Zagłębie Sosnowiec. Dążą do powtarzalności

Po dwóch kolejnych zwycięstwach sosnowiczanie na niedzielny mecz z Widzewem udadzą się w dobrych nastrojach.


Sosnowiczanie najpierw pokonali na Ludowym Arkę, a następnie w zaległym starciu Chrobrego i wykaraskali się ze strefy spadkowej. W meczu z ekipą z Głogowa już do przerwy prowadzili 3:0 i zanosiło się na mecz bez historii, ale goście dzięki dwóm trafieniom doprowadzili di nerwowej końcówki.

– Emocji w tym meczu było sporo, patrząc z naszej perspektywy, były to emocje zarówno pozytywne, jak i negatywne. Chcemy, aby cechowała nas powtarzalność. W pierwszej połowie graliśmy tak, jak tego oczekujemy, myśląc o dyscyplinie i celach krótkoterminowych, żeby szukać punktów. I za te pierwsze czterdzieści pięć minut piłkarzom należą się brawa. Zanosiło się, że będzie to bardzo udany wieczór, ale sami nieco popsuliśmy sobie humory drugą połową. Wygraliśmy ostatecznie, ale zdajemy sobie sprawę, że tak grać nie możemy. Mam nadzieję, że będzie to nauczka. To, że prowadzi się 3:0 do przerwy, to nie znaczy, że już się wygrało, że jest już po meczu. Przeciwnik bardzo dobrze zareagował na wydarzenia na boisku, a my nie odbiliśmy piłeczki. Zespół popełnił błędy i dobrze o tym wie. Finał jest dla nas dobry, mamy kolejne trzy punkty i złapaliśmy możliwość dłuższej serii – skomentował mecz z Chrobrym szkoleniowiec Zagłębia, Artur Skowronek.

Teraz przed ekipą z Sosnowca wyjazd na mecz z wiceliderem. Mimo że oba zespoły dzieli w tabeli spora różnica punktowa, to goście nie stoją na straconej pozycji. Zagłębie lepiej czuje się w kontrataku, a w niedzielny wieczór zapewne to Widzew będzie prowadził grę. Sosnowiczanie poszukają swoich szans w kontrataku, a że w dobrej dyspozycji są zarówno skrzydłowi – Maksymilian Banaszewski oraz Szymon Pawłowski podzielili się łupem bramkowym w ostatnim meczu – jak i Szymon Sobczak, który co prawda przeciwko Chrobremu gola nie strzelił, ale zaliczył za to asystę przy pierwszym trafieniu Pawłowskiego, to niespodzianki w Łodzi nie jest wykluczona.


Fot. Tomasz Kudala / PressFocus



Komentarze