Włochy. Koronawirus w parze z chaosem

 

Z Milanem jest jak z celebrytą. Niech mówią o tobie dobrze, albo źle, byleby mówili. Wyniki takie sobie, ale o klubie piszą i mówią więcej niż o sąsiednim Interze walczącym o mistrzostwo. W przypadku „rossonerich” w tych informacjach przeważa opcja „na źle”.

Nawet najlepsza w tym roku wiadomość, jaką było sprowadzenie Zlatana Ibrahimovicia, ostatecznie okazała się mało znacząca.

Jeden zwolniony, drugi zarażony

Liga przerwała sezon, Ibrahimović uciekł do Szwecji w ramach „łączenia rodzin” i stamtąd nadeszły dwie wiadomości – dobra i zła. Pierwsza jest taka, że Ibrahimović zorganizował zbiórkę pieniędzy dla włoskich szpitali, sam wykładając na ten cel 100 tysięcy euro.

Robert Lewandowski, Cristiano Ronaldo i Lionel Messi dali 10 razy więcej na walkę z koronawirusem, ale nie o licytowanie się chodzi. Każda pomoc jest jednakowo cenna.

Zła wiadomość jest taka, że Ibrahimović w Milanie grać już nie chce i zniechęcił się zaledwie po dwóch miesiącach. Ani na boisku nie było tak jak miało być, ani w klubie, gdzie panował jeszcze większy chaos. Zwolnienie z pracy dyrektora Zvonimira Bobana, który sprowadził Ibrahimovicia do Milanu, Szwed potratował bardzo osobiście.

Drugi orędownik jego sprowadzenia, czyli Paolo Maldini, też jest na wylocie i do tego zaraził się koronawirusem. Ibrahimović miał z nimi częsty kontakt, może być nosicielem, przebadany nie został, ale tego tematu jakoś się nie porusza.

Fake newsy Gazidisa

Gdy „Ibra” podpisywał umowę z Milanem, obok niego siedzieli Boban i Maldini. Dyrektor generalny Milanu Ivan Gazidis nie był wielkim fanem tego pomysłu, ale entuzjastyczna reakcja kibiców sprawiła, że go zaakceptował.

Teraz Gazidis sam decyduje o wszystkim, więc Ibrahimović nie ma złudzeń do czego to prowadzi i sam woli odejść. Gazidis puszcza do mediów informacje, że z Ibrahimoviciem kontrakt jednak może zostać przedłużony, nawet jeśli Milan nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Stwierdza, że Stefano Pioli to dobry trener, ale jednocześnie negocjuje z byłym trenerem RB Lipsk Ralphem Rangnickiem.

Niemiec przygotował już nawet listę piłkarzy, których chce mieć. Trzeba będzie na to przygotować 50-60 milionów euro, a sytuacja jaka tworzy się z powodu epidemii nie rokuje dobrze finansom wszystkich klubów. Milan należy do tych, które już teraz mają duże problemy.

Trzeba będzie sprzedać kilku piłkarzy i to jak najszybciej, bo analitycy przewidują, że postępująca w futbolu recesja spowoduje spadek wartości zawodników.

Tną po kosztach

Dla ratowania finansów większość klubów będzie chciała uszczuplić kadry, a chętnych do kupowania będzie mniej. Na razie trzeba ratować finanse obniżką pensji dla piłkarzy.

Milan już tnie po kosztach i maksymalny roczny zarobek piłkarza ma być na poziomie 2,5 miliona euro. Reprezentacyjny bramkarz Gianluigi Donnarumma zarabia 6 mln i na to nie pójdzie. Milan wycenia go na 70 mln euro, ale kryzys na rynku już się zaczyna i jego agent nie oczekuje więcej, niż połowy tej sumy.

Alessio Romagnoli zarabia 3,5 miliona i oczekuje się, że także on powie Milanowi ciao. Latem mają odejść Giacomo Bonaventura i Argentyńczyk Lucas Biglia. Według „Corriere dello Sport” ich następcami mieliby zostać Węgier Dominik Szoboszlai z Salzburga (jest na liście Rangnicka) i Imran Louza, pomocnik francuskiego Nantes.

Leao będzie bankrutem?

Poniżej ustalonego limitu jest zarabiający 2 miliony euro Portugalczyk Rafael Leao, którego Ibrahimović wybrał na partnera do ataku, preferując zamiast Krzysztofa Piątka.

Ta decyzja przesądziła o przyszłości „Il Pistolero” i musiał odejść. Jednak patrząc na to, co się teraz w Milanie wyprawia, nie ma czego żałować.

Natomiast Leao może żałować tego, że kilka lat temu odszedł ze Sportingu Lizbona, bo teraz ta sprawa powróciła jak bumerang, który mocno go uderzył. W 2018 roku rozwiązał jednostronnie umowę ze Sportingiem, korzystając z wielkiego zamieszania jakie panowało w klubie.

Prezes zawiesił wtedy 19 zawodników, klubowi ultrasi zaatakowali piłkarzy w ośrodku treningowym. Leao, którego wartość rynkowa wynosiła wtedy 6 mln euro, odszedł jako wolny zawodnik do Lille, a po roku do Milanu za 23 mln euro.

Teraz Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy (CAS) nakazał mu zapłacić odszkodowanie Sportingowi w wysokości 16,5 miliona euro. Czyli Leao ponad 8 lat będzie musiał pracować tylko na spłatę kary.

 

Na zdjęciu: Portugalski napastnik Milanu, Rafael Leao, potrafi skomplikować sobie życie.

Komentarze