Wygrani i przegrani 25. kolejki ekstraklasy!

25. kolejka ekstraklasy. Są tacy, którzy wygrali, bo pozytywnie zaskoczyli i zasłużyli na miano wygranych. Są też i tacy, którzy zawiedli. Na całej linii. Oni są przegrani. Redakcja „Sportu” tradycyjnie wskazuje, kto na jakie miano zasłużył.


WYGRANY….

Wykonał robotę

Mateusz Kuzimski przez większość sezonu był podstawowym graczem Warty Poznań. na mecz z Wisłą Kraków Piotr Tworek nie znalazł dla niego miejsca w „11”. To jednak nie przeszkodziło napastnikowi w zdobyciu bramki na wagę zwycięstwa. Wszedł w 74 minucie, przy wyniku 0:0 i kilka minut przed końcem udowodnił, jak ważnym jest elementem drużyny z Poznania.

Nieefektowny, ale skuteczny

Śląskowi Wrocław nie udałoby się doprowadzić do wyrównania, gdyby nie dobra postawa Michała Szromnika (na zdjęciu). Golkiper być może nie interweniował spektakularnie, ale wiele razy zachowywał się świetnie w trudnych do obrony sytuacjach. Na przykład, gdy sam na sam z nim wychodził Bartosz Nowak. Bramkarz Śląska nawet po zdobyciu przez jego kolegów bramki dającej remis wykazał się czujnością i obronił jeszcze groźny strzał głową Adriana Gryszkiewicza.

Jeden z trzech

Maciej Bartoszek w minionej kolejce był jednym z trzech trenerów, którzy prowadzili nowe zespoły po raz pierwszy. Jako jedyny wśród tej trójki może być choć w części zadowolony z wyniku. Jego Wiśle Płock udało się zremisować z Jagiellonią, a w trakcie meczu wydawało się, że będzie to niemożliwe. W ostatnich sekundach spotkania punkty białostoczanom wyrwał kapitan zespołu z Płocka, Alan Uryga. Problem jednak wciąż pozostaje – „Naficarze” nie wygrali od kolejek.

PRZEGRANY…

Uregulujcie celowniki!

Pechowo rozpoczął swoją kolejną przygodę z mielecką Stalą trener Włodzimierz Gąsior. Widać było, że jego zespół ma pomysł na zdobycie gola. Wielokrotnie piłkarze z Mielca stawali przed stuprocentowymi okazjami, ale byli nieskuteczni. Można więc stwierdzić, że idea szkoleniowca na ogranie Zagłębia była dobra, jednak do trzech punktów brakowało odpowiednich zawodników w odpowiednim miejscu na boisku.

Gdyby trafił…

Zespół Waldemara Fornalika długo wygrywał z Lechią i niewiele wskazywało na to, że straci punkty. Tymczasem pod koniec meczu wiele się zmieniło. Najpierw bramkę kontaktową zdobył Łukasz Zwoliński. To jednak nie oznaczało tragedii, bo chwilę potem do wykonania rzutu karnego podszedł Tomasz Jodłowiec. Gdyby trafił, gliwiczanie mogliby spokojnie wracać na Śląsk z kompletem punktów. Uderzył jednak fatalnie, dając nadzieję gospodarzom na urwanie punktów. Ci wykorzystali to i zremisowali mecz, który powinni przegrać.

Zmiana nic nie dała

Lech nie wygrał już pięciu meczów z rzędu w ekstraklasie. Poznaniakom nie pomogła zmiana trenera. W meczu z Rakowem obrońcy z Wielkopolski nie potrafili się odnaleźć. Dwie bramki stracili po stałych fragmentach gry, gdy nie potrafili upilnować rywali w polu karnym. Trzecia kompromituje defensywę Lecha, która dała tyle czasu Marcinowi Cebuli na oddanie strzału, że ten zdobył jednego z ładniejszych goli w tym sezonie.

(KJ)


Fot. Tomasz Kudała/PressFocus

Komentarze