Z Lamusa. Dwa razy po pięć

W polsko-austriackiej konfrontacji z reguły górą były kluby znad Wisły. Jak będzie w starciu Piasta z TSV Hartberg?


Historia rywalizacji pomiędzy klubami z Polski i z Austrii ma swoją bogatą historię. Dotychczas rozegrano aż 106 pucharowych meczów. Niektóre z nich przeszły do historii polskiej piłki, jak choćby starcie Widzewa z Rapidem o ćwierćfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w 1982 roku. Z kolei na Górnym Śląsku wielu pamięta błyskotliwą wygraną Odry Wodzisław we Wiedniu z utytułowaną Austrią aż 5:1! Teraz swoją własną pucharową historię piszą gliwiczanie.

Młynarczyk zniknął…

Historia pucharowych zmagań klubów z Polski i Austrii zaczęła się od innych śląskich jedenastek. W sezonie 1961/62 w Pucharze Intertoto grał Górnik Zabrze i Odra Opole. To była pierwsza edycja tych letnich potem rozgrywek, która wtedy zakończyła się triumfem Ajaksu Amsterdam. „Górnicy” mierzyli się w grupie z Wiener Sportclub. Jeden mecz przegrali 2:5, drugi wygrali 2:0. Do awansu z grupy 3 z pierwszego miejsca zabrakło ledwie punktu. Z kolei opolanie zagrali z Wiener AC. Skończyło się na porażce 1:4 i wygranej, jak w przypadku zabrzan, w stosunku 2:0.

20 lat później doszło do meczu, którzy starsi kibice dobrze zapamiętali. Widzew przystępował do rozgrywek w europejskich pucharach sezonu 1982/83 poważnie osłabiony, bo w drużynie nie było już jego lidera, Zbigniewa Bońka, który po mundialu w Hiszpanii przeniósł się do Juventusu Turyn. Po łatwym i planowym uporaniu się w I rundzie PEMK z maltańskim Hiberniansem (4:1, 3:1) w kolejnej rundzie los przydzielił widzewiakom silnego mistrza Austrii, jakim bez dwóch zdań był wtedy Rapid.

W składzie zespołu prowadzonego przez słynnego jugosłowiańskiego czy chorwackiego szkoleniowca Otto Baricia, którego sukcesów nie sposób podliczyć, nie brakowało piłkarzy wielkiego międzynarodowego formatu. Był przecież słynny Hans Krankl, jeden z najlepszych napastników w historii austriackiej piłki. Był też Czech Antonin Panenka, mistrz Europy 1976 roku. Byli też inni, jak wielokrotni reprezentanci Austrii Heribert Weber czy Bernd Krauss.

W pierwszym meczu we Wiedniu, rozegranym pod koniec października 1982 roku, było 2:1 dla Rapidu. Wiedeńczycy mogli wygrać wyżej, ale świetnie między słupkami spisywał się rezerwowy wtedy w Widzewie Henryk Bolesta. Gości raz ratował słupek, a raz poprzeczka. Na pomeczowej konferencji trener Barić mówił, że w Łodzi jego zespół strzeli dwa gole i będzie grał dalej. Trener łodzian Władysław Żmuda zachowywał spokój.

Przed meczem w Łodzi dwa tygodnie później do bramki wrócił już Józef Młynarczyk, który do stolicy Austrii nie pojechał bo wcześniej… zniknął na tydzień bez śladu! Jak można przeczytać w książce Marka Wawrzynowskiego „Wielki Widzew”, wszechwładny i świetnie zarządzający klubem Ludwik Sobolewski, na lata którego prezesury przypadają największe sukcesy łodzian – dwa mistrzostwa Polski, a przede wszystkim wspaniałe mecze w europejskich pucharach, dał się „ubłagać piłkarzom i chwilowo oszczędził ich kolegę, ale zapowiedział, że jeżeli Widzew nie awansuje, Młynarczyk zostanie bezterminowo zawieszony”. W rewanżu było więc o co grać!

Efektowny rajd Wragi

Zaczęło się wspaniale, bo po niewiele ponad dwóch kwadransach mistrz Polski prowadził już trzema bramkami! Na początku dwa razy do siatki trafił zwykle rezerwowy Paweł Woźniak, a w 29 minucie gola dołożył Zdzisław Rozborski, harujący w pomocy za dwóch. Koniec emocji? Gdzie tam! Na początku drugiej połowy wszystko obróciło się o 180 stopni. „Najlepsi reżyserzy nie podjęliby się prowadzenia tego spektaklu” – pisał w sprawozdaniu z tego spotkania w „Sporcie” redaktor Bogusław Kukuć. Co było dalej?

W meczu łodzian z „Zielono-Białymi” padło aż osiem goli.

„Do akcji wkroczył arbiter główny, który w 32 minucie odgwizdał karnego za prawidłowy wślizg Grębosza w piłkę spod nóg szarżującego Krankla. Panenka wykorzystał jedenastkę i zaczęła się nerwówka. Osiągnęła ona apogeum po wykorzystaniu prostopadłego podania przez Lainera, który pokonał Młynarczyka w 53 minucie meczu. Mistrz Austrii był panem sytuacji tylko przez 12 minut. I tu osłabiony mistrz Polski pokazał klasę. Po dośrodkowaniu z lewej strony, Surlit piorunującym uderzeniem w górny róg bramki podwyższył na 4-2. Stadion znów szalał ze szczęścia. Przyznać trzeba, że reakcja publiczności w najtrudniejszych momentach była wspaniała i uskrzydlała widzewiaków” – czytamy w „Sporcie”.

Ekstra emocji 10 tys. kibiców na stadionie i milionami przed telewizorami dostarczyła końcówka. „W 77 minucie rozegrał akcję Wraga, po której żaden spec nie uwierzyłby, że ma on zaledwie 19 lat. Nie zdecydował się na podanie do Filipczaka (boczny sędzia mógłby unieść chorągiewkę), ale sam z własnej połowy zdecydował się na rajd, po którym „wziął na plecy” interweniującego obrońcę i pokonał wybiegającego bramkarza strzelając do pustej bramki. 5-2 – tego Rapid nie spodziewał się w najczarniejszych snach!” – pisał red. Kukuć. Ostatecznie, po samobójczym trafieniu Grębosza w ostatnich minutach skończyło się na wyniku 5:3, który premiował łodzian.

„Sport” na pierwszej stronie gazety z dnia 4 listopada 1982 roku zamieścił wtedy oryginalny tytuł: „Łódzka… Juventus w „8” najlepszych Europy”. Nie było już w składzie Bońka, obrońcy Żmudy czy charakternego Pięty, byli za to inni. „Mistrz Polski z konieczności poważnie odmłodził zespół (stąd w tytule juventus – młodość) i trudno było oczekiwać, nawet po nikłej przegranej w Wiedniu, że w rewanżu poradzi sobie z 26-krotnym mistrzem Austrii. Poradził sobie i to w jakim stylu! (…) Kto wie, czy nie dojdzie nawet do potyczki łódzkiej „juventus” z… Juventusem Turyn? Ach cóż to byłby za mecz!”.

Prorocze były to słowa „Sportu”, bo do takiej potyczki tego łódzkiego „juventusu” z tym z Włoch doszło, ale już w półfinale PEMK edycji 1982/83, po drodze łodzianie wyeliminowali jeszcze – po kolejnych porywających meczach – sam Liverpool. Takie to były czasy polskiego klubowego futbolu, który teraz notowany jest na początku czwartej dziesiątki rankingu UEFA…

Odra gromi Austrię

Przy okazji tych polsko- austriackich konfrontacji przypomnijmy też mecz Odry Wodzisław w Pucharze Intertoto z Austrią Wiedeń. To spotkanie trzeci wtedy zespół ekstraklasy, który właśnie co przygotowywał się do swojego debiutu w europejskich pucharach, trochę jak teraz TSV Hartberg, grał na wyjeździe. Skończyło się na prawdziwym pogromie utytułowanego rywala. Pod wodzą Marcina Bochynka Odra triumfowała na wyjeździe aż 5:1! Bohaterem tamtego meczu był Krzysztof Zagórski, który zdobył hat-tricka. Pozostałe gole dla wodzisławian zdobywali Ryszard Wieczorek oraz Piotr Sowisz.

W lipcu 1997 roku Odra ograła Austrię we Wiedniu aż 5:1!

– Na pewno było to jedno z lepszych spotkań, które zagrałem. Na początku zdobyłem bramkę i wiadomo jak to się w takich sytuacjach dzieje, dostałem „powera” i grało mi się jeszcze lepiej. Rozegraliśmy tam świetny mecz, po którym wszyscy cieszyli się z wysokiej wygranej. Choć rywal nie zagrał wtedy może w najmocniejszym składzie, ale nas to nie obchodziło. Liczyło się to, jak zagraliśmy i jaki rezultat padł na boisku – opowiadał nam nie tak dawno Zagórski.

Kilka dni później Odra w swoim debiucie w Pucharze UEFA też triumfowała. Pokonała w meczu I rundy macedońską Pobedę Prilep 3:0. Efektowne zwycięstwo we Wiedniu do dziś traktowane jest w Wodzisławiu, jako jeden z najlepszych meczów w prawie stuletniej historii klubu.


Bilans rywalizacji

106 meczów rozegrały ze sobą kluby z Polski i z Austrii od początku pucharowej rywalizacji. Bilans jest korzystny dla nas, bo odnieśliśmy 53 zwycięstwa, 22 spotkania zakończyły się remisami, a 31 razy wygrywali rywale. W dziesięciu przypadkach awansowały dalej kluby z naszego kraju, pięć razy górą byli Austriacy. Jak będzie teraz w konfrontacji Piasta z TSV Hartberg?

Na zdjęciu: Taki oryginalny tytuł pojawił się w „Sporcie” po niesamowitym meczu Widzewa z Rapidem.

Komentarze