZAK: Te, gdy z Górnikiem zdobyliśmy pierwszy medal w 2014 roku po meczach z Azotami Puławy. Albo mecz w poprzednim sezonie w Puławach, gdzie wygraliśmy po serii karnych, a ja rzuciłem tego ostatniego, rozstrzygającego.

W całej karierze zbliża się pan do ligowej bramki 2000. Dużo jeszcze zostało?

Bartłomiej TOMCZAK: Mam ich między 1800 a 1900, ile dokładnie wie chyba tylko pan Wojtek Osiński z „Przeglądu Sportowego”. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie to się dokona. To byłoby naprawdę coś niezwykłego, bo w historii dokonało tego bardzo wąskie grono, do którego należą moi dwaj dobrzy koledzy, Michał Kubisztal i Piotrek Obrusiewicz, a także Mariusz Jurasik i Robert Nowakowski. Praktycznie z wszystkimi grałem.

Wszyscy oni zarabiali też za granicą, głównie w Bundeslidze. Pan całą karierę spędził w Polsce. Nie było okazji do wyjazdu?

Bartłomiej TOMCZAK: Kiedyś było bardzo blisko. To było w sezonie 2012/13, grałem w Vive. Poważnej kontuzji doznał Uwe Gensheimer, lewoskrzydłowy Rhein-Neckar Loewen. Był grudzień, miałem pojechać do Niemiec na wypożyczenie do końca sezonu. Pół roku wcześniej graliśmy z nimi dwumecz o „dziką kartę” do Ligi Mistrzów, udało się wrzucić kilka fajnych bramek, chyba mnie zapamiętali. Pamiętam, że siedziałem w kieleckim gabinecie prezesa Bertusa Servaasa, który prowadził ostatnią rozmowę na mój temat z menedżerem „Lwów”, Thorstenem Stormem. Od wyjazdu dzielił mnie „włos”, zgoda Niemców, żeby przejąć całość mojego kontraktu. Zamiast z Vive na mecz do Lubina miałem jechać od razu do Mannheim. Ale wtedy Storm powiedział „nie”, że ich nie stać na ten kontrakt.

Nie żałował pan? Był już spakowany?

Bartłomiej TOMCZAK: Nie rozpamiętuję tego. Zresztą prawdopodobnie w styczniu i tak bym wrócił. W umowie wypożyczenia miała być klauzula, że w razie kontuzji innego lewoskrzydłowego Vive, miałem wracać do Kielc, a właśnie na mistrzostwach świata w Hiszpanii Manuel Sztrlek złamał rękę i przez kolejne 2-3 miesiące był wyłączony z gry.

Miałby pan w drużynie „Lwów” kolegów z reprezentacji…

Bartłomiej TOMCZAK: Zgadza się. Sławka Szmala już tam nie było, ale grali jeszcze Krzysiek Lijewski i Karol Bielecki.

A zanim trafił pan do Vive propozycji nie było?

Bartłomiej TOMCZAK: W Lubinie dotarło jakieś luźne zapytanie z Hannover Burgdorf, ale to było tak dawno, że już nie pamiętam, dlaczego szybko było „po herbacie”. Nigdy nie żałowałem. Cieszę się, że trafiłem do Zabrza, nie mogę narzekać. Dobrze czuję się w naszym kraju. Liga jest fajna, teraz mam jeszcze dwójkę dzieci. Dopóki czuję miłość i frajdę z gry i jak zdrowie pozwoli, chciałbym pograć jeszcze kilka lat.

No właśnie, zdrowie. Jak uprawia się sport po covidzie?

Bartłomiej TOMCZAK: Ten etap miałem praktycznie bezobjawowy, ale potem wszyscy ruszaliśmy się jak muchy w smole. Praktycznie do dwóch miesięcy po na boisku nie czułem się fizycznie tak jak zwykle.

Kontrakt w Zabrzu się kończy…?

Bartłomiej TOMCZAK: Na ten moment nie przedłużam kontraktu w Zabrzu. Jest kilka propozycji z Polski, ale nie podjęliśmy ostatecznej decyzji z rodziną, gdzie się przeniesiemy. Najbliższe dwa tygodnie będą wiążące.

Polska liga się rozwija?

Bartłomiej TOMCZAK: Bywały sezony, że szła mocno do góry, ale jak przez dwa lata nie było spadków, poziom się obniżył. Teraz znów jest lepiej. Mamy zmianę formuły na mecz i rewanż, każde spotkanie jest ważne. Walka o spadek i o medale będzie „na noże”. Idziemy w dobrym kierunku.

Na koncie ma pan 8 medali mistrzostw Polski. Do „jubileuszu” jeszcze trochę brakuje…

Bartłomiej TOMCZAK: Tak, 2 złote z Vive i jeden z Zagłębiem, w Lubinie też 2 srebrne i brąz, no i 2 brązowe w Zabrzu. Chciałbym ustrzelić tę dychę, to byłoby znowu coś fajnego.

Zanim wiosną zdobyliście medal w skróconym przez pandemię sezonie, dwa inne krążki przez tak zwane play offy niespodziewanie wam uciekły…

Bartłomiej TOMCZAK: Bo to nie były play offy! Po to rozgrywa się 26 meczów w sezonie zasadniczym, żeby mieć z tego jakiś handicap w rozgrywce do dwóch czy trzech wygranych. A jaki to handicap z rewanżu u siebie ledwie w dwumeczu? Mieliśmy ogromnego pecha. Rzadko się zdarza, żeby w tym samym momencie wypadło drużynie dwóch bramkarzy albo – jak rok później – pięciu zawodników z pierwszej „dwunastki”. Ale życie sportowca dlatego jest fajne, że po porażce można się podnieść. I my się podnieśliśmy – zdobyliśmy medal i mamy szanse na kolejny.

Ale tak szczerze – po drugim niepowodzeniu nie chciał pan zmienić drużyny i środowiska?

Bartłomiej TOMCZAK: Owszem, był smutek, wielkie rozczarowanie, ale bardziej dominowała we mnie chęć rewanżu, odkucia się. Poddać się to byłoby za łatwe.

A skąd przezwisko „Kopara”?

Bartłomiej TOMCZAK: Ha, ha to właściwie czasy przedszkolno-podstawówkowe. Jako mały chłopak miałem dwa duże przednie mleczaki i jakiś kolega tak mnie przezwał. Przyjęło się, także w klubach, zwłaszcza że do Lubina z Ostrowa Wielkopolskiego przechodziliśmy w trójkę, mistrzowie Polski juniorów z 2004 roku – także Mateusz Frąszczak i Jakub Perzyński. I „Kopara” już została.

Pochodzi pan z miejscowości, z której wywodzi się Marcin Lijewski, pana obecny trener. Sąsiedzi?

Bartłomiej TOMCZAK: Dzieliło nas jakieś 3 km, ale rodzice Marcina i Krzycha przeprowadzili się potem nieco dalej. Dziś Marcin już jest bardziej „gdański” niż „ostrowski”.

A rodzina Tomczaków gdzie osiądzie „po sporcie”?

Bartłomiej TOMCZAK: Na Śląsku jest nam dobrze, dzieci i żona są bardzo szczęśliwe, ale kiedyś postanowiliśmy, że wrócimy do Ostrowa. Zakupiliśmy tam działkę, powoli się budujemy, dom ma już dach i okna. Zanim skończę grać i się przeprowadzimy, zdążymy wszystko wykończyć.


1001 bramek Tomczaka w superlidze dla Górnika

2013/14           148
2014/15           143
2015/16           153
2016/17           152
2017/18           158
2018/19           103
2019/20           100
2020/21           44


Fot. Marcin Bulanda/Pressfocus

Komentarze