Z drugiej strony. Mecz o wszystko

Zwycięstwo z Argentyną zmieniło postrzeganie Arabii Saudyjskiej, ale nie mogło zmienić postrzegania tego meczu przez nas.


Chcąc wyjść z grupy, po prostu musimy go wygrać i z tym nie ma nawet co dyskutować. To mecz o wszystko. Trudno byłoby wierzyć w pokonanie Messiego i spółki, skoro wcześniej nie pokonało się ani Meksyku, ani Saudyjczyków.
To mecz o wszystko dla kadry, ale i Czesława Michniewicza, którego kontrakt wygasa z końcem roku. Pamiętamy doskonale, że w XXI wieku po mundialu tracił pracę każdy z polskich selekcjonerów – Jerzy Engel, Paweł Janas, Adam Nawałka – i Michniewicz zapewne nie chciałby podzielić ich losu.

* * *

Całkiem zasadne wydaje się pytanie, czy wyjście z grupy automatycznie powinno oznaczać dalsze trwanie kadry w takim kształcie. Wychodzę z założenia, że dla dobra piłki, dla dobra koniunktury, występ na mundialu jest niesamowicie istotny. Ale to, czy zagra się na nim 3, czy nawet 4 albo 5 meczów – nieco mniej, a już na pewno warto zastanowić się, czy ten mecz nr 4 warto uzyskać za wszelką cenę.

Przez media, społeczeństwo, przetoczyła się wielka krytyka stylu, w jakim osiągnęliśmy bezbramkowy remis z Meksykiem. Mówią, że świat się z nas śmieje i dziwi się, jak drużyna grająca tak prymitywny futbol znalazła się na mundialu. Wyliczamy zawstydzające statystyki naszej drużyny w zakresie kreacji, gry ofensywnej i łapiemy się za głowy. Jednocześnie patrzymy na Arabię, na Kanadę i zastanawiamy, dlaczego oni mogą grać ze znacznie silniejszymi przeciwnikami odważnie, a my okopujemy się w starciu z rywalem, któremu do światowej czołówki mimo wszystko dość daleko.

Dyskusja o stylu, sposobie gry, jest na inny czas. Pomundialowy. Wtedy może znajdą się władne osoby będące w stanie zainicjować merytoryczną debatę, w jaką stronę iść, co chcemy robić, a perspektywa eliminacji Euro 2024, w których zagramy z Czechami, Albanią, Mołdawią czy Wyspami Owczymi, wzmacnia przekonanie, że to może być moment na ponowne zdefiniowanie reprezentacji.

* * *

Teraz jest mundial i nie ma to sensu. Można tylko dziwić się… zdziwieniu. Było przecież wiadomym wszem i wobec, jak grają drużyny Michniewicza. Że – użyjmy jakiejś metafory – bliżej mu do osiedlowego krawca niż wybitnego projektanta mody, ale też jest w stanie klienta ciepło ubrać. Jeśli są zastrzeżenia, to powinny być kierowane nie do krawca, lecz tego, kto go wymyślił. A że inni prezentują się lepiej, wyglądają ładniej? Najważniejsze, by nie było nam zimno.
No i używając tej nomenklatury może nie patrzymy w lustro z największą przyjemnością, ale zimno przecież nie jest.

Trzy najważniejsze dotychczas mecze reprezentacji w 2022 roku to baraż ze Szwecją na Stadionie Śląskim, wyjazdowy bój z Walią o utrzymanie w Lidze Narodów oraz otwarcie MŚ z Meksykiem. Dwa zostały wygrane, jeden – zremisowany, w żadnym z nich kadra nie straciła gola. Łatwo można zestawić to z czasami Paulo Sousy. Jasne, byliśmy wtedy w stanie remisować z Hiszpanią czy Anglią po efektownej grze, ale cóż z tego, skoro finalnie pokonywaliśmy co najwyżej Albanię, a czyste konto mieliśmy problem zachować nawet z Andorą czy San Marino? Jeśli już wszyscy o tym zapomnieliśmy, to może warto odświeżyć sobie pamięć.


* * *

Dzisiejszego popołudnia na Education City Stadium jestem cholernie ciekawy. Gdy przypomnimy sobie te najistotniejsze zwycięskie spotkania drużyn Michniewicza – nie tylko w kadrze, ale też Legii – to toczyły się jednak z rywalami mocniejszymi, jak Slavia, Spartak, Leicester, Szwecja, Meksyk. Od Arabii – zwłaszcza że zwycięstwo z Argentyną okupiła kontuzjami – mimo wszystko to my musimy czuć się mocniejsi. To my jesteśmy na większym musiku, zainteresowani wyłącznie zwycięstwem. To oczywiste, że trzeba zagrać zupełnie inaczej niż z Meksykiem czy wcześniej przy Łazienkowskiej z Chile. Dużo ofensywniej, dużo mniej prymitywnie. „Arabia jest w glorii chwały, ale czasem gdy dolecisz w chmury, to ciężko wylądować. Mam nadzieję, że do soboty nie wylądują” – mówił Michniewicz zawodnikom w szatni tuż po remisie z Meksykiem. My nie lećmy w chmury, tylko stańmy w sobotę o 16.00 bez wstrętu przed lustrem. Do boju Polsko!


Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus