Zobacz
Do góry

Czarna seria Wisły Kraków trwa. Marco Paixao katem „Białej gwiazdy”

Rozpaczliwie potrzebująca punktów Wisła Kraków na tle Lechii Gdańsk prezentowała się całkiem przyzwoicie, lecz nie była w stanie pokonać drużyny znad Bałtyku.

Gdańszczanie przyjechali do Krakowa bardzo osłabieni. Za kartki zawieszony był jeden z najlepszych lewych obrońców ekstraklasy Filip Mladenović, w którego miejsce zagrał Tomasz Makowski, nominalny środkowy pomocnik. Z kolei końcem tygodnia okazało się, że już do końca roku na boisku nie zobaczymy będącego ostatnio w wyśmienitej formie Jarosława Kubickiego, który doznał kontuzji stawu barkowo-obojczykowego.

Zaczęło się dobrze

Mimo tego kadra Lechii i tak wyglądała bardziej okazale niż słaba kadra Wisły. Dość zaskakujące mogło być jednak to, że od samego początku lepiej prezentowali się gospodarze, którzy grali na stosunkowo dużej intensywności i z wielką wolą walki. Im bliżej pola karnego przeciwnika znajdowali się zawodnicy „Białej Gwiazdy”, tym większe mieli jednak kłopoty, ponieważ w decydujących momentach brakowało im precyzji. Wisła wykonała w tym meczu mnóstwo dośrodkowań, lecz rzadko kiedy któreś z nich stwarzało jakieś zagrożenie. Jednak to właśnie po jednym z nich gospodarze oddali pierwszy groźny strzał, kiedy zupełnie niepilnowany Vullnet Basha uderzył efektownie wolejem.

Z czasem jednak Wisła popadła w kłopoty. Zaczęło się od kolejnej w tym sezonie kontuzji, ponieważ w 29 minucie z boiska musiał zejść Krzysztof Drzazga. Ofensywny gracz krakowian bardzo mocno kulał, a gdy znalazł się poza linią boczną, został zabrany na noszach. Dwie minuty później po serii nie najlepszych zachowań w obronie „Biała Gwiazda” straciła gola. Sławomir Peszko w tłoku przepchnął piłkę do Flavio Paixao, a ten – po lekkim rykoszecie – zdobył 50. bramkę Lechii w historii ekstraklasowych pojedynków obu klubów.

Silva mógł zadecydować

Wiślacy nie mieli zamiaru się poddawać i nadal próbowali przełamać gdańską defensywę. Nie wychodziło im to jednak najlepiej, a Lechia wciąż była groźna, raz na jakiś czas wychodząc z próbą kontry. Natomiast gospodarze swoją okazję mieli w 66 minucie, kiedy po dobrym dryblingu i dograniu Jakuba Błaszczykowskiego w piłkę nie trafił Paweł Brożek. Kolejną świetną sytuację Wisła miała w 81 minucie, a zawdzięczała ją pomyłce Karolowi Fili, który skiksował i podał futbolówkę wprost pod nogi Jeana Carlosa Silvy. Brazylijczyk w doskonałej sytuacji strzelił obok słupka, a była to najlepsza sytuacja krakowskich piłkarzy w całym meczu.

Chwilę przed szansą Silvy mogło być już jednak po spotkaniu, ale Lukas Haraslin – który po jednej z kilku kontr Lechii doszedł do sytuacji sam na sam – przegrał pojedynek z Michałem Buchalikiem. Bramkarz Wisły był obok Błaszczykowskiego najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. 108-krotny reprezentant Polski w pojedynkę nie był jednak w stanie rozbić obrony przyjezdnych, która zdecydowanie była w tym meczu do „ugryzienia”. Wiśle po raz kolejny zabrakło jednak jakości.


Zobacz jeszcze: Rozmowa z Grzegorzem Kaliciakiem


Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 0:1 (0:1)

0:1] – Paixao, 31 min (asysta Peszko)

WISŁA: Buchalik – Burliga, Janicki, Klemenz, Sadlok – Basha, Pawłowski (76. Buksa) – Błaszczykowski, Drzazga (29. Chuca), Mak (71. Silva) – Brożek. Trener Artur SKOWRONEK.

LECHIA: Alomerović – Fila, Nalepa, Maloca, Makowski – Łukasik, Gajos – Peszko (77. Arak), Wolski (69. Sobiech), Haraslin – Paixao. Trener Piotr STOKOWIEC.

Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Komentarze