Zobacz
Do góry

Tychy grają dalej!

Pokonując beniaminka ekstraklasy, tyszanie po ponad czterech dekadach zameldowali się w ćwierćfinale Pucharu Polski!

W mroźny barbórkowy wieczór kibice GKS Tychy gorąco zagrzewali podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza do walki o awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Ostatni raz tak daleko tyszanie dotarli w 1977 roku i zostali wyeliminowani przez Legię Warszawa, więc zawodnicy gospodarzy myśleli o historycznej szansie. I nic nie robili sobie z tego, że na ich drodze stanął zespół grający klasę wyżej. Mieli dwa powody, żeby nie bać się Łódzkiego Klubu Sportowego. Po pierwsze drużyna Kazimierza Moskala – znajduje się w strefie spadkowej ekstraklasy, a po drugie w porównaniu z niedzielnym spotkaniem, w którym łodzianie pokonali 1:0 Cracovię, na murawie w Tychach zobaczyliśmy tylko trzech zawodników z wyjściowego składu. Dla odmiany w GKS-ie z jedenastki, która biegła po murawie w Opolu, zabrakło pięciu piłkarzy, ale szczególnie widoczna była nieobecność kapitana Łukasza Grzeszczyka, który poddał się zabiegowi i zakończył dobrą rundę jesienną przed ostatnim w tym roku meczem.

Majlepsza okazja przed przerwą zakończyła się bez strzałi, bo po zagraniu Keona Daniela w 29 minucie Bartosz Szeliga z narożnika pola bramkowego, zamiast uderzać zagrał w ciemno wzdłuż bramki, gdzie nie było Mateusz Piątkowskiego. Łodzianie ani razu nie zagrozili Konradowi Jałosze.

Po zmianie stron goście zaczęli grać bardziej ofensywnie, ale to Moneta w 52 minucie wypracował dwie okazje, z których jedną wręcz idealną. Najpierw Szumilas strzelając z 12 metra za bardzo się odchylił, a następnie Steblecki, mając przed sobą całą pustą bramkę, posłał futbolówkę obok słupka.

W 72 minucie Budzyńskiemu przytrafił się koszmarny błąd. Szumilas zdecydował się na strzał zza narożnika pola karnego, a lecąca po ziemi piłka między rękami i nogami bramkarza przetoczyła się za linię bramkową. 8 minut później wrzutka Monety z rzutu rożnego otworzyła drogę do bramki Biernatowi, który celnie główkował z 4 metra. ŁKS ruszył do odrabiania strat, Kamil Juraszek trafił w poprzeczkę, potem w bramce Jałochy „zadzwonił” jeszcze słupek – i to by było na tyle. Tychy w ćwierćfinale!

GKS Tychy – ŁKS Łódź 2:0 (0:0)

1:0 – Szumilas, 72 min, 2:0 – Biernat, 80 min (głową)

GKS: Jałocha – Mańka, Biernat, Sołowiej, Szeliga – Steblecki, J. Piątek, Daniel, Szumilas, Moneta (89. Połap) – Piątkowski (83. Lewicki). Trener Ryszard TARASIEWIC

ŁKS: Budzyński – Grzesik, Rozwandowicz, Juraszek, Rozmus – Bryła (46. Ratajczyk), Ricardo Guima (67. Ł. Piątek), Wolski, Trąbka, Pyrdoł (78. Pirulu) – Kujawa. Trener Kazimierz MOSKAL.

Sędziował Łukasz Szczech (Warszawa). Widzów 4418. Żółta kartka Pyrdoł.

Komentarze