Wydarzenie kolejki. Wyjazdowa niemoc Piasta

Było ciepłe lato, choć czasem padało… – tak brzmią słowa jednej z piosenek zespołu „Łzy”; właśnie w takich okolicznościach przyrody gliwiczanie po raz ostatni cieszyli się ze zwycięstw poza swoim stadionem. Aktualny sezon Piast zaczynał dwoma wyjazdami – do Sosnowca i Szczecina. Kibice obawiali się o trudny początek, ale zespół trenera Waldemara Fornalika poradził sobie rewelacyjnie przywożąc komplet punktów.

To były jednak miłe złego początki, bo później – do dziś – ekipa z Okrzei nie zgarnęła już poza domem ani jednego kompletu punktów. Od tamtych lipcowych meczów śląski zespół cztery razy remisował i trzykrotnie przegrywał. Biorąc pod uwagę fakt, że teraz Piasta czeka chyba najtrudniejszy wyjazd – do „jaskini mistrza” w stolicy, i to jeszcze w mocno przetrzebionym składzie – może okazać się, że na kolejną wyjazdową wiktorię gliwiczanie będą musieli poczekać przynajmniej do lutego!

Szansa utracona na własne życzenie

Kibice Piasta mieli nadzieję, że feralna seria przejdzie do historii w miniony piątek. W pierwszej połowie meczu w Lubinie wydawało się, że przyjezdni mają wszystko pod kontrolą; a gdy Jakub Czerwiński umieścił piłkę w bramce, długo oczekiwana wiktoria zaczynała nabierać realnych kształtów. Później sprawy przybrały jednak zły obrot i ostatecznie śląski zespół do domu wrócił tylko z jednym „oczkiem”. – Patrząc na cały mecz uważam, że straciliśmy dwa punkty. W pierwszej połowie prowadziliśmy grę. Nie mieliśmy może zbyt wielu okazji, ale Zagłębie praktycznie dziesięcioma zawodnikami ustawiło się pod swoją bramką, „zaparkowało” i nie chciało grać w piłkę. Kiedy strzeliliśmy bramkę, myśleliśmy, że będzie łatwiej, ale po chwili rywale wyrównali. Na początku drugiej odsłony sami zrobiliśmy sobie problem, tracąc drugiego gola – stwierdził Piotr Parzyszek, którego gol uratował ostatecznie gościom jeden punkt.

Detale i szczęście

Tuż po meczu w Lubinie komentatorzy Eurosportu wprost spytali Waldemara Fornalika, dlaczego Piast nie wygrywa na wyjazdach? – To trudne pytanie. Niewiele nam brakuje, w wielu poprzednich meczach powinniśmy strzelić jedną bramkę więcej lub stracić jedną mniej i nasz bilans wyglądałby inaczej – przyznał szkoleniowiec Piasta. Podobną opinię ma Martin Konczkowski. – Trudno znaleźć jedną przyczynę. Wychodzimy na mecze wyjazdowe z takim samym nastawieniem, jak u siebie. Chcemy grać podobny futbol. Brakuje nam trochę szczęścia, a ono jest istotne w piłce – mówi nam obrońca gliwiczan. – W większości wyjazdowych spotkań nie byliśmy drużyną gorszą, każdy mecz był na styku. Czasem jedna detale decydują o tym, że mamy 1, a nie 3 punkty. Tak było np. w Płocku, gdzie już wyjazdowe przełamanie mieliśmy na wyciągnięcie ręki, a straciliśmy gola w doliczonym czasie gry – opowiada „Konczi”. Faktycznie Piast spokojnie mógł wygrać nie tylko w Płocku, Lubinie, ale i w Legnicy czy nawet w Poznaniu. Niektórzy już nie pamiętają, ale wysoka porażka ze Śląskiem (1:4) wcale nie musiała się zdarzyc, bo przy stanie 1:2 Piast miał 2-3 wyśmienite sytuacje na gole.

Na przekór?

To z pewnością spore pocieszenie dla fanów ekipy z Okrzei. Ale faktem jest, że Piast od lat ma problemy z wygrywaniem meczów na wyjazdach. Nawet w sezonie, w którym gliwiczanie zdobywali wicemistrzostwo Polski, tylko sześciokrotnie świętowali zwycięstwo poza domem. W ostatnich dwóch sezonach bariera czterech wyjazdowych wygranych jest nie do przeskoczenia. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Piast na razie ma „w gościach” 2 zwycięstwa, a przed nim – jeszcze sporo grania, być może wreszcie uda się ją pokonać. Najbliższa i ostatnia w 2018 roku okazja nadarzy się w sobotę. Wyjazd na Legią należeć będzie jednak do najtrudniejszych, w dodatku śląska drużyna pojedzie tam wykartkowana. Być może jednak – na przekór – właśnie tam zespół, na który nikt nie będzie stawiać, sprawi swoim kibicom świąteczną niespodziankę?

UWAGA, CZYTELNICY!

Z powodu trudności organizacyjnych jednego z dystrybutorów prasy dziennik „Sport” nie we wszystkich dotychczasowych punktach sprzedaży będzie dostępny. Za kłopoty – mamy nadzieję, że przejściowe – naszych Czytelników przepraszamy.

GDZIE MOŻNA KUPIĆ „SPORT”?

„Sport” w niezmienionym nakładzie będzie dostępny w dobrze rozwiniętej sieci sprzedaży Kolportera i Garmondu, w salonikach prasowych, między innymi na dworcach i stacjach benzynowych, w dużych centrach handlowych i sklepach.

Komentarze