Z lamusa. Zaczęło się 100 lat temu!

25 kwietnia 1920 roku zainaugurowano rywalizację o mistrzostwo Polski. Triumfatora rozgrywek jednak nie wyłoniono…

W grudniu 1919 roku na zjeździe założycielskim w Warszawie powołano Polski Związek Piłki Nożnej. Wtedy też dokonano podziału rozgrywek w kraju, który jeszcze nie miał ustalonych granic, na 5 okręgów: krakowski, lwowski, łódzki, warszawski i poznański. W tym czasie, jeśli chodzi o piłkę nożną i sprawy organizacyjne, najwyżej stały ziemie dawnego zaboru austriackiego. Nic więc dziwnego, że na siedzibę władz nowego związku wybrano właśnie Kraków. Także regulamin rozgrywek o mistrzostwo Polski w sezonie 1920 zatwierdzono na podstawie projektu przygotowanego przez krakowskie kluby. Wiosną i wczesnym latem poszczególne okręgi miały wyłonić swoich mistrzów, którzy jesienią rywalizowaliby o mistrzostwo.

Rozgrywki o mistrzostwa poszczególnych okręgów nazwano „klasą A”, a jej zaplecze stanowiły drużyny rywalizujące w klasie B. I to właśnie w krakowskiej klasie B został rozegrany pierwszy oficjalny mecz w ramach rozgrywek prowadzonych przez PZPN. 18 kwietnia 1920 r. rezerwy Cracovii, przy niewielkiej ilości widzów, pokonały Wawel 3:1.

Reyman był już na froncie

Już tydzień później rozegrano pierwszy mecz, którego stawką było mistrzostwo Polski (dokładnie tego samego dnia rozpoczęła się polska ofensywa na Ukrainie w wojnie z bolszewikami). W krakowskiej klasie A rywalizowały wtedy drużyny Cracovii, Wisły oraz klubów mniejszości żydowskiej: Jutrzenki i Makkabi. 25 kwietnia, w najbliższą sobotę minie od tego wydarzenie dokładnie 100 lat, Cracovia na własnym boisku rozgromiła Jutrzenkę 8:0 (1:0). Pierwszą bramkę w dziejach rozgrywek zdobył w 35 minucie Adam Kogut (20 lat później, w kwietniu 1940 r. zostanie zamordowany w Katyniu). Po przerwie ten sam zawodnik trafił raz jeszcze, ale największy show zrobił lider pasów Józef Kałuża, zdobywając pozostałe sześć goli! Mecz rozegrano przy pięknej pogodzie i licznej publiczności, a sędziował, zresztą ponoć niezbyt dobrze, niejaki Zweig.

Taki był początek, ale jednym z najważniejszych wydarzeń rozgrywek 1920 r., budzącym zainteresowanie w całej Polsce, były pierwsze mistrzowskie Wielkie Derby Krakowa. Doszło do nich 13 maja, dzień przed rozpoczęciem bolszewickiej kontrofensywy na Białorusi. Zdecydowanym faworytem była Cracovia, przez wielu uważana wtedy za najlepszą polską drużynę. Na dodatek lider Wisły Henryk Reyman, jako zawodowy oficer był już w tym czasie na froncie. Debiut w rywalizacji o mistrzostwo Polski nie pozwalał kibicom „Białej gwiazdy” nawet na umiarkowany optymizm. Niespełna dwa tygodnie wcześniej Wiślacy niespodziewanie zremisowali bowiem bezbramkowo z Makkabi. Co prawda Cracovia także nie mogła wystawić swojego optymalnego składu, w którym oprócz Kałuży zabrakło Antoniego Poznańskiego. Ten ostatni był wtedy uważany za jednego z najlepszych polskich piłkarzy ery „przed związkowej”, podobno przymierzanego nawet do gry w reprezentacji Austro-Węgier. Przy okazji trzeba dodać, że był Poznański też pilotem wojskowym i jak na takiego przystało, pierwszorzędnym bon vivantem i playboyem. Żył szybko, kochał mocno, rok późnej zmarł w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku lotniczym.

Selekcjoner z gwizdkiem

Derby to jednak derby, tu logika i racjonalizm często nie mają zastosowania. „Pasy” właściwie miały przewagę, w rzutach rożnych było 9:1, ale w bramce Wisły dobrze i ze szczęściem spisywał się Michał Szubert, wspierany przez doświadczonych i zdecydowanych obrońców Andrzeja Bujaka i Wilhelma Cepurskiego. Grano wtedy ustawieniem 1-2-3-5, ale broniła dobrze cała bez mała drużyna, a jedna skuteczna akcja zapewniły Wiśle dwa punkty. W Cracovii słabo wypadł prawie cały przód. W tym meczu zadebiutował w walce o punkty BolesławKotapka, ale swojej szansy nie wykorzystał. Dopiero za rok stanie się filarem sukcesów „Pasów”.

Kontrowersje budziły też decyzje sędziego. Co ciekawe, tym razem był to Anglik George Henry Burford, który do Krakowa trafił jako trener mający przygotowywać naszą reprezentację do występu na olimpiadzie w Antwerpii. Do występu na igrzyskach olimpijskich w 1920 r. nie doszło, ale i tak poczet trenerów naszej reprezentacji powinien zaczynać się właśnie od jego osoby. A swoją drogą, gdyby tak dziś Jerzy Brzęczek gwizdał w meczu np. Legia – Wisła …

Po sensacyjnym rozstrzygnięciu w derbach, niektórzy już okrzyknęli Wisłę mistrzem okręgu. Nowy system rozgrywek zakładał jednak także rundę rewanżową. Zanim doszło do ponownego spotkania Cracovii z Wisłą, „Pasy” rozgromiły Makkabi na wyjeździe 5:0 oraz ponownie Jutrzenkę 9:0. Wisła zaś, co prawda pewnie pokonała Jutrzenkę 4:0, ale potem znowu nie poradziła sobie z Makkabi, tym razem nawet przegrywając 0:1. Tak więc spotkanie zaplanowane na 27 czerwca, gdy polskie oddziały od ponad dwóch tygodni cofały się na Ukrainie, decydowało o mistrzostwie okręgu.

Gintel jak Piszczek

Choć gospodarzem spotkania była Wisła, mecz rozgrywano na stadionie Cracovii. Tym razem „Pasy” wystawiły swój optymalny skład. Mimo, że spotkanie miało bardziej wyrównany przebieg niż pierwsze, Cracovia po dwóch bramkach Koguta, oraz po jednej Kałuży i Poznańskiego, pewnie wygrała 4:1. Duża w tym była zasługa defensywy „Pasów”: bramkarza Stefana Popiela oraz obrońców Stefana Fryca i Ludwika Gintela. Dalsze losy tego mającego żydowskie korzenie wychowanka Jutrzenki, przypominają trochę historię Łukasza Piszczka. Tylko na odwrót. Gintel przesunięty kilka lat później do formacji ofensywnej, w 1928 r. zostanie królem strzelców ligi. Mecz sędziował ponownie Burford, z takim samym skutkiem jak poprzednio. Złośliwy reporter „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” komentował: „…niektóre rozstrzygnięcia p. Burforda stają się dla Cracovii niebezpieczniejszemi aniżeli ataki czerwonych.”. Ostatnie mecze (Wisła – Jutrzenka 7:0 i Cracovia – Makkabi 2:0) były już tylko formalnością. Mistrzem okręgu została Cracovia.

Przeczytaj jeszcze: W białym płaszczu do błota

W okręgu lwowskim o mistrzostwo walczyły także cztery drużyny: Czarni i Pogoń ze Lwowa oraz Polonia Przemyśl i Rewera Stanisławów. Nie dość, że był to najbardziej wysunięty na wschód okręg, to rywalizację w nim rozpoczęto dopiero w czerwcu. Nic więc dziwnego, że zdążono rozegrać tylko dwa mecze. 6 czerwca w derbach Lwowa Pogoń pokonała Czarnych 3:1, a tydzień później Czarni rozgromili Polonię Przemyśl 6:0. W lipcu w jednej z gazet ukazała się następująca notatka. „I LKS „Czarni” zawiadamia, że praca na boisku została przerwana, ponieważ wszyscy członkowie zostali powołani przez swe oddziały wojskowe na front lub też zgłosili się do Armii Ochotniczej”.

Złamane żebro, uraz nerek…

Podobna sytuacja miała miejsce w wielu innych klubach. W okręgu łódzkim do klasy A zakwalifikowano cztery drużyny z Łodzi: ŁKS, Turystów, Szturm oraz ŁTSG (klub mniejszości niemieckiej), ale rozgrywek nawet nie zainaugurowano. Tak samo jak w okręgu warszawskim, gdzie do rywalizacji zgłoszono tylko dwa kluby: Polonię i Koronę (dwa lata później połączy się z Legią, która przejmie barwy Korony). Najdalej na zachód wysunięty był okręg poznański. Tam też zmagania niemal udało się doprowadzić do końca, bo rozegrano 16 z 20 meczów. Rywalizowały Warta Poznań, Unia Poznań, Posnania, Pogoń Poznań oraz Ostrovia Ostrów Wielkopolski. W Poznaniu wszystkie mecze rozgrywane były na dawno zapomnianym boisku przy tzw. placu Ciętym, na którym w 1929 r. zorganizowano Powszechną Wystawę Krajową. Walka o zwycięstwo toczyła się między Wartą i Unią. Kontakt z czołówką utrzymywała też Posnania. O zawziętości rywalizacji pierwszych dwóch wymienionych zespołów wymownie świadczy brutalne zagranie napastnika Warty, późniejszego reprezentanta Polski, Zbigniewa Nizińskiego, który tak kopnął (przypadkowo?) obrońcę Unii Kucharskiego, że ten musiał być zniesiony z boiska z urazem nerek i złamanym żebrem. Zmian wtedy nie było, więc Unia musiała kończyć mecz w dziesiątkę. Za to dochód z kolejnego spotkania tych drużyn przeznaczono na leczenie poszkodowanego piłkarza. Ostatni mecz w tej grupie rozegrano 1 sierpnia. Tego dnia bolszewicy zajęli Brześć.

Komu tytuł koło nosa?

Kontynuowanie rozgrywek w tej sytuacji przypominałoby… taniec na tonącym Titanicu. Na szczęście, choć mało kto już w to wierzył, położenie Polski nie było aż tak beznadziejne, jak słynnego transatlantyku po zderzeniu z górą lodową. Sytuacja odwróciła się niemal w ostatniej chwili, pod Warszawą, w połowie sierpnia 1920 roku.

Jeszcze trwała bitwa nad Niemnem, gdy piłkarze już wracali na boiska. 26 września rozegrano charytatywny mecz pomiędzy Wisłą Kraków, a Czarnymi Lwów, z którego dochód przeznaczono na fundusz „Straży mogił polskich bohaterów”. O wznowieniu rozgrywek mistrzowskich nikt jednak nie myślał. Komu więc pierwszy tytuł przeszedł koło nosa? Jeszcze w maju Jerzy Grabowski na łamach „Kuriera Polskiego” przewidywał, że do ostatecznej rozgrywki o tytuł wejdą Wisła, Warta, Polonia, Pogoń i ŁKS. Wiadomo, że w przypadku krakowskim się pomylił. Tak czy siak, na pierwszego piłkarskiego mistrza Polska musiała poczekać jeszcze rok…
Rafał Kubiak.

Jutrzenka w… żelaznych kleszczach

„Idealny dzień dla footballistów zgromadził olbrzymią liczbę zwolenników sportu piłkowego” – takimi słowami relację z pierwszego, historycznego spotkania na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce rozpoczął „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 116 z 28 kwietnia 1920 r. Podkreślono następnie, że „Pasy” nie mogły desygnować do gry wszystkich piłkarzy, ale… „Grę rozpoczęto od razu w silnem tempie tak, iż w pierwszych minutach piłka przenosiła się szybko dając niedoświadczonemu wrażenie o równości sił. Powoli uwidaczniała się przewaga Cracovii, która nie daje jej jednak pozytywnego rezultatu. Dopiero w 35 minucie strzela doskonale Kogut z passingu Kałuży. Mimo oblegania bramki Jutrzenki pozostaje do przerwy wynik 1:0. Po pauzie zaznacza się dopiero różnica klas obydwu klubów. Ambicya i temperament ustępują technice i treiningowi. Atak, a zwłaszcza doskonała pomoc białoczerwonych ujęły niemal w żelazne kleszcze drużynę Jutrzenki. Rozpoczyna się bombardowanie bramki utrudnione skupieniem się broniącej drużyny Jutrzenki , która tylko jeden raz zdołała podsunąć się do bramki białoczerwonych. Kontuzjowany zaraz po przerwie Kogut nie mógł wyzyskać swej umiejętności strzelania, tem więcej, że jego sąsiad z lewej strony niedomagał w zupełności. Doskonałe centry Dąbrowskiego stają się łupem Kałuży, który wspaniałymi strzałami uzyskuje sześć goali na korzyść swej drużyny. Znakomitym pomocnikiem okazała się Mielech, wykazując dobry start i zrozumienie gry. U Jutrzenki pracowały tyły starannie i niestrudzenie – atak zaś okazała się za słaby, by módz skutecznie walczyć z pomocą i obroną białoczerwonych” – pisownia niektórych słów może dziś zdecydowanie dziwić, ale pozostawiamy ją bez zmian.

Cracovia, to wiemy na pewno, zagrała w następującym składzie: Mieczysław Wiśniewski – Stefan Fryc, Kazimierz Grabowski – Stanisław Mielech, Stanisław Cikowski, Tadeusz Synowiec – Tadeusz Dąbrowski, Antoni Poznański, Józef Kałuża, Adam Kogut, Marian Majcherczyk. Na tamte czasy zawodnicy ci znajdowali się w gronie najlepszych piłkarzy w naszym kraju. Tylko czterech z nich (Grabowski, Dąbrowski, Poznański i Majcherczyk) nigdy nie wystąpiło w reprezentacji Polski. Niestety nie wiemy, a jakim składzie wystąpił w tym spotkaniu zespół Jutrzenki. Dziennikarze nie mieli w zwyczaju publikować wówczas meczowych zestawień…

Klasa A

Okręg krakowski

1. Cracovia 6 10 28:2
2. Wisła Kraków 6 7 13:5
3. Makkabi Kraków 6 6 5:8

4. Jutrzenka Kraków 6 1 1:32

Okręg lwowski

1. Czarni Lwów 2 2 7:3
2. Pogoń Lwów 1 2 3:1
3. Polonia Przemyśl 1 0 0:6
4. Rewera Stanisławów 0 0 0:0

Okręg poznański

1. Warta Poznań 6 10 30:4
2. Unia Poznań 7 9 10:17
3. Posnania Poznań 7 8 13:8
4. Pogoń Poznań 6 3 13:22
5. Ostrovia Ostrów Wlkp 6 2 0:15

W okręgach warszawskim i łódzkim rozgrywek nie rozpoczęto.

Klasa B, okręg krakowski

1. Cracovia II 10 20 47:3
2. Wisła II 10 13 27:16
3. Wawel Kraków 10 9 20:21
4. Podgórze Kraków 10 9 19:29
5. Makkabi II 10 5 14:28
6. Jutrzenka II 10 4 7:37

Na zdjęciu: Zespół Cracovii wygrał pierwszy mecz i całą krakowską klasę A w 1920 roku. Na pierwsze mistrzostwo Polski musiał jednak poczekać do 1920 roku…

Fot. Wikipedia. Dziesięciolecie Polski odrodzonej. Księga pamiątkowa. 1918–1928, Kraków–Warszawa: Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1928, s. 853.

Komentarze