Z wiarą i troską o komfort

Przed dzisiejszym meczem w Lubinie Jaga jest czwarta w tabeli, z klarowną przewagą nad grupą pościgową. W pewnym momencie – konkretnie po wysokiej porażce z Legią 0:3, którą poniosła w Warszawie 3 kwietnia – wiele wskazywało jednak, że posada Ireneusza Mamrota jest najbardziej gorąca w najwyższej lidze. Drużyna z Białegostoku grała o wiele gorzej niż jesienią, punktowała zdecydowanie poniżej oczekiwań i balansowała na granicy grupy mistrzowskiej i spadkowej. Tyle że kubeł zimnej wody przy Łazienkowskiej ożywczo podziałał na piłkarzy Jagi.

Nie ma sensu narzekać

– Jeśli w pięciu rozegranych później meczach odnieśliśmy cztery zwycięstwa i remis to nie mam prawa narzekać. Jasne że nie zawsze gramy jeszcze tak jak chcemy, z Cracovią bazowaliśmy przede wszystkim na dobrej organizacji gry, ale widać, że mentalnie zespół poszedł do góry. Widzę znacznie większą wiarę u zawodników – komentuje z dzisiejszej perspektywy nie bez satysfakcji Mamrot. – Nawet jeśli kłopotów nie brakuje, bo nasi czołowi zawodnicy mają drobne urazy i na pewno nie wszyscy wystąpią w Lubinie. Także z uwagi na fakt, że do rozegrania mamy w najbliższym czasie jeden mecz więcej od większości rywali.

To dodatkowe spotkanie to oczywiście finał Pucharu Polski, w którym wicemistrzowie Polski z ubiegłego sezonu – po wyeliminowaniu Miedzi Legnica – zmierzą się 2 maja z Lechią. Tyle że w lidze także zamierzają pilnować lokaty, która także będzie premiowana przepustką do europejskich rozgrywek.

Lepiej nie wracać do domu

W trosce o właściwą regenerację zawodników ekipa z Białegostoku po wtorkowym wyjazdowym meczu z Cracovią nie wracała do domu. Trener Mamrot zdecydował się na zorganizowanie – trzeciego już w obecnym roku kalendarzowym – niemal tygodniowego zgrupowania w trakcie rozgrywek.

– W rundzie finałowej mamy cztery wyjazdy i trzy spotkania u siebie, ale wcale nie uważam, żeby terminarz ułożył się nam najgorzej. To nawet dobrze, że teraz trafiły się dwa wyjazdy są z rzędu, bo gdyby po meczu z Cracovią trzeba było wracać na Podlasie, to pewnie w domach zawodnicy byliby o 7 rano. A w takiej sytuacji normalny odpoczynek przed kolejnym spotkaniem byłby zwyczajnie niemożliwy – ocenia szkoleniowiec Jagi. – Zostaliśmy zatem w Krakowie, mieliśmy odnowę biologiczną i noc przespaną w komfortowych warunkach. Regeneracja była więc pełniejsza niż gdyby trzeba było wracać do Białegostoku. To nasze trzecie zgrupowanie w bieżącym roku, nie licząc zimowego obozu. Na pewno nikomu jednak nie zaszkodzi.

Zagłębie nie ma nic do stracenia?

Krótki obóz może oczywiście tylko pomóc w newralgicznym punkcie sezonu. Tym bardziej, że trio sprowadzane zimą z Wisły Kraków – Zoran Arsenić, Jesus Imaz, Martin Kostal – dopiero od niedawnego przełomu z początku kwietnia daje Jagiellonii tyle, ile w Białymstoku spodziewano się dokonując tych transferów. Nie dziwne więc, że szkoleniowiec Dumy Podlasia w Lubinie nastawia się na punktową zdobycz. Nie lekceważy jednak przeciwnika.

– Patrząc na grę Zagłębia, trudno nie dostrzec, że ten zespół bazuje na starannie wyćwiczonych schematach i ma dużą pewność siebie. Piłkarze potrafią grać na luzie, widać, że się nie boją. Pewnie także dlatego, że nie mają szczególnie wielkiej presji, a także nic do stracenia. Wciąż przecież uczestniczą w wyścigu po czwarte miejsce – analizuje rywala Mamrot. – Spodziewam się po gospodarzach maksymalnej koncentracji. To fakt, że w Gliwicach Zagłębie przegrało, mimo że przez większość spotkania miało na boisku przewagę zawodnika. Nie sądzę jednak, aby to odbiło się na psychice lubińskich piłkarzy. Piłkę posiadali znacznie dłużej od przeciwników z Piasta, więc się nie nabiegali i nie powinni być zmęczeni.

 

Na zdjęciu: Odkąd Jesus Imaz zaczął grać na miarę oczekiwań, trener i zawodnicy Jagiellonii mają coraz więcej powodów do radości.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze