„Zgani” powiedział dość

Popularny „Zgani” w piątek skończył 36 lat. Od 1,5 roku występował w APN Odra Wodzisław, z którą awansował do IV ligi. W sierpniu nabawił się poważnej kontuzji wiązadeł i prawie w ogóle nie grał. Teraz postanowił zrezygnować z gry. Jak wyglądała jego kariera?

Przystanek 1: Gorzyce

Na piłkarskie mecze jeździłem już jako kilkulatek. Nie mogło być inaczej, bo tata Marian był piłkarzem LKS Czarni Gorzyce, klubu grającego wtedy w A-klasie. Był napastnikiem, bardzo szybkim. Teraz jest w klubie gospodarzem. Zresztą nasz dom sąsiaduje z boiskiem w Gorzycach. Sam zacząłem jako dziesięciolatek. Po kilku latach byłem już w innym klubie.

Przystanek 2: Wodzisław

Do trampkarzy Odry trafiłem wypatrzony przez trenera Józefa Szczepaniaka, byłego ligowego piłkarza wodzisławskiej jedenastki. Potem trenowałem tam jeszcze u trenerów Bronisława Majcherka oraz Romana Zielińskiego. Z tym drugim zdobyliśmy mistrzostwo Śląska. W decydującym meczu w Łaziskach Górnych pokonaliśmy Górnika Zabrze, a ja strzeliłem zwycięską bramkę. Pojechałem tam grać wprost z turnieju w Gorzyczkach. Wtedy nierzadko grywało się po dwa mecze w ciągu dnia.

Kiedy skończyłem ósmą klasę, w dzień po komersie w domu w Gorzycach pojawił się Adam Nawałka. Miałem trafić do Wisły. Pojechałem nawet do Krakowa, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Oferowali długą, bo dziesięcioletnią umowę. To było za długo. Adam Nawałka odpowiadał wtedy za młodzież w klubie, a było to w okresie, kiedy w Wiśle byli bracia Brożek czy Kamil Kuzera.

Przystanek 3: Zabrze i Opole

Po szkole podstawowej trafiłem do SMS Zabrze. Tam trenowałem, a grałem w Czarnych. Gdzieś musiałem grać, bo trener kadry juniorów Michał Globisz mówił, że jak nie będę miał klubu, to nie będzie mnie powoływał. Jak miałem 16 lat, to trafiłem z kolei do Odry Opole. Tam skierowali mnie moi menedżerowie, Janusz Pontus i Zbigniew Grześ, prezes Czarnych. Grałem w trzecioligowych rezerwach. W pierwszym zespole występował Andrzej Niedzielan. Nie byłem tam jednak długo, bo tylko parę miesięcy.

Przystanek 4: Warszawa

Latem 2001 roku pojechałem na testy do Polonii Warszawa. Było nas tam na sprawdzianach chyba z pięćdziesięciu. Ze wspólnych treningów pamiętam bramkarza Andrzeja Krzysztalowicza czy napastnika Tomasza Moskala. Trenowali też inni jak Maciej Bykowski czy Arkadiusz Bąk. Na treningi dojeżdżaliśmy z Konstancina. Niewiele z tych sprawdzianów wyszło i wróciłem do domu. Nie wiem, czy menedżerowie z działaczami się nie dogadali, ale z gry w Polonii nic nie wyszło.

– Mariusz wrócił do domu, rzucił torbą w kąt i powiedział, że ma wszystkiego dosyć, że nie chce już grać – wspomina mama piłkarza, pani Małgorzata Zganiacz.

Z mamą Małgorzatą, najwierniejszym kibicem od początku. Fot. Michał Zichlarz

Okazało się jednak, że temat gry w Warszawie dalej jest aktualny. Pomógł mi wtedy inny menedżer Jarosław Kołakowski i skierował do Legii. Trafiłem do trzecioligowych rezerw. Kiedy dostałem pierwszą wypłatę, nie było tego wiele, chyba z tysiąc złotych, to zaprosiłem dziewczynę do restauracji. Niestety, ktoś ukradł mi tam portfel i zostałem bez kasy. Klub pomógł, wypłacili mi pieniądze jeszcze raz. Swoje bloczki na obiady dał mi z kolei Aleksandar Vuković, bo jedliśmy wtedy na „Torwarze”. W rezerwach Legii zaprzyjaźniłem się z Andrzejem Błędowskim, był wtedy kierownikiem rezerw. Teraz jest szanowanym adwokatem. Po tym, jak przestałem grać, zamierzam go w Warszawie odwiedzić, bo przez te lata utrzymywaliśmy stały kontakt.

Przystanek 5: debiut w ekstraklasie

Czekałem na niego do 3 sierpnia 2002 roku. Pamiętna data, bo to dzień urodzin mojego brata Dominika. Wszedłem wtedy w końcówce meczu w Grodzisku z Dyskoblią (wszedł na boisko za Dariusza Dudka w 86 minucie – przyp. red.). W zespole byli tacy piłkarze jak Vuković, Magiera, Jóźwiak, Yahaya, Svitlica. Boruc był wtedy trzecim bramkarzem. W końcówce po akcji z moim udziałem zdobyliśmy bramkę i mecz skończył się remisem 3:3.

Miałem wtedy 18 lat. Będąc tam, mocno można było liczyć na pomoc choćby Jacka Magiery. To on, jak trzeba było, pomagał młodszym, choćby na zgrupowaniach, w tym i mnie. Także jednak i inni, jak Vuković, służyli radą i wsparciem. Jak grało się i trenowało pod okiem trenera Okuki? Ciężko. Nie było wtedy pasków, sport testerów. Robiło się tyle, co wszyscy na treningach. Do tego trener Okuka nie miał do końca przekonania do młodych graczy.

Przystanek 6: Nowy Dwór Mazowiecki

Żeby więcej grać latem 2003 roku zostałem wypożyczony do Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, który akurat co awansował do ekstraklasy. Zależało mi przede wszystkim na graniu, więc nie miałem problemów z przejściem do tej drużyny. Trenerem był Miroslav Copjak. Potem zmienił go Janusz Wójcik. To w tym klubie zdobyłem swojego pierwszego gola na ekstraklasowych boiskach. Trafiłem w mecz z Górnikiem Łęczna, który wygraliśmy 1:0. Mojej radości nie było z tego powodu końca, cieszyłem się jak dziecko. To było w jednym z tych meczów, kiedy ważył się losy utrzymania. Po kilku latach wyszło na jaw, że spotkanie było ustawione. Jeździłem nawet z tego powodu do Prokuratury do Wrocławia zeznawać w tej sprawie. O niczym oczywiście nie miałem pojęcia, ale taka była wtedy ligowa rzeczywistość. Po roku grania w Świcie i po tym, jak nie udało się utrzymać w gronie najlepszych, wróciłem do Warszawy. W Legii trenerem był Dariusz Kubicki. Powiedział mi wprost, że nie będę miał szans na granie. W tej sytuacji postanowiłem skorzystać z propozycji Odry.

Przystanek 7: Wodzisław po raz drugi

W czerwcu 2005 roku, po zakończeniu ligowego sezonu, przyszło nam grać mecze barażowe o utrzymanie się w ekstraklasie z Widzewem. W pierwszym meczu w Łodzi zdobyłem w końcówce dwie bramki, wygraliśmy 3:1. Czy był to mój najlepszy mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej? Trudno mi powiedzieć. Na pewno był bardzo ważny dla wodzisławskiej piłki, bo zdołaliśmy się utrzymać wśród najlepszych.

Grając w Wodzisławiu, miałem okazje pracy z dwoma późniejszymi selekcjonerami, trenerem Smudą i Fornalikiem. Jak przyszedł trener Smuda, to powiedział mi, że jestem za niski. Potem jednak wszystko się zmieniło. Swoją grą przekonałem go do siebie. Nic już później nie mówił i nie komentował, nie miał powodów. Co do trenera Fornalika, to trzeba powiedzieć, że miał bardzo dobry warsztat. Piłkarskie treningi były bardzo urozmaicone, dobrze się wtedy trenowało. Jednak pod tym względem jeszcze wyżej cenię trenera Wieczorka.

Przystanek 8: Kielce

To dzięki niemu trafiłem potem do Korony. Z Ryśkiem Wieczorkiem nasze losy przeplatały się w sumie cztery razy, Odra, Korona, potem Piast i na zakończenie ponownie wodzisławska Odra. U niego te zajęcia były jeszcze bardziej urozmaicone, żaden z piłkarzy nie mógł narzekać. W sezonie 2006/07 strzeliłem dla Korony pięć bramek. Byłem czołowym strzelcem drużyny. Mieliśmy bardzo dobry zespół. Trafiłem tam razem z Marcinem Robakiem. To zresztą jeden z tych napastników, z którym się najlepiej grało. Do tej grupy muszę też zaliczyć takich zawodników jak Kucharski, Svitlica. Oni mieli w sobie coś takiego, że piłka szukała ich w polu karnym.
W Kielcach bardzo dobrze się czułem, dobrze się tam grało i żyło. Trzymałem się z takimi zawodnikami jak Marcin Kaczmarek, Marcin Drzymont czy Hermes. Świetny dla mnie czas oraz okres.

Przystanek 9: reprezentacja

Jeśli chodzi o występy w różnych juniorskich czy młodzieżowej reprezentacji Polski, to tych wszystkich występów jest pewnie z ponad dziewięćdziesiąt. W niektórych meczach byłem kapitanem. Powoływali mnie do kadry tacy szkoleniowcy jak trener Słabik, Globisz, Żmuda, Klejndinst. Na pewno brakuje jednak tej pierwszej reprezentacji. Wielu z moich kolegów ma na swoim koncie debiut w seniorskiej kadrze, jak choćby Tomek Nowak, który w czasie kiedy grałem, był rezerwowym w juniorskich kadrach. Nie mówię już o innych, z którymi grałem, jak Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski, Łukasz Fabiański. Najbliżej kadry byłem w czasie, kiedy grałem w Kielcach. Wtedy jednak ówczesny selekcjoner Leo Beenhakker powiedział, że dopóki nie zetnę tych swoich blond włosów, to mnie nie powoła. Włosów nie ściąłem, no i powołania nie było. Czy mogło być inaczej? Sam się nad tym zastanawiam. Czegoś zabrakło. Może łutu szczęścia. Tak to jednak czasami w piłkarskim życiu jest.

W młodzieżowej reprezentacji Polski. Od lewej (górny rząd): Fabiański, Telichowski, Trałka, Piszczek, Wojtkowiak, Kucharski. Dolny rząd: Rzeźniczak, Plizga, Zganiacz, Błaszczykowski, Bartczak.Fot. Archiwum

Przystanek 10: Gliwice

Zimą 2010 roku, po okresie gry w Kielcach, miałem propozycję gry z dwóch klubów z Górnego Śląska, z Odry i Piasta, oba broniły się przed spadkiem. Dzwonił do mnie trener Dudek, wtedy asystent Marcina Brosza w Wodzisławiu. W Piaście pracował jednak Ryszard Wieczorek i to tam postanowiłem iść. Niestety, nie zdołaliśmy się utrzymać, Odra zresztą też nie. Zostałem w Gliwicach, gdzie akurat trafił trener Brosz. Przez te trzy lata tam sporo osiągnęliśmy, bo najpierw udało się wywalczyć awans do ekstraklasy, a potem miejsce dające grę w europejskich pucharach, po raz pierwszy w historii klubu z Gliwic. Moja końcówka w Piaście nie była jednak taka, jakbym chciał. Zaczęły się pojawiać kontuzje, zacząłem mniej grać. Do tego w klubie pojawiła się grupa hiszpańskich zawodników, na których trener Brosz mocno stawiał. Był Alvaro, Ruben, Martinez. Pożegnano się tam ze mną niezbyt elegancko. Od trenera odpowiedzialnego za przygotowanie fizyczne dostałem informację e-mailem, że mam się stawić na treningu rezerw.

Przystanek 11: Tychy i Rybnik

Trafiłem do pierwszoligowego wówczas GKS Tychy. Początek był dobry. Grało mi się nieźle, ale potem znowu zaczęły się przytrafiać urazy. Jako młody chłopak goniłem z jednego miejsca, na drugie. Grało się mecz za meczem, człowiek się nie oszczędzał. Do tego dochodziły zawody lekkoatletyczne. Biegało się na 100 i tysiąc metrów. Nie było zmiłowania. Może to było potem przyczyną tego, że zaczęły się pojawiać urazy i grałem mniej? Grając w Tychach, dwa razy miałem problem z kolanem. W lewym był problem z więzadłami pobocznymi, na szczęście odbyło się bez zabiegu. Potem kolejny uraz kolana. Był to dla mnie trudny czas. W końcu trafiłem do drugoligowego Rybnika, a stamtąd ponownie do Wodzisławia.

Przystanek 12: Odra po raz trzeci

W sezonie 2018/19 wywalczyliśmy awans do IV ligi. Były nadzieje przed nowym sezonem, ale dla mnie wszystko skończyło się w pierwszym meczu bieżących rozgrywek. W meczu z Czańcem nabawiłem się bardzo poważnej kontuzji. Było to pierwsze spotkanie sezonu. Wybijałem piłkę, a w moje kolano z impetem wbiegł zawodnik rywala. No i nieszczęście dla mnie, bo naderwałem więzadła krzyżowe. Obyło się bez operacji, ale jeszcze dotąd odczuwa skutki tego wejścia. Ostatnio w sklepie noga, jakby mi uciekła, aż zrobiło mi się gorąco. Jak mocniej pobiegam, to też odczuwam jeszcze ból. Stąd decyzja o tym, żeby zakończyć karierę. Czy definitywnie? Namawiają mnie działacze Czarnych Gorzyce, żeby im pomóc w lidze okręgowej, ale na razie nie spieszę się z podjęciem decyzji. Najpierw muszę się całkiem wyleczyć, odpocząć od wszystkiego, a potem jeszcze zobaczę. Jakbym miał gdzieś grać, to albo w Gorzycach, gdzie zaczynałem, albo w… Odrze.

Przystanek 13: przyszłość

Teraz mam więcej czasu dla rodziny, żony Oli i pięcioletniej córki Amelii. Będzie też okazja do odwiedzenia znajomych czy przyjaciół, choćby Andrzeja Błędowskiego w Warszawie. Na to planuję poświęcić czas. Chcę pojeździć po miejscach, gdzie grałem, pojechać do Warszawy, Kielc. Potem zobaczę. Kiedy grałem w Odrze, to trenowałem trampkarzy, rocznik 2008-2009. Fajna praca. Mam zresztą trenerskie papiery UEFA B. Wszystko wyrobiłem, jak jeszcze grałem w Piaście. Niewykluczone, że będę trenował w jakimś klubie młodych graczy albo że sam założę swoją szkółkę, bo taki pomysł też jest, ale na razie daję sobie na wszystko czas.

MARIUSZ ZGANIACZ

Data urodzenia: 31 stycznia 1984 rok

Miejsce urodzenia: Wodzisław Śl.

Pozycja na boisku: środkowy pomocnik

Kariera piłkarska: Czarni Gorzyce, Odra Wodzisław, SMS Zabrze, Odra Opole, Legia Warszawa, Świt Nowy Dwór Mazowiecki, Odra Wodzisław, Korona Kielce, Piast Gliwice, GKS Tychy, ROW 1964 Rybnik, APN Odra Wodzisław.

Mecze/gole w ekstraklasie: 177/12.

Na zdjęciu: Mariusz Zganiacz przez lata błyszczał w barwach Korony Kielce.

Komentarze