Z kozetki na boisko

Jeszcze w środku bieżącego tygodnia wyglądało na to, że na liście absencji znajdować się może blisko 10 zawodników Zagłębia. Dwaj z nich – Martin Toth i Szymon Pawłowski – mają to jak w banku, bowiem pauzują za nadmiar żółtych kartek. Reszta walczyła z czasem, by zdążyć uporać się z problemami zdrowotnymi przed potyczką o „sześć” punktów z płocczanami.

To tylko przykurcz

Efekty starań sztabu medycznego są bardzo obiecujące. Spośród piłkarzy, którzy w ostatnim czasie zmagali się z urazami, z gry na pewno wykluczony jest tylko Giorgi Iwaniszwili. Nie ma przeciwwskazań, by pozostali znaleźli się w meczowej osiemnastce. Szczególnie to istotne w przypadku Piotra Polczaka, który na środku defensywy zastąpić ma Totha. Tempo powrotu do pełni sił stopera z reprezentacyjną przeszłością jest imponujące. Przed niespełna miesiącem doznał pęknięcia kości w stopie i zanosiło się na to, że na murawie nie pojawi się aż do maja.

Do dyspozycji sztabu szkoleniowego są również Lukasz Gressak i Giorgi Gabedawa. Ten drugi nie dokończył w poprzedniej kolejce meczu w Białymstoku. Zszedł z boiska z kontuzją krótko przed przerwą. – Początkowo nie wyglądało to dobrze – mówi fizjoterapeuta Zagłębia, Marcel Płachta. – Zrobiliśmy mu jednak pełną diagnostykę i okazało się, że nie ma powodów do niepokoju. Jego dolegliwości były spowodowane prawdopodobnie bardzo silnym przykurczem.

Powrót po roku

Do rozgrywek ekstraklasy zgłoszony został wczoraj Martin Pribula, który liczy na debiut na tym szczeblu zmagań jeszcze w kwietniu. Czy stanie się to już w sobotni wieczór? Słowak długo rehabilitował się po powtórnej rekonwalescencji więzadła krzyżowego w kolanie. Po raz ostatni w pierwszym zespole Zagłębia wystąpił niemal dokładnie rok temu – 11 kwietnia 2018. W ostatnich tygodniach rwał się do gry. Na razie ma za sobą 45 minut w drużynie rezerw.

Przypomnijmy, że na pozycji Pribuli – czyli na lewej stronie pomocy – grywa obecnie Żarko Udoviczić. To w tej chwili najskuteczniejszy zawodnik beniaminka. W tym sezonie strzelił osiem goli i zaliczył tyle samo asyst.

Na co komu VAR

Sosnowiczanie będą sobie musieli poradzić bez trenera Valdasa Ivanauskasa. Litewski szkoleniowiec rozpocznie odbywanie kary dyskwalifikacji obejmującą dwie najbliższe serie gier. To efekt jego porywczości. W stolicy Podlasia po raz dugi w bieżących rozgrywkach został wyproszony na trybuny.

– Po naszej nieszczęśliwej porażce w Białymstoku jesteśmy dobrze przygotowani i pozytywnie nastawieni – zapewnia Ivanauskas, który na przedmeczową konferencję prasową zawitał w koszulce z napisem „ZVARiowani” i nadrukowaną postacią sędziego. – Myślę, że gdybyśmy mieli tę kadrę jesienią, to moglibyśmy teraz być w okolicy piątego miejsca. Ale walczymy nadal. Mam nadzieję, że nie jest za późno. VAR? Dobry sędzia VAR-u nie potrzebuje. W Lidze Mistrzów sprawdzane są tylko milimetrowe sytuacje. To niesamowite, ile VAR-ów było w tym sezonie przeciwko nam. A tu idzie o przeżycie…

Na zdjęciu: Od Piotra Polczaka zależeć ma jutro bardzo wiele… Zagłębie musi walczyć o byt w Lotto Ekstraklasie.

 

 

Komentarze