Zobacz
Do góry

GKS Katowice. Dustin Watten to weganin z wyboru

Wierzymy naiwnie, że jest sporo rzeczy, które możemy kontrolować, ale tak nie jest. Dopiero jak to zrozumiemy, możemy być szczęśliwi – twierdzi Dustin Watten, libero GKS-u Katowice.

 

Amerykanin to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych postaci PlusLigi. Polskiej publiczności dał się poznać kilka lat temu podczas występów w drużynie Cerradu Czarnych Radom. Od bieżących rozgrywek występuje w barwach GKS-u Katowice.

33-letni zawodnik zaraża swoim optymizmem, porywa publiczność na trybunach podczas spotkań i wchodzi z nią w interakcję. Na co dzień medytuje, uprawia jogę i z niesamowitą chęcią niesie bezinteresowną pomoc innym. Promuje też zdrowy styl życia i weganizm, na który przeszedł kilka lat temu.

Budowanie ego

Watten nie zawsze jednak prowadził życie, które cechuje profesjonalnego sportowca. W czasach młodości nie stronił od imprez, używek, a najbardziej liczyło się to, jak jest postrzegany przez innych.

– W czasach college’u liczyło się dla mnie tylko to, by wszystko gładko się toczyło i budowało moje ego. Bycie doskonałym sportowcem, podziwianie przez innych, dostanie się do kadry USA, względy u kobiet – wierzyłem, że to wszystko będę miał. Tą świadomością budowałem swoje ego – przyznał Amerykanin w jednej z rozmów przeprowadzonych przez klubową telewizję.

– To zaczęło się zmieniać podczas mojego trzeciego roku gry za granicą, gdy występowałem we francuskiej b-lidze. Zacząłem czytać wtedy wiele książek o nastawieniu i psychologii w sporcie. Rok wcześniej w Finlandii nie grałem dobrze, tak samo jak cała moja drużyna i bałem się, że to może być początek końca mojej kariery. Wtedy naprawdę się wystraszyłem – dodał.

Książka, która zmieniła życie

Przełomowy moment w życiu nastąpił w samolocie lecącym z Europy do Kalifornii, w której się wychował. – W samolocie zacząłem przeglądać książki, które wpadły mi w ręce, ale odrzucałem je z nudów po kilku stronach.

Dopiero „Finding Ultra” zaciekawiła mnie. To wspomnienia 43-latka, którego życie w pewien sposób przypominało moje doświadczenia. Łączyła nas skłonność do nałogów w każdym tego słowa znaczeniu: ja i on szliśmy na całość, nieważne czy chodziło o rzeczy dobre czy złe.

Trenowałem na sto procent, a kiedy przychodziło do imprezowania, to kończyło się na piciu do nieprzytomności. W wieku 39 lat główny bohater książki, gdy wchodził po schodach, nagle poczuł ból w klatce piersiowej. Przypomniał sobie wtedy, że jego dbający o zdrowie dziadek, którego na dobrą sprawę nie zdążył poznać, zmarł w wieku około pięćdziesięciu lat na zawał serca.

I potraktował to jako dzwonek ostrzegawczy. Uznał, że musi coś zmienić w życiu, albo inaczej podzieli los dziadka. Razem z żoną zaczęli zmiany od posiłków. Przeszedł drogę od jedzenia śmieciowego przez wegetarianizm do weganizmu, a do tego wrócił do biegania.

Zauważył, że zdrowe jedzenie i aktywność fizyczna sprawiły, że wróciła jego pasja do sportu. Jego skrajne nastawienie do działania pomogło mu w półtora roku stać się jednym z najlepszych triathlonistów – tak zrecenzował tę wyjątkową pozycję w swojej biblioteczce zawodnik GKS-u Katowice.

Wychodzenie z króliczej nory

Watten przeczytał całą książkę w samolocie. – Miałem jeszcze 20 minut do wylądowania i zacząłem myśleć. Przyszło mi do głowy: może przejść na weganizm? Robiłem dużo, by być jednym z najlepszych zawodników na świecie, to było dla mnie najważniejsze.

Podnosiłem ciężary, oglądałem wideo, rozciągałem się, robiłem dodatkowe ćwiczenia i zmiana diety była dla mnie kolejną szansą na to, by przełożyć coś co robię poza boiskiem, na boisko – zauważył libero GKS-u i reprezentacji USA.

W ślad za zmianą żywienia zmieniły się również inne nawyki. – Czułem, że wychodzę z króliczej nory i odkrywam, co tak naprawdę jeszcze na mnie czeka. Zająłem się medytacją, lekturami o świadomości, prowadzeniu dziennika, wizualizacjach. Od czasu do czasu praktykuję jogę, co daje mi sporo radości.

Pracuję nad otwieraniem umysłu i podążaniem za tym za czym wcześniej jeszcze nie podążałem. Jeszcze jakiś czas temu byłem człowiekiem nastawionym na ciągłą rywalizację, ciągle niezadowolonym, a nawet podłym.

Wraz z przejściem na weganizm czuję w sobie więcej miłości i miłosierdzia. Jestem bliżej prawdziwego siebie. Domyślam się, że nikt z nas nie chce czuć złości, ale nie wszyscy są świadomi ciągłego stresu i frustracji – dodał zawodnik GieKSy.

Kontrolować tylko to, co można

Z czego rodzi się owa frustracja i stres. Z tego iż ludzie nie są w stanie do końca kontrolować tego, co by chcieli. – Wierzymy naiwnie, że jest sporo rzeczy, które możemy kontrolować, ale tak nie jest. Na przykład nie jestem w stanie sam sprawić, że wygramy kolejny mecz.

Nie mogę sprawić, że na pewno zagram dobrze, bo dookoła jest wiele czynników, które mogą to zmienić. Ale kontroluję to, jak przygotuję się do meczu, ile powtórzeń wykonam, czy obejrzę wideo, czy się wyśpię, czy będę jadł zdrowo przez cały tydzień, jak dobrze będę się rozciągał.

To są rzeczy nad którymi panuję. Musimy kontrolować tylko to, na co mamy wpływ. Z takim nastawieniem żyje się łatwiej, a przede wszystkim w zgodzie ze samym sobą i otoczeniem – zapewniał Watten.

Pomoc innym

Zmiana żywienia i nastawienia poniosła za sobą również zmianę priorytetów. Watten Przestał – jak to było w czasach młodości – budować wyłącznie swoje ego, ale skupił się na innych.

– Istnieje podział według którego w życiu możemy służyć albo sobie, albo innym. Zawsze będzie czas, w którym dbam przede wszystkim o swoje potrzeby, ale staram się jak najczęściej pomagać innym. Cały czas dostaję wiadomości od młodych sportowców, którzy uważają, że są sami ze swoimi problemami i tylko oni ich doświadczają.

Dlatego tak ważne jest dzielenie się z nimi swoim doświadczeniem, pochylanie się nad wcześniejszymi porażkami i kłopotami, a tym samym pomoc w ponownym stanięciu na nogi – stwierdził Watten, który chętnie angażuje się w różne akcje charytatywne.

Odwiedza domy dziecka czy młodych sportowców. Ostatnio był na treningu akademii Młoda GieKSa, na której rozdał część swojego sprzętu, który otrzymał z USA. – Czuję się tutaj doskonale. Polska to mój drugi dom. Sam do końca nie wiem dlaczego, ale tak jest. Żyją tutaj niesamowici ludzie – zakończył libero GKS-u Katowice.
(mib)

 

Na zdjęciu: Justin Watten (z lewej) nigdy nie traci pogody ducha i radością potrafi zarazić innych.

Komentarze