Widzew Lódź. Pokuta i rozgrzeszenie

Patryk Lipski po raz pierwszy występować będzie w pierwszej lidze, mając zastąpić w Widzewie kontuzjowanego Juliusza Letniowskiego.


Po takim meczu, jaki w poprzedniej kolejce I ligi przytrafił się Widzewowi (2:5 z Arką Gdynia), nie wystarczy zwykłe „przepraszam” trenera i zawodników, kierowane do kibiców. Strata pięciu goli na własnym boisku wymagała dokładnej analizy i głębszego szukania przyczyn porażki niż oklepane „przeciwnik zawiesił nam poprzeczkę bardzo wysoko”.

Kapitanowie do spowiedzi

Można sobie wyobrazić atmosferę na widzewskich treningach w mijającym tygodniu. – Po takim meczu nie możemy przejść nad grą do porządku dziennego i udawać, że nic się nie stało. Musieliśmy przeanalizować to, co w głównej mierze zaważyło na tym, że traciliśmy bramki. Czasu było mało, ale pracowaliśmy nad tym, co nie funkcjonowało – mówił w czwartek przed wyjazdem do Olsztyna trener Janusz Niedźwiedź.

Miał zapewne na myśli i niefrasobliwą grę obrońców, i swoje decyzje, bo zaskoczeniem był brak dobrze ocenianych w sparingach Kristoffera Hansena i Martina Kreuzrieglera. Obrona zdecydowanie nie zdała egzaminu, a pierwsi do spowiedzi powinni iść dwaj kapitanowie drużyny w meczu z Arką: Daniel Tanżyna i Patryk Stępiński, który przejął po nim opaskę po zmianie w 78 minucie.

Bramki padły po indywidualnych błędach – to kolejne zdanie często spotykane w trenerskich komentarzach odnosi się do nich jak ulał. Stępiński dzisiaj nie zagra po czwartej żółtej kartce, a nie wydaje się, by trener zaufał Tanżynie, zwłaszcza że ma teraz większą kadrową swobodę ruchów w defensywie.

Skuteczność nieeksportowa

Ale przecież to nie obrona ma być najważniejsza dziś wieczorem w Olsztynie, bo Widzew mierzy w trzy punkty. Bartłomiej Pawłowski powinien znaleźć wspólny język z zespołem, po kartkach wrócić może do składu najskuteczniejszy na ten moment piłkarz Widzewa Bartosz Guzdek (7 goli jesienią łącznie z pucharem), Fabio Nunes też pewnie pokaże więcej, gdy będzie grał dłużej niż 10 minut w końcówce.

To on strzelił gola Arce, a jesienią – właśnie Stomilowi w wygranym 2:0 meczu pierwszej rundy. Niewątpliwie wynik meczu ze Stomilem zależeć będzie od skuteczności łodzian w ataku, a z tym, na wyjazdach zwłaszcza, jest fatalnie: mniej goli poza swoim boiskiem strzelili tylko piłkarze Puszczy i Górnika Polkowice. Poza Łodzią Widzew nie wygrał od 15 października, o rozgrzeszeniu drużyna może więc myśleć tylko po zwycięstwie w Olsztynie.

Lipski chce do ekstraklasy

W meczu przeciwko Stomilowi wystąpić może aż pięciu zawodników pozyskanych w przerwie zimowej i tuż po jej zakończeniu: Hansen, Kreuzriegler, Pawłowski, Ernest Terpiłowski z Niecieczy, a w czwartek kontrakt z Widzewem podpisał Patryk Lipski, do tej pory piłkarz Piasta.

– Byliśmy z nim w kontakcie od dłuższego czasu, czekaliśmy tylko, aż piłkarz załatwi swoje sprawy z Piastem – powiedział trener Niedźwiedź. To ważny transfer, Lipski ma zastąpić Juliusza Letniowskiego, który po kontuzji wypadł z zespołu na dłużej. Po środowych testach medycznych w czwartek Lipski po raz pierwszy trenował z zespołem. Już grudniu wiadomo było, ze odchodzi z Piasta, trenował więc z zespołem rezerw i indywidualnie, ale twierdzi, że jest dobrze przygotowany. – Muszę się tylko zgrać z nowymi kolegami. I liga to poziom niżej niż ekstraklasa, ale na tym stadionie i z tym zespołem na pewno szybko do ekstraklasy wrócę – zapewnia.

Kariera ligowa tego 27-letniego piłkarza zaczęła się w Ruchu, ale pochodzi on ze Szczecina. W Chorzowie spędził sześć lat, potem przez trzy sezony grał w Lechii i wreszcie przez ostatnie półtora roku w Gliwicach. Graczy z przeszłością w ekstraklasie jest obecnie w Widzewie czternastu, ale Lipski przebija wszystkich doświadczeniem (163 ligowe występy plus 23 mecze pucharowe z golem strzeloną w Lidze Europy znanemu w Łodzi Broendby). Teraz musi pokazać, jak u niego z formą.


Na zdjęciu: Patryk Lipski to ostatnie zimowe wzmocnienie Widzewa, w którego kadrze będzie zawodnikiem o największym ekstraklasowym doświadczeniu.
Fot. Tomasz Kudala/PressFocus