Z drugiej strony. Realizowane cele

Można powiedzieć i napisać, że reprezentacja Polski w 2022 roku krok po kroku, choć nie bez problemów i często z wiejącym wiatrem w twarz, realizuje swoje zadania.


Najpierw w marcu w kluczowym meczu o awans do finałów mistrzostw świata udało się pokonać na Stadionie Śląskim Szwecję i awansować na mundial w Katarze. Potem przyszły mecze w Lidze Nardów, gdzie zadanie było jasne i przejrzyste, jak cztery lata temu w pierwszej edycji tych rozgrywek: utrzymać się w elicie. W niedzielę wieczorem ten cel został zrealizowany.

Jasne, są narzekania i utyskiwania, że z Holandią było słabo, a z Walią wygraliśmy w dużej mierze dzięki dobrym interwencjom Wojciecha Szczęsnego, ale jakie to ma znaczenie? Liczy się ostateczny cel, a ten został osiągnięty. W piłce za wrażenie artystyczne punktów nikt nie rozdaje. Na pewno jest co poprawiać, szczególnie w środku pola, bo tam mamy braki, ale do mundialu w Katarze jest jeszcze parę tygodni.

Trzeba wierzyć, że forma wielu naszych reprezentantów pójdzie w górę. Zresztą mistrzostwa świata to taka impreza, że nikogo na nią nie trzeba mobilizować, a przypominanie o tym, że dla kilku naszych asów będzie to najprawdopodobniej ostatnia wielka impreza też nie ma tutaj sensu.

Jak się rzekło, są kolejne realizowane cele przez kadrę prowadzoną przez Czesława Michniewicza i pozostaje wierzyć i liczyć, że następne zadanie też będzie wykonane, a jest ono oczywiste: wyjście z grupy na mistrzostwach świata. Nie udało nam się od dawna, a konkretnie od 1986 roku, a więc od mundialu w Meksyku, gdzie zresztą do fazy pucharowej wyszliśmy trochę psim swędem z trzeciego miejsca w grupie, przed ostatnią w naszej tabeli Portugalią. Kolejne trzy gry w MŚ już w tym wieku kończyły się scenariuszem, który wszyscy znają i pamiętają czyli mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Oby teraz ponownie nie przyszło nam przerabiać tego scenariusza.

Po wygranej z Walią jakieś powody do optymizmu są. Selekcjoner ma ogarnięte tyły, a z przodu jest Lewandowski i kilku napastników do grania. Jest tam konkurencja. Oby podobnie było w linii środkowej. Po kontuzjach powinno wrócić kilku graczy, więc i tam może nie będzie tak źle. Pozytywne jest też to, że są w tej kadrze gracze, którzy po Katarze powinni zacząć ciągnąć reprezentacyjny wózek (Zalewski, Kiwior, Żurkowski). To ważne, bo przecież już w następną niedzielę 9 października poznamy swoich rywali w Euro 2024, które rozegrane zostanie na niemieckich boiskach.

Cztery lata temu kadra prowadzona przez Jerzego Brzęczka grała w swoim ostatnim meczu w Lidze Narodów z Portugalią w Guimares. Trzeba było tam co najmniej zremisować, żeby być rozstawionym w eliminacjach do Euro 2020. Cel udało się osiągnąć, bo był remis 1:1 po niezłej grze biało-czerwonych. Dzięki temu byliśmy losowani z pierwszego koszyka. Teraz jest podobnie. Wtedy w wyścigu o pierwszy koszyk wyprzedziliśmy Niemców, którzy byli w koszyku numer 2. Teraz znajdą się tam reprezentacje Anglii, która zaliczyła spadek z Dywizji A i Francja, która też nie bardzo radziła sobie w rozgrywkach Ligi Narodów.

Prawdziwy sprawdzian będzie miał jednak miejsce nie przy losowaniu Euro i przy tym, kto w jakim będzie koszyku, ale na boiskach w Katarze. Na ten turniej szykują się wszyscy możni, a my też jedziemy tam ze swoim konkretnym celem, oby jak przy awansie na mundial i w meczach LN udało się go zrealizować!


Fot. PressFocus