Z lamusa. Czarny koń z Rybnika

3 listopada 1974 roku w 1/16 Pucharu Polski doszło do jednej z największych niespodzianek w historii tych rozgrywek. Rezerwy rybnickiego ROW-u ograły u siebie – w Chwałowicach – wielką Legię.


To był najlepszy czas polskiej piłki. Ledwie kilka miesięcy wcześniej reprezentacja pod wodzą Kazimierza Górskiego była rewelacją na niemieckich boiskach, kończąc mundial na 3. miejscu. To był też świetny okres dla rybnickiej piłki, która do rozgrywek 1/8 Pucharu Polski była w stanie wprowadzić dwa swoje zespoły, pierwszy – grający w najwyższej klasie rozgrywkowej – i występujące w klasie wojewódzkiej rezerwy!

Jankowski stawiał na młodzież

Drużyna ROW II Rybnik prowadzona była przez wielką legendę Górnika Zabrze, Edwarda Jankowskiego. Ten były reprezentant Polski z klubem z Roosevelta zdobywał cztery tytuły mistrza Polski (1957, 1959, 1961 i 1963). Jest tym piłkarzem górniczej jedenastki, który jako pierwszy wpisał się na listę strzelców w rozgrywkach ekstraklasowych; było to 18 marca 1956 roku w derbach z Ruchem (3:1). Potem osiadł w Rybniku.

– Nie miał trenerskich papierów, ale na pracy szkoleniowca znał się jak nikt. Niesamowita i wspaniała osoba – wspomina „Janę”, jak na Jankowskiego wołano w Zabrzu, Zbigniew Gańczorz, zawodnik rezerw ROW-u, który miał przyjemność pracować z Jankowskim.

– Mieliśmy wtedy w zespole rezerw praktycznie samych młodych piłkarzy, 18-, 20-latków. Ja byłem rocznik 1954, inni w podobnym wieku albo jeszcze młodsi, jak Paweł Janduda, który trafił do nas ze Stadionu Śląskiego. Na ligowe mecze wysyłani byli do nas zawodnicy pierwszego zespołu, którzy w ekstraklasie nie grali. Jankowski jednak nie wstawiał ich do składu, wolał postawić na nas, na młodszych graczy – śmieje się Gańczorz.

Zbigniew Gańczorz był członkiem tamtej legandarnej drużyny. I ma co wspominać! Fot. Michał Zichlarz

Rezerwy ROW-u II Rybnik okazały się wielką rewelacją rozgrywek Pucharu Polski edycji 1974/75. Eliminowały kolejnych silnych ligowców, a przecież poziom – co pokazały mistrzostwa świata na zachodnioniemieckich boiskach – był u nas nieporównywalnie wyższy niż obecnie. Zresztą w tamtym czasie nawet zawodnicy w niższych ligach prowadzeni byli na fikcyjnych etatach w kopalniach czy innych zakładach. Opłacało się dobrze kopać piłkę.

Prowadzony przez Edwarda Jankowskiego ROW II Rybnik eliminował kolejnych rywali: BKS Bielsko, Górnik Jastrzębie czy Metal Kluczbork. To ostatnie spotkanie rozegrano już w 1/32 finału. Wygraną rybniczan 1:0 zapewniło trafienie 19-letniego wtedy Gańczorza.

– Mieliśmy wtedy świetną pakę. W ataku obok mnie byli Paweł Janduda i Zbyszek Zasiński. Paweł miał podobne warunki fizyczne jak ja, ale jednocześnie nieprzeciętne umiejętności strzeleckie. Piłka odbijała się od słupka, od rywala i spadała mu pod nogi. Wielki talent, a miał wtedy ledwie 18 lat. Zbyszek Zasiński był z kolei skrzydłowym. Też bardzo utalentowany, ale dobrze rozwijającą się karierę zatrzymała poważna kontuzja – złamał nogę. Byli też inni, jak mój serdeczny kolega Tadek Jakubczyk, „Bolo” Buchalik czy Heniek Grzonka, a także świetni pomocnicy Sebeszczyk czy Kaczmarczyk – opowiada Gańczorz.

Na chwałowickim żużlu

Wydawało się, że piękna przygoda rybniczan zakończy się na 1/16 finału. Rywalem była bowiem sama Legia. Z dzisiejszej perspektywy można rzec – absolutny hegemon w kraju jeśli chodzi o Puchar Polski. Na koncie legioniści mają aż 19 triumfów rywalizacji tysiąca drużyn. Nikt ich pod tym względem nie przebija. Drugi w tabeli wszech czasów Górnik Zabrze ma „ledwie” 6 triumfów.

Mecz z Legią rozegrano nie na głównym stadionie ROW-u przy ulicy Gliwickiej, a na żużlowym boisku w Chwałowicach, gdzie grały rezerwy. – Pewnie był to nasz atut. Przed meczem boisko było wałowane, tak że na początku wyglądało jak stół. Z czasem było ciężej po nim biegać – wspomina Gańczorz.

Do Rybnika Legia przyjechała z medalistami mistrzostw świata, z jednym z najlepszych wtedy skrzydłowych na świecie Robertem Gadochą czy świetnym pomocnikiem Lesławem Ćmikiewiczem. Byli też inni dobrzy zawodnicy, jak bramkarz Piotr Mowlik, Adam Topolski czy Stefan Białas. Zabrakło tylko kontuzjowanego kapitana i lidera zespołu Kazimierza Deyny.

Na żużlowym boisku w Chwałowicach – w meczach z rezerwami ROW-u Rybnik – nikomu nie było łatwo. Fot. Jerzy Bydliński

Mecz rozegrano 3 listopada 1974 roku. ROW II od początku odważnie atakował. – Trener Jankowski potrafił nas tak zmotywować, że nie czuliśmy strachu przed bardziej renomowanym rywalem. Może indywidualnie byliśmy słabsi od ligowców, z którymi się wtedy mierzyliśmy, ale jako całość byliśmy prawdziwą siłą. Pamiętam mecz z Lechem w ćwierćfinale, też oczywiście na boisku w Chwałowicach. Mieliśmy wówczas zwyczaj, że już na godzinę przed meczem siedzieliśmy w szatni.

Rywala z Poznania jeszcze nie było. Przychodzi trener Jankowski i mówi nam, że mamy z nim wyjść na zewnątrz. Szatnia była naprzeciwko bramy, którą się wchodziło na obiekt. Patrzymy i widzimy piłkarzy Lecha z… lodami, bo obok boiska była lodziarnia. Jankowski mówił do nas: „Patrzcie, godzina do meczu, a oni jedzą lody. To żadni profesjonaliści”. Tak nas wtedy motywował – opowiada młody wtedy napastnik ROW II Rybnik.

Ograli samą Legię!

Rybniczanie w meczu z Legią od początku atakowali, ale w bramce świetnie trzymał się pochodzący z Rybnika i uczący się wcześniej bramkarskiego fachu w ROW-ie Piotr Mowlik. Początek drugiej połowy to jednak popis młodych podopiecznych Edwarda Jankowskiego!

Tak okiem Stanisława Ochodka relacjonował te wydarzenia „Sport”:

Kolejne awanse rezerw ROW Rybnik w Pucharze Polski miał swój wydźwięk w mediach.

„W drugiej połowie górnicy jeszcze bardziej natarli, a na efekty nie trzeba było długo czekać. W 46 minucie Gańczorz bardzo przytomnie zagrał do nieobstawionego Sebeszczyka i piłka wylądowała w siatce gości. W kwadrans później Kaczmarczyk miękko wyegzekwował rzut różny – piłkę w wyskoku otrzymał na głowę Janduda i było 2:0.

Wreszcie w 70 minucie Buchalik dośrodkował piłkę, czubkiem buta dotknął jeszcze Gańczorz i sensacja gotowa! W zespole zwycięzców wszyscy zawodnicy przeszli samych siebie, a ich ambicja pozwala upatrywać w nich czarnego konia dalszych rozgrywek tegorocznej edycji PP” ..

W końcówce, głównie dzięki Gadosze Legia zdobyła dwa gole, ale ostatecznie strat nie zdołała odrobić. ROW II Rybnik ograł Legię 3:2 i awansował do 1/8 finału rozgrywek. Niewiele ponad dwa tygodnie później rybniczanie pokonali u siebie w Chwałowicach kolejnego rywala z ówczesnej ekstraklasy – wtedy I ligi – Polonię Bytom 1:0, po bramce Jandudy, a na początku grudnia 1974 roku odprawili z kwitkiem Lecha Poznań 2:1. Z „Kolejorzem” dwa gole ponownie strzelił niesamowity Paweł Janduda, syn Henryka – ligowca z AKS-u Chorzów, byłego reprezentanta Polski.

Postawili na pierwszy zespół

W półfinale i finale postawiono już nie na młodych chłopaków trenera Jankowskiego – choć kilku z nich grało w decydujących meczach, a na pierwszy, grający wtedy w najwyższej klasie rozgrywkowej zespół, który prowadził Józef Trepka. Ta drużyna odpadła wcześniej – po dogrywce w 1/8 finału – z ówczesnym drugoligowcem Stalą Rzeszów. Potem oba zespoły spotkały się w finale rozegranym 1 maja 1975 roku na stadionie Cracovii.

Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a w serii karnych lepsza była Stal (awansowała wtedy też do I ligi), która wygrała 3-2. – Być może gdyby postawiono wtedy na nas, na młodych chłopaków, to wygralibyśmy to spotkanie. Władze klubu z dyrektorem kopalni Chwałowice i kierujący ROW-em Tadeusz Oczko zdecydowali jednak inaczej – wspomina Gańczorz. Rybniczanom uciekła wtedy wielka szansa…


3 listopada 1974, 1/16 Pucharu Polski

ROW II Rybnik – Legia Warszawa 3:2 (0:0)

1:0 – Sebeszczyk, 46 min, 2:0 – Janduda (głową), 61 min, 3:0 – Gańczorz, 70 min, 3:1 – Kuzanowicz, 74 min, 3:2 – Gadocha (z wolnego), 88 min

ROW II: Fojcik – Śmietana, Żywica, Dobiasz, Jakubczyk – Buchalik, Sebeszczyk, Kaczmarczyk – Janduda (Jaświn), Gańczorz, Zasiński (Malcherek). Trener Edward JANKOWSKI.

LEGIA: Mowlik – Topolski, Ćmikiewicz, Cypka, Pacocha (Pieszko) – Tumiński, Białas, Nowak – Dąbrowski, Zb. Nowacki (Kuzanowicz), Gadocha. Trener Jaroslav VEJVODA.

Sędziował Mieczysław Wójcik (Kraków). Widzów: 2000.

Komentarze