Zobacz
Do góry

Vladislavs Gutkovskis. Chcemy się przełamać

Grający w Polsce napastnik reprezentacji Łotwy Vladislavs Gutkovskis czeka na mecz z biało-czerwonymi.

Vladislav Gutkovski na polskich boiskach gra od wiosny 2016 roku, bo wtedy Termalica Bruk-Bet podpisała 4,5-letni kontrakt z wychowankiem Skonta Ryga. Z Niecieczy 21-letni wówczas napastnik pojechał na swój pierwszy mecz w reprezentacji Łotwy, w której debiutował w meczu z Wyspami Owczymi. Dzisiaj ma na swoim koncie 14 występów w barwach „Sarkanbaltsarkanie” (czerwono-biało-czerwonych) i po zwycięskim golu strzelonym w sobotnim meczu z GKS-em Tychy przygotowuje się do tego, żeby poprowadzić drużynę Slavisy Stojanovicia do spotkania z Polską.

– W pięciu ostatnich meczach naszej reprezentacji wychodziłem w pierwszej jedenastce, a cztery ostatnie spotkania rozegrałem od początku do końca – mówi Vladislav Gutkovskis.

– Mam więc nadzieję, że także w najbliższych potyczkach o punkty w eliminacjach mistrzostw Europy, bo w czwartek zagramy w Rydze z Polską, a we wtorek 15 października w Beer Szewa zmierzymy się z Izraelem, nasz selekcjoner postawi na mnie. Zdaję sobie sprawę, jakie jest nasze miejsce w grupie G, w której Polska jest na pierwszym miejscu. Jesteśmy bez punktu i zajmujemy ostatnią pozycję, a w dodatku mamy bilans bramkowy 1:21. Nawet nie możemy się pochwalić tym, że strzeliliśmy honorowego gola, bo w meczu z Macedonią Północną to rywale pokonali swojego bramkarza. Jako napastnikowi jest mi więc przykro i czekam na ten pierwszy mecz, po którym będziemy się mogli pochwalić zdobyczą punktową i bramkową. Oczywiście Polska jest faworytem meczu w Rydze, ale mam w pamięci marcowe spotkanie w Warszawie, gdzie powalczyliśmy z drużyną Jerzego Brzęczka.

Na początku tego spotkania oddałem pierwszy celny strzał z dystansu, a pod koniec I połowy znalazłem się oko w oko z Wojciechem Szczęsnym, który i tym razem obronił. Po przerwie jeszcze Arturs Karasausks mógł zapewnić nam prowadzenie, ale spudłował w sytuacji sam na sam, a po główce Marcisa Ossa, po rzucie rożnym znowu Szczęsny popisał się obroną. Kiedy schodziłem z boiska, w 70 minucie gry, ciągle było 0:0, ale później główki Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika, sprawiły, że przegraliśmy 0:2. To był jednak mecz, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Gra przy wypełnionych trybunach, w takiej atmosferze i przeciwko takim zawodnikom to było jak na razie największe piłkarskie wydarzenie w moim życiu. Po spotkaniu wymieniłem koszulkę z Kamilem Glikiem, z którym w trakcie gry toczyliśmy pojedynki bark w bark, ale nie byliśmy wrogami. To mi się bardzo podobało, że polscy zawodnicy, gwiazdy europejskiej piłki, traktowali nas z szacunkiem. Walczyliśmy o piłkę, każdy chciał pokazać się z jak najlepszej strony i uzyskać jak najlepszy dla siebie wynik, ale i podczas gry, i po jej zakończeniu nie było mowy o gwiazdorstwie. Przybiliśmy piątki, podziękowaliśmy sobie za grę i myślę, że tak samo, bez względu na wynik, będzie także w czwartek w Rydze. Przystępujemy do tego meczu z dwóch skrajnych pozycji. Polska jest na pierwszym miejscu i walczy o awans do mistrzostw Europy, a my zajmujemy ostatnią pozycję i chcemy się wreszcie przełamać. Tym bardziej że w poprzednich meczach mieliśmy swoje sytuacje bramkowe, ale nie potrafiliśmy ich zamienić na gole, a gdy rywale trafili pierwszy raz, to już trudno się nam było przeciwstawić. Musimy więc zagrać uważnie w obronie, a kiedy będzie okazja to postarać się ją wykorzystać.

Tym razem Vladislavs Gutkovskis nie spotka się na zgrupowaniu reprezentacji Łotwy ze swoim przyjacielem, Valerijsem Szabalą.

– Znamy się praktycznie od dzieciństwa, bo nasze rodziny są zaprzyjaźnione – wyjaśnia napastnik Bruk-Betu.

– Co prawda nasze piłkarskie drogi na początku się rozchodziły, ale gdy spotkaliśmy się w drużynie Skonto Ryga, szybko zostaliśmy przyjaciółmi. W Polsce też często się spotykamy. Gdy Valerijs grał w Podbeskidziu, mieliśmy do siebie bliżej i odwiedzaliśmy się, a teraz gdy gra w Miedzi Legnica umawiamy się i przyjeżdżamy do Katowic, albo Krakowa, żeby pogadać i spędzić razem wolny czas. Cieszymy się też, gdy razem jedziemy na zgrupowanie reprezentacji i występujemy w niej obok siebie. Tym razem jednak pojadę sam, więc po powrocie będzie o czym opowiadać.

Vladislavs Gutkovskis nie ukrywa, że przez cztery lata gry w Polsce nie tylko opanował nasz język, ale także wrósł w nasz klimat i kulturę.

– W moim nazwisku jest coś polskiego, ale w naszej rodzinie, przynajmniej z tego, co pamiętam, nie było polskich korzeni – dodaje Gutkovskis.

– Ani babcia Dace, ani dziadek Wiaczesław, nic o tym nie mówili, a z nimi spędzałem w dzieciństwie bardzo dużo czasu. To oni zaprowadzili mnie, gdy miałem 10 lat na pierwszy trening i kibicowali mi, wiernie jeżdżąc ze mną na turnieje i mecze. Tata Aleksandrs też mnie zawsze dopingował, bo w młodości był sportowcem – uprawiał podnoszenie ciężarów. Ja również swojej przygody ze sportem nie zaczynałem od piłki, bo jako 6-latek poszedłem na trening taekwondo, ale szybko uciekłem z sali, bo się przestraszyłem. Piłka natomiast bardzo mi się spodobała. Gdy miałem 9 lat nasza reprezentacja prowadzona przez Aleksandrsa Starkovsa wywalczyła awans do turnieju finałowego mistrzostw Europy i grała na portugalskich boiskach. Nie pamiętam jednak tamtych spotkań, między innymi z Polską, którą w eliminacjach pokonaliśmy w Warszawie 1:0 po golu Jurija Laizansa, z którym później, na początku swojej seniorskiej gry, miałem okazję występować w zespole Skonto Ryga. Moim łotewskim idolem z dziecięcych lat był Marians Pahars, o którym wtedy było głośno, bo grał w Southampton, a później był moim trenerem w Skonto Ryga. On także jako selekcjoner wprowadzał mnie do naszej drużyny narodowej. Dzisiaj jesteśmy jednak daleko w rankingu i trudno się nam równać z drużynami najwyższej klasy. Przekonałem się o tym, gdy w swoim drugim występie w reprezentacji Łotwy mogłem stanąć obok Christiano Ronaldo. Wszedłem na boisku w 87 minucie i gdy Portugalczycy wykonywali rzut rożny miałem okazję stanąć obok „CR7”. To był dla mnie przeżycie.

Wydarzeniem za każdym razem jest dla mnie także gra w reprezentacji Łotwy, bo dzięki temu mam okazję spotkać się z takimi znakomitymi zawodnikami jak na przykład Robert Lewandowski. Oglądam jego bramki w Lidze Mistrzów. Podziwiam osiągnięcia w Bundeslidze i cieszę się, że mam możliwość zobaczyć go z bliska i stanąć z nim twarzą w twarz. On osiągnął to, o czym ja marzyłem, gdy jako 19-latek z 28 golami na koncie zdobywałem tytuł króla strzelców ligi łotewskiej. U mnie skończyło się jednak na testach w młodzieżówce Evertonu, czy przymiarce do Rangers FC. To było po występach w eliminacjach Ligi Europy w 2015 roku, w których wyeliminowaliśmy St. Patrick’s Athletic FC, a ja strzeliłem jedną z bramek. Ostatecznie trafiłem do Niecieczy i zaczynałem grę w polskiej ekstraklasie w zespole Piotra Mandrysza, a najlepszy okres zanotowałem, gdy szkoleniowcem był Czesław Michniewicz. To wtedy wygraliśmy między innymi z Lechią w Gdańsku, a ja strzeliłem obydwa gole dla naszej drużyny. To był też ten okres, w którym zadebiutowałem w reprezentacji Łotwy i podobno znalazłem się w sferze zainteresowań Middlesbrough, ale żadnych konkretów nie było. Mam jednak dopiero 24 lata, więc jeszcze nie rezygnuję z marzeń, a reprezentacja daje mi szanse pokazania się na europejskich boiskach.

Oprócz marzeń Vladislvas Gutkovskis ma także bardzo realne spojrzenie na życie.

– Dobrze się czuję w Polsce, w której mieszkam razem z moją dziewczyną Nadieżdą, ale mam też świadomość, że kontrakt za rok dobiegnie końca – przypomina łotewski napastnik.

– Ode mnie zależy więc to, co będzie dalej. Dlatego bardzo poważnie traktuję swój wyjazd na zgrupowanie kadry. Choć zgrupowanie i mecz mamy w mojej rodzinnej Rydze, to nie przewiduję wyskoku do domu. Raczej rodzina przyjedzie na zgrupowanie odwiedzić mnie w hotelu. Mama Dina oraz brat Wiaczesławs i siostra Ljuba też są moim kibicami. Czasem przyjeżdżają na moje mecze w Niecieczy albo wtedy, kiedy gramy blisko naszej granicy. W czasach gry w ekstraklasie przyjeżdżali do Białegostoku, a od kiedy gramy w I lidze spotykamy się, gdy gramy w Suwałkach. Po meczu z Izraelem, czyli w drodze powrotnej też nie będę miał czasu na wizytę w domu, bo 15 października gramy w Beer Szewa, a 19 października Termalica gościć będzie w Niecieczy GKS Bełchatów, więc jak najszybciej chcę dołączyć do naszego zespołu. W nim czuję się jak u siebie w domu i jego wyniki są dla mnie bardzo ważne.

Na zdjęciu: W meczu w Warszawie Vladislavs Gutkovskis (na pierwszym planie) mocno dał się we znaki polskim obrońcom. Przekonał się o tym choćby Michał Pazdan (z tyłu).

Komentarze

Więcej w I liga

Sport to regionalny dziennik sportowy wydawany w Katowicach, który istnieje na rynku nieprzerwanie od 1945 roku. Od sierpnia 2017 roku wydawcą dziennika jest WHIZZ S.A. Dziennikarze Sportu są obecni na najważniejszych światowych i ogólnopolskich imprezach sportowych. Na jego łamach bardziej szczegółowo niż gazety ogólnopolskie przedstawia lokalne zespoły i relacje z zawodów odbywających się w regionach, w których ukazuje się gazeta w postaci papierowej (w województwach: śląskim, opolskim, dolnośląskim, małopolskim).

Copyright © 2019 WHIZZ S.A. / Sportdziennik.com