Zobacz
Do góry

Z drugiej strony. Jak „Lewy” daje odpór?

Raz po raz dochodzą głosy, że Robert Lewandowski w cuglach byłby wygrał „Złotą piłkę” redakcji „France Football” za 2019 rok, gdyby nie grał w Niemczech, a w Hiszpanii bądź Anglii.

 

Najciekawsze jest to, że tego typu uwagę wygłosiło rzeczone pismo, było nie było, organizator plebiscytu, dając niejako do zrozumienia, że szanse pana Roberta na końcowy triumf – w obliczu nieuchronnej konfrontacji z Lionelem Messim i Cristiano Ronaldo (jeszcze ktoś) – są niespecjalnie duże.

Owa opinia pojawiła się w przestrzeni publicznej w okolicach 22 listopada. 26 listopada, w Belgradzie, „Lewy” dał jej ostry odpór, strzelając cztery bramki w ciągu niespełna 15 minut; nie pierwszy raz w Lidze Mistrzów. Odporowi nieuchronnie towarzyszył potężny medialny huk, a głosu nie omieszkali zabrać najwięksi w bliższej czy dalszej przeszłości piłkarze, m.in. – co też symptomatyczne – Anglik Gary Lineker, postać w Polsce doskonale znana, bo niejednokrotnie dał nam popalić.

Tych czterech bramek w perspektywie plebiscytowej rywalizacji w żaden sposób nie da się zignorować, pominąć, zlekceważyć. No i nie brać pod uwagę; czy to w plebiscycie „France Football” czy to w jakimkolwiek innym.
Rzecz jasna, to wszystko zabawa, prestiżowa, ale jednak tylko zabawa, choć może wpływać na kolejne podwyższenie „wartości marketingowej” triumfatora, i tak już przecież niebotycznej. My możemy odczuwać coś na kształt satysfakcji, że mamy tego „Lewego” i dlatego nie zawahamy się użyć całej naszej dumy, by bronić jego prawa do najwyższych futbolowych zaszczytów.

To oczywiście kategoria żartów. Śmiertelnie poważną rzeczą jest natomiast to, jak Lewandowski kieruje swoją karierą i jak ją traktuje. To, że Bozia nie poskąpiła mu talentu, pozostaje poza wszelką dyskusją, ale to, jak on ten dar wykorzystuje, jest tematem samym w sobie. Mieści się w tym życiowa mądrość, wyrażająca się w pracowitości, pokorze, szeroko pojętej higienie życia, bez wątpienia też w doborze otoczenia, na czele z żoną. To po prostu piękny przykład budowania fundamentu sukcesu, bez tego nie byłoby „Lewego”, jakiego znamy.

Dowodzi tego i ten fakt, że mimo iż ma za sobą 30 urodziny, wciąż się rozwija. A przecież w nie tak dawnej przeszłości była to granica, poza którą niemal każdy sportowiec rozpoczynał okres w swojej karierze schyłkowy. U pana Roberta te „prawa wieku” zdają się nie odgrywać żadnej roli.

Czego mu brakuje, mimo fantastycznych statystyk? Ano tego, czego nie brakuje innym wielkim – spektakularnego sukcesu. Medalu na mistrzostwach świata czy Europy, triumfu w Lidze Mistrzów, w sumie tego, co naprawdę gwarantuje sportowcowi miejsce wśród największych.
Ale – patrząc na to, co i jak robi – może wszystko jeszcze przed nim? A jak przed nim, to i w pewnym sensie przed nami?

Komentarze