Wisła Kraków. Duży głód piłki

Łukasz Burliga zbliża się do 32 urodzin i cieszy się, że w tym wyjątkowym dniu będzie mógł… trenować z drużyną.

Łukasz Burliga, który 10 maja, obchodził będzie 32 urodziny, najbardziej cieszy się z tego, że będzie mógł ten wyjątkowy dzień świętować w gronie kolegów z drużyny.

Wychowanek Garbarza Zembrzyce, choć ma już na swoim piłkarskim koncie ponad 200 występów w ekstraklasie i mistrzowski tytuł wywalczony z „Białą gwiazdą” w 2011 roku, tak samo jak pozostali zawodnicy lidera rundy wiosennej, z niecierpliwością czeka na testy na obecność koronawirusa, żeby po nich rozpocząć treningi w grupach sześcioosobowych.

– Ze zdrowiem u mnie wszystko w porządku – powiedział Łukasz Burliga, który w ostatnim w tym roku spotkaniu rozegranym przez krakowian, wrócił do gry po trzytygodniowej przerwie spowodowanej urazem.

– Najpierw w domowym zaciszu pracowałem nad utrzymaniem formy, ale starałem się również wykorzystać ten czas na odpoczynek. Poza tym dużo czytałem, a także poświęcałem jak najwięcej chwil najbliższym.

Zobaczyć się na ekranie

– To było coś nowego, bo najpierw trenowaliśmy co dwa dni, a następnie dzięki specjalnemu programowi w komputerach mieliśmy możliwość zobaczyć się na ekranie z całą drużyną i trochę porozmawiać-pożartować – dodaje Łukasz Burliga.

– Przed rozpoczęciem takich wspólnych zajęć trener przeprowadzał odprawę, a następnie przechodziliśmy do wykonywania ćwiczeń. Dużo czasu spędzaliśmy na rowerach spinningowych, ale także na ćwiczeniach ze specjalnym sprzętem, dzięki którym każdy mógł utrzymać odpowiednią dyspozycję.

Sztab szkoleniowy cały czas starał się urozmaicać nasze zajęcia. W ramach rozgrzewki mieliśmy też wspólne, choć indywidualne, zajęcia z piłką, więc radziliśmy sobie jak się dało, ale każdy zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest to do końca komfortowa sytuacja.

W grupach sześcioosobowych

Przerwa w zawieszonych rozgrywkach nie oznaczała więc leniuchowania. Dlatego gdy rozpoczęła się nowa era i pojawiła się już data powrotu na boiska piłkarze Wisły Kraków nie muszą zaczynać od zera.

– W kończącym się tygodniu zawodnicy pracowali jeszcze indywidualnie nad wytrzymałością i budowaniem pojemności tlenowej – stwierdził trener krakowian Artur Skowronek.


Czytaj jeszcze: Razem z Bednarkiem i Linettym


– Liczę, że najpóźniej w poniedziałek przeprowadzone zostaną testy na obecność koronawirusa, a potem ruszymy z treningami w grupach sześcioosobowych. Przez następne dni też będziemy się skupiać nad poprawą cech motorycznych, a potem zostaną nam trzy tygodnie na pracę z całym zespołem.

Wtedy zajmiemy się taktyką, treningami w formacjach. Sparingi zostaną zastąpione grami wewnętrznymi, aby odświeżyć wszystkie nasze zasady gry w ataku i obronie.

Kontynuować dobrą passę

A skoro mowa o obronie to przypomnijmy, że ta formacja w Wiśle na początku rundy wiosennej spisywała się znakomicie. W 6 meczach krakowianie zanotowali 4 zwycięstwa i 2 remisy, a bilans bramkowy 11:3, również może być powodem do pełnej satysfakcji. W tym bilansie Łukasz Burliga nie ma jednak pełnego udziału.

– Przepracowałem cały okres przygotowawczy i dobrze się czułem – przypomina Łukasz Burliga. – Pierwsze dwa mecze wygraliśmy, lecz w czasie spotkania z Zagłębiem Lubin poczułem ból w nodze i okazało się, że miałem problem z mięśniem. Opuściłem parę spotkań, ale zdążyłem jeszcze wejść na boisko w tym ostatnim meczu z Lechem Poznań.

Niestety, tak się jednak złożyło, że był to ostatni mecz przed wymuszoną przerwą. Mam więc duży głód piłki. Tym większy, że dobre wyniki rozbudziły w nas radość z tego co robiliśmy. Oczywiście, po restarcie bardzo chcielibyśmy kontynuować dobrą passę i grać jeszcze lepiej.

Mamy dobrą szatnię i trenera, a jako zespół byliśmy bardzo dobrze przygotowani. W miarę możliwości staraliśmy się tę formę podtrzymywać, a teraz przed nami etap przygotowania się do powrotu na boisku.

Szkoda tylko, że te spotkania z finiszu ligi będą się odbywały bez udziału publiczności i przez to wyglądać będą nieco inaczej. Trzeba jednak przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości.

Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Komentarze