Zagłębie Sosnowiec. Rywal im leży

Piłkarze Stomilu w Sosnowcu meczu o punkty jeszcze nigdy nie wygrali. Zespół Krzysztofa Dębka w niedzielę zrobi wszystko, aby taki stan rzeczy się utrzymał.


Po remisie w Tychach w czwartkowym starciu z GKS-em w ekipie z Sosnowca panuje spory niedosyt. Wprawdzie Zagłębie w drugiej połowie grało słabiej od rywala, ale stracona bramka – a co za tym idzie punkty – w doliczonym czasie gry zawsze bolą.

Ale te okoliczności…

– Wywieźliśmy punkt z trudnego terenu, ale te okoliczności… To był trudny start, szczególnie że nie zagraliśmy żadnego zewnętrznego sparingu. Długa przerwa pokazała, gdzie leży problem. Pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu, mieliśmy kilka sytuacji, potem był karny i bramka.

W drugiej połowie zagraliśmy gorzej, mieliśmy problemy z konstruowaniem akcji i posiadaniem piłki. Przewaga tyszan była przygniatająca, zasłużyli na tę bramkę. Niemniej jednak taka strata boli – podkreśla szkoleniowiec Zagłębia.

– Z pewnością nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Dobrze to wyglądało w defensywie, bo nie pozwalaliśmy na za dużo przeciwnikowi. Szkoda tej końcówki, bo mieliśmy dwie dobre akcje, aby zamknąć to spotkanie – dodaje kapitan sosnowiczan, Szymon Pawłowski.

Mularczyk już im strzelał

Na rozmyślania i oglądanie się za siebie nie ma jednak już czasu, bo w niedzielę kolejne starcie.

Na Ludowy zawita ekipa z Olsztyna, która wyjątkowo „leży” Zagłębiakom. Z dziewięciu rozegranych do tej pory ligowych meczów olsztynianie tylko raz zdołali pokonać sosnowiczan i było to bardzo dawno temu, bo w latach 80. ubiegłego wieku.

Na Ludowym Zagłębie czterokrotnie podejmowało Stomil i trzy mecze zakończyły się wygraną. Ostatni raz w Sosnowcu oba zespoły spotkały się 22 października 2017 roku. Wówczas miejscowi wygrali aż 5:1, a jedną z bramek zdobył Patryk Mularczyk. Pomocnik sosnowiczan oraz Tomasz Nawotka to jedyni gracze aktualnie występujący w Sosnowcu, którzy wówczas zagrali.


Czytaj jeszcze: Połowiczne świętowanie prezesa


Tym razem Nawotka najprawdopodobniej nie będzie mógł pomóc kolegom. Wszystko przez kontuzję biodra, która wykluczyła go z udziału w starciu z GKS-em Tychy.

– Pojawił się spory krwiak. Nie jest to groźne, ale lepiej dmuchać na zimne i wyleczyć w pełni, stąd przeciwko Stomilowi raczej nie wystąpię – mówi Nawotka, którego na prawej stronie pomocy zastąpił w czwartek Mateusz Szwed. Do składu wraca z kolei Wojciech Słomka, który odcierpiał już karę za nadmiar żółtych kartek.

W Tychach zastąpił go niespodziewanie na lewej obronie Markas Beneta, nominalny prawy obrońca, który wskoczył w miejsce Słomki, a jego pozycję niespodziewanie zajął Dawid Ryndak, dla którego był to pierwszy ligowy mecz od września ubiegłego roku.

Przeciwko GKS-owi sosnowiecka defensywa kierowana przez Piotra Polczaka spisała się więcej niż poprawnie i niewykluczone, że do zmian w tej formacji nie dojdzie.

Wiktor, syn Andrzeja

Statystyki przedmeczowe przemawiają za Zagłębiem, ale sosnowiczanie muszą pamiętać, że Stomil na Ludowym wygrać potrafił. 11 września 2002 roku w rozgrywkach Pucharu Polski goście ze stolicy Warmii wygrali wówczas 3:1, a jedną z bramek zdobył Grzegorz Lech, który do siatki Zagłębia trafił także w meczu rundy jesiennej tego sezonu.

Pierwszego meczu obu drużyn w tym sezonie Lech nie wspomina jednak dobrze, bo jego zespół uległ Zagłębiu 1:3, a Lech przy stanie 1:1 nie strzelił rzutu karnego. Jego strzał obronił Matko Perdijić.

Z ciekawostek warto jeszcze zwrócić uwagę, że w meczu rozegranym w 2002 roku wystąpił w barwach Stomilu Andrzej Biedrzycki, którego syn Wiktor dziś broni barw olsztyńskiego klubu. Początek meczu na Ludowym w niedzielę o godz. 12.40.

Na zdjęciu: Patryk Mularczyk już wie, jak smakuje bramka strzelona Stomilowi.

Fot. Norbert Barczyk/Pressfocus

Komentarze