Wydarzenie kolejki. Zwycięski nurt Warty

Poznaniacy pod wodzą Dawida Szulczka kroczą ku pewnemu utrzymaniu w ekstraklasie, a młody śląski szkoleniowiec pracuje na to, by wkrótce sięgnął po niego klub z jeszcze wyższej polskiej półki.


Ósme miejsce, 19 zdobytych punktów, 5 wygrane, 4 remisy i tylko 3 porażki. Tak wygląda sytuacja Warty w tabeli liczonej od 8 listopada, czyli dnia, w którym zatrudniony został Dawid Szulczek. Być może bilans ten z nóg nie zwala – ot, solidny ligowy średniak, ale takie postawienie sprawy rewiduje krótka retrospekcja i przypomnienie sobie, w jakim stanie byli „Zieloni” zwalniając Piotra Tworka.

Mowa o drużynie, która dryfowała ku spadkowi, w ogóle nie zdobywała bramek, nie mówiąc o zwyciężaniu, a z Pucharu Polski została wyeliminowana przez III-ligowca. Nowy szkoleniowiec, wyciągnięty z dalekich Wigier Suwałki, zdołał odwrócić bieg Warty. Dziś może pochwalić się 2 wygranymi z rzędu – już drugi raz tej wiosny. W tym roku lepiej od zespołu śląskiego szkoleniowca punktują tylko Legia, Raków i Pogoń.

Najwyższe zwycięstwo

2:1 w Grodzisku z Górnikiem Zabrze, 4:0 w Lubinie z Zagłębiem – patrząc na poprzednie występy poznaniaków, trudno wyobrazić sobie, by to oni mogli spaść z ligi, skoro nad plasującą się tuż pod „kreską” Wisłą Kraków mają już 6 „oczek” zapasu, a dzielą ich od niej jeszcze inne zespoły – Śląsk, Jagiellonia czy właśnie Zagłębie. To przed ostatnimi 8 kolejkami sezonu niezła pozycja wyjściowa, by zrealizować cel.

Po efektownej wygranej w Lubinie pytano 32-letniego szkoleniowca, czy był to najlepszy z 12 meczów, jakie Warta rozegrała za jego kadencji. – Na pewno było to najwyższe zwycięstwo i najlepszy występ pod kątem finalizacji akcji i skuteczności. Nie wszystko wychodziło nam idealnie, ale sporo kwestii stało na wysokim poziomie. Cieszę się, że idziemy tą drogą – odpowiada szkoleniowiec „Zielonych”.

Fanatycy słupków i poprzeczek

Jak każdy młody trener, zwraca uwagę na piłkarską matematykę, liczby, przeróżne statystyki. A te wskazywały dotąd jasno, że Warta w tym sezonie miała… pecha. Współczynnik „punktów oczekiwanych” (xP) był w jej przypadku znacząco wyższy niż ogólna zdobycz zaksięgowana w tabeli (przed poprzednią kolejkę – o ponad 7 pkt). Podobnie jak „goli oczekiwanych”, czyli xG.

– Siłą rzeczy to musiało się zacząć wyrównywać. Liczyliśmy, że przyjdą takie mecze. Mieliśmy już 13 uderzeń w słupki i poprzeczki, pod tym względem jesteśmy liderem. Nie wykorzystaliśmy żadnego karnego. To musi zacząć do nas wracać. Już zaczęło, bo nie można mieć wiecznie pecha. Ta runda jest normalna, oddaje nam to, co traciliśmy jesienią – przekonuje Szulczek.

W ostatnich dniach Warcie wreszcie zaczęły wpadać mniej oczywiste bramki. W Lubinie – po złym zachowaniu defensywy rywali przy stałych fragmentach, strzale w krótki róg czy stracie Jakuba Żubrowskiego przed polem karnym. Z Górnikiem zaś były efektem błysku Łukasz Trałki oraz Franka Castaniedy. Gdy mimo innych założeń podszedł w Niecieczy do karnego i zmarnował go, młody szkoleniowiec zmył mu głowę, ale w taki sposób, że Kolumbijczyk, który jeszcze jesienią grał w Lidze Mistrzów, teraz haruje w barwach Warty za dwóch.

Nie tracą czujności

W piątkowym spotkaniu blisko kapitalnej asysty był Milan Corryn, jego efektowne dogranie spartolił Miłosz Szczepański. A jeszcze niedawno wydawało się, że marudzącemu Belgowi bliżej do „klubu kokosa” niż na ligowe boisko. – Jestem zadowolony z tego, jak została skomponowana nasza kadra. Mam bardzo silną ławkę, dodaje nam jakości, a nie zawsze tak było jesienią. To wszystko dobrze się zazębia – podkreśla Szulczek, ale nie traci czujności.

Patrząc dziś na tabelę, do końca sezonu Warta mierzyć się będzie już tylko z jednym rywalem spoza aktualnej dziesiątki – czyli Wisłą Kraków.
– Mamy dopiero 30 punktów. To nie jest liczba, która wystarczy do utrzymania. Musimy zbierać punkty, dobrze przepracować przerwę reprezentacyjną – powtarza szkoleniowiec ze Śląska.



Na zdjęciu: W tym roku Warta przegrała dotąd tylko raz – dość pechowo w Niecieczy. Lepiej od podopiecznych Dawida Szulczka punktują wiosną jedynie Legia, Raków i Pogoń.
Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus