Widzew Łódź na sprzedaż!

Kibice łódzkiego klubu u progu rundy wiosennej żyją nie tylko boiskowymi doniesieniami. Dziś drużyna Enkeleida Dobiego podejmuje Koronę Kielce.


Widzew sprzedany – taką wiadomość można było znaleźć w czwartek na internetowych portalach. Podawano już nawet kwotę zakupu spółki (20 milionów złotych) oraz personalia nowego właściciela, którym miał zostać biznesmen z Hiszpanii, prezes i współwłaściciel klubu Numancia.

Prezes stowarzyszenia RTS Widzew (nie mylić ze spółką, której stowarzyszenie jest jedynym właścicielem) Piotr Pietrasik zdecydowanie jednak zaprzecza: – Tak, trwają rozmowy z potencjalnymi inwestorami, ale do decyzji jeszcze daleko. Kandydatów jest trzech – dwóch z zagranicy i jeden z Polski – twierdzi.

Potrzeba partnera

Podczas audycji w klubowym radiu prezes przyznał, że poszukiwania nowego właściciela są intensywne: – Stowarzyszenie RTS Widzew powstało po to, by klub reaktywować, a nie go potem przez wiele lat prowadzić (stąd nazwa Reaktywacja Tradycji Sportowych – przyp. red.). Doszliśmy do momentu, w którym potrzebny jest stabilny partner, taki, który jest w stanie pomóc wrócić Widzewowi na jego miejsce. Nigdy nie zakładaliśmy, że będziemy tu aż sześć lat. My nie przekroczymy pewnego progu. Tylko inwestor poważnie myślący o piłce potrafi zagwarantować odpowiednie środki – mówił Pietrasik.

Dowiedzieliśmy się też, że na najbliższy wtorek zaplanowane jest zebranie członków stowarzyszenia, na którym omawiane będą propozycje kupna, jakie klub dostał. Nie wiadomo jednak, czy zapadną tego dnia konkretne decyzje.

Wyjazdowa niemoc

Już w sobotę Widzew rozegra natomiast zaległy mecz z Koroną, którym rozpocząć ma pogoń za miejscem dającym prawo gry w barażach o awans do ekstraklasy, bo o dogonieniu mającej 10 punktów więcej drużyny, zajmującej obecnie drugie miejsce (ŁKS) trudno marzyć. „No ale mamy dwa mecze zaległe” – mówią w Widzewie.

Nawet punkty z zaległych meczów nie zmienią jednak generalnie niskiej oceny skuteczności Widzewa w jesiennej części sezonu. Z 15 meczów w lidze Widzew wygrał tylko pięć i strzelił zaledwie 13 bramek (w tym Marcin Robak 6).

Do tego Widzew kompletnie nie radził sobie na wyjazdach, z których przywiózł tylko dwa punkty („wyjazdowego” zwycięstwa nad GKS Jastrzębie w Łodzi nie liczymy do tego bilansu). W perspektywie meczu z Koroną atutem może być natomiast tylko to, że na własnym boisku Widzew w tym sezonie przegrał tylko raz (0:2 z ŁKS).

Radykalna przebudowa

Nic więc dziwnego, że w przerwie zimowej trwała kolejna radykalna przebudowa klubowej kadry. Sprawdzono aż 23 zawodników, nie licząc tych, których testowano tak krótko, że nie udało się nawet ustalić ich nazwisk. Zmienił się duet bramkarzy: Wojciecha Pawłowskiego (odesłany do rezerw) i Miłosza Mleczkę (poważna kontuzja) zastąpią doświadczony Jakub Wrąbel (ostatnio w Wiśle Płock) i wychowanek klubu Konrad Reszka (wrócił z wypożyczenia do Kutna).

Wzmocnienia w ataku to dopiero 22-letni Paweł Tomczyk, ale już z pokaźnym stażem w Lechu, Piaście, Podbeskidziu i Stali Mielec, oraz Piotr Samiec-Talar, mający zaledwie 19 lat, ale już dwa i pół roku stażu w Śląsku. Zaskoczeniem był ostatni transfer Widzewa sprzed paru dni: do Łodzi trafił Kacper Gach, jeszcze do grudnia mający pewne miejsce w linii defensywnej Podbeskidzia (13 meczów, z jednym wyjątkiem w pełnym wymiarze).

9 sparingów w miesiąc

Wszyscy wymienieni, to nie piłkarze, mający najlepsze lata za sobą, a zawodnicy, którzy dwa miesiące temu grali regularnie w ekstraklasie, a bramkarz Wrąbel był żelaznym rezerwowym we wszystkich meczach Wisły. Coraz trudniej będzie o miejsce w ataku dla Marcina Robaka, który zresztą zimą miał przerwę w treningach spowodowaną kontuzją i nie grał w ogóle w żadnych z trzech sparringów w Turcji.

Widzew był zimą mistrzem, jeśli chodzi o liczbę rozegranych meczów kontrolnych – aż dziewięć w ciągu niespełna miesiąca. Wyszedł na remis (4 zwycięstwa, cztery porażki, jeden mecz nierozstrzygnięty), a najskuteczniejszy był Tomczyk (5 bramek). Skończyły się jednak testy i eksperymenty – od soboty liczyć się będą konkretne punkty.


Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Komentarze