Wilczek potrafi ukąsić

Duńczycy zawsze skupiają się na końcowym efekcie i nie mają dla nich znaczenia problemy, jakie trzeba pokonać po drodze. Tak było w niedzielnym meczu ligowym Broendby IF z OB Odense, w którym gospodarze przegrywali 1:2, ale zwyciężyli 3:2. Podobnie podchodzą do meczu z Lechią. Na półmetku rywalizacji też mają wynik 1:2 do odrobienia i po tym, co Broendby pokazało w końcówce spotkania z Odense, kibice są dobrej myśli przed rewanżem.

Gorący rewanż z Finami

Bohaterem meczu z Odense był Kamil Wilczek. „Spisał się tak, jak tego należy oczekiwać od kapitana. W trudnym momencie poderwał zespół do walki i dwoma golami skierował na drogę zwycięstwa. To był jeden z jego lepszych meczów w Broendby, na pewno najlepszy w spotkaniach z Odense” – napisał dziennik „BT”.

Wilczek po raz drugi w tym sezonie zdobył dwie bramki w meczu, tak było już z Interem Turku w I rundzie Ligi Europy. Jednak wtedy Broendby wygrało 4:1 i nie było tak dramatycznej sytuacji. Było za to gorąco w rewanżu w Finlandii, gdzie w ciągu kilku minut straciło dwie bramki i jeszcze jedna oznaczała wyeliminowanie. „W pierwszym meczu z Lechią Wilczek mógł czuć się niekomfortowo, grając przed rodakami na trybunach i przeciw nim na boisku. W rewanżu ma poprowadzić Broendby do zwycięstwa i awansu” – uważa „Ekstra Bladet”.

Złota noga Kamila

– Byliśmy lepsi w każdym aspekcie meczu i zasłużyliśmy na zwycięstwo – stwierdził Wilczek. – A jednocześnie byliśmy bliscy remisu i nawet porażki, bo straciliśmy dwie bramki z niczego. Dziękuję trenerowi za wprowadzenie Simona Tibblinga. Dostałem od niego dwie idealne piłki, byłem we właściwym miejscu, we właściwym czasie, wystarczyło przyłożyć nogę i głowę.

„Gdyby oceniać mecz punktami za agresywność, dokładność, stworzone szanse, to Broendby powinno ten mecz spokojnie wygrać. Zamiast tego trzeba było czekać do 79 minuty, wtedy polski niszczyciel Wilczek swoją złotą lewą nogą zrobił bum i było 2:2 na tablicy wyników. Dwie udane zmiany trenera i wdarcie się Simona Tibblinga i Kaspera Fiskera w obronę Odense, przyniosło kolejną bramkę Wilczka. Ofensywa się spisała, ale było trochę wstrząsów w defensywie” – pisze „Ekstra Bladet”.

W młodości siła

Z powodu czerwonej kartki na środku obrony nie zagrał doświadczony Fin Paulus Arajuuri. Zastąpił go 19-letni Anton Skipper. – Całą noc przed meczem nie spałem. To było dla mnie wielkie przeżycie, byłem zdenerwowany debiutem, potem na boisku niekorzystnym wynikiem, ale wszystko dobrze się skończyło – mówił po spotkaniu. Mimo dwóch straconych bramek nie było do niego pretensji. Trener Niels Frederiksen był wcześniej selekcjonerem duńskiej młodzieżówki i nie obawia się dawać szansy młodym. Trzeci mecz w Superlidze zagrał skrzydłowy Jesper „Joppe” Lindstroem i zdobył pierwszą bramkę. – Cały dzień czułem motyle w brzuchu. Zagrać w pierwszym składzie to już jest coś, a jeszcze strzelić gola – to była wisienka na torcie – oświadczył. Ich postawa sprawiła, że mimo wysokiej stawki meczu z Lechią trener Broendby w czwartek zamierza ponownie dać szansę Skipperowi i Lindstroemowi. – Nie zawaham się użyć ich w tej bitwie – stwierdził.

 

Na zdjęciu: Kamil Wilczek w Gdańsku Lechii krzywdy nie zrobił. W rewanżu… niech tak zostanie.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze