Klemenz: Kuba i inni nie pozwolą Wiśle zginąć

Mateusz Miga: Jesteś Lukas czy Łukasz?
Lukas Klemenz: – Wolałby Lukas, tak mam w dowodzie i tak nazwali mnie rodzice.

Odnalazłeś się już w zespole Wisły? Z kim mieszkasz w pokoju?
Lukas Klemenz: – Mieszkam w pokoju z Wojtkiem Słomką, którego poznałem w GKS Katowice. Graliśmy razem przez rok. Aklimatyzacja przebiega bardzo dobrze, chłopaki fajnie mnie przyjęli. Maciej Sadlok przyznał, że dzwonił po piłkarzach z którymi grałem i wypytywał o mnie. Sprawdzał jakim jestem człowiekiem. Chyba usłyszał pozytywne rzeczy, bo w innym wypadku pewnie byśmy długo nie rozmawiali.

Po pierwszych treningach w Wiśle mówiłeś, że dla ciebie możliwość trenowania z Jakubem Błaszczykowskim czy Marcinem Wasilewskim to zaszczyt. Jak odbierasz ich teraz?
Lukas Klemenz: – Mega pozytywni ludzie, szczególnie Wasyl. Obaj w naszej szatni mają bardzo duży szacunek za to, co zrobili dla polskiej piłki. Kuba to legenda tego klubu, wraca, by pomóc Wiśle wyjść na prostą. Na boisku też starają się pomagać młodszym zawodnikom, podpowiadają, wprowadzają do zespołu wszystkie nowe twarze. Jestem mile zaskoczony.

Możesz pokrótce opowiedzieć swoją historię?
Lukas Klemenz: – Urodziłem się pod Monachium w Neu-Ulm, ale mieszkałem tam tylko pół roku i przenieśliśmy się do Polski, pod Opole. Nie mam obywatelstwa niemieckiego, ale w Niemczech mam dużą rodzinę. Z kuzynkami staram się rozmawiać po niemiecku, by nie zapomnieć języka.

Do Krakowa mogłeś trafić wcześniej, bo interesowała się tobą Cracovia.
Lukas Klemenz: – To było w trakcie kwalifikacji do mistrzostw Europy. Rozmawiałem wtedy z dyrektorem sportowym Cracovii, który pojawił się na meczu z Grecją i namawiał mnie na ten transfer. Miałem wtedy już za sobą testy w Valenciennes, Francuzi byli ze mnie zadowoleni, a ja chciałem wyjechać, dlatego nie wahałem się ani chwili i odrzuciłem ofertę Cracovii.

Wcześniej twoja kariera wisiała na włosku, bo podczas testów medycznych w Widzewie wykryto u ciebie wadę serca. Przez 11 miesięcy nie grałeś w piłkę.
Lukas Klemenz: – To była dziura między przedsionkami o wielkości 13 mm. Co dwa, trzy miesiące jeździłem do kardiologów, którzy jednak nie specjalizowali się w sporcie.

To był mój błąd, bo dopiero po 11 miesiącach zdecydowałem się odwiedzić kardiologa z Łodzi, który wcześniej tę wadę wykrył. Był zaskoczony, że nie trenuję i zapewnił, że mogę wrócić na boisko. To była wielka ulga, bo trudno było wytrzymać okres bez piłki. Chodziłem do sportowej szkoły, więc chłopaki codziennie grali w piłkę. Wolałem tego nie widzieć i zaszywałem się w sali komputerowej.

Więc straciłeś te 11 miesięcy na próżno?

Lukas Klemenz: – Nie, bo najpierw przeszedłem zabieg po którym potrzebowałem pół roku, by organizm dostosował się do nowej sytuacji. Kolejne pięć miesięcy straciłem już jednak na darmo. Szkoda, bo mogłem w tym czasie więcej się nauczyć.

Co by się stało, gdyby ta wada nie została wykryta?

Lukas Klemenz: – Od klubowego lekarza Widzewa usłyszałem, że to cud, że żyję, bo z taką wadą nie można biegać i grać w piłkę. A ja przecież grałem nie tylko w klubie ale też w młodzieżowych reprezentacjach Polski.

Pierwsza myśl jaka pojawiła się w twojej głowie, gdy usłyszałeś, że musisz przestać grać w piłkę?

Lukas Klemenz: – Był płacz. Nie mogłem dojść do siebie. Zadzwoniłem od razu do mamy, powiedziałem jej wszystko, ona też się popłakała. Próbowali nas uspokoić, ale ja już myślałem, że to koniec, czas zająć się nauką, pójść na studia, wybrać zupełnie inny kierunek. Na szczęście udało mi się z tego wyjść, dzięki pomocy mamy i lekarzy.

W ten sposób wróciłeś do Odry Opole.

Lukas Klemenz: – Odra była pierwszym klubem, który się do mnie odezwał, gdy okazało się, że mogę wrócić na boisko. W pierwszej grze kontrolnej zagrałem z lewej strony obrony. Było ciężko, bo nie wiedziałem, jak się zachowa organizm, ale wszystko było w porządku. Miałem też testy wydolnościowe w Prószkowie w szkole i wypadłem najlepiej po roku bez treningów. Organizm jest przygotowany do dużego wysiłku.

Potem 1,5 roku spędziłeś we Francji, grając głównie w rezerwach Valenciennes. To był dobry pomysł?

Lukas Klemenz: – Tak, sporo się nauczyłem, szczególnie jeśli chodzi o podejście do treningu. Cały czas trzeba było pracować ciężko i uczyć się języka. Lekcje miałem 3-4 razy w tygodniu. To była też dla mnie szkoła życia, bo wcześniej cały czas mieszkałem z mamą. Byłem z nią bardzo zżyty, co może było moim problemem. Po trzech miesiącach we Francji zadzwoniłem do mamy z płaczem, że wracam, bo tu mi się w ogóle nie podoba. Mama mnie zmotywowała, żebym został, powalczył i tak spędziłem tam 1,5 roku.

W jednym z wywiadów zwróciłeś uwagę, że ludzie we Francji są bardziej tolerancyjni.

Lukas Klemenz: – Tam jest duża różnorodność religii, kultury, koloru skóry też. Gdy idzie ciemnoskóry człowiek to nikt na niego nie zwraca uwagi, a w Polsce padają różne epitety. Mnie to już nie byli, bardziej boję się teraz o swoje dziecko. Nie chcę, by ktoś wyzywał je, bo ma ciemnego ojca. W Polsce tej tolerancji musimy się jeszcze trochę nauczyć, ale ja umiem już z tym żyć i potrafię się z siebie śmiać.

W końcu w wieku 20 lat trafiłeś do Korony Kielce. W debiucie w ekstraklasie wyleciałeś z boiska z czerwoną kartką.

Lukas Klemenz: – Moja głupota. Rozmawiałem po tym meczu z Pawłem Golańskim, który mówił, że nie mogę się tak zachowywać. Pierwszą żółtą kartkę dostałem po faulu na moim obecnym trenerze w Wiśle, Radosławie Sobolewskim. Dostałem kartkę, w nerwach rzuciłem piłką o ziemię. Potem sędzia trochę polował na mnie. W pewnym momencie popracowałem łokciem, trafiłem bodajże Bartka Iwana i było po wszystkim.

Przypomniałeś o tym Sobolewskiemu?

Lukas Klemenz: – Ułyszałem, że lepiej o tym nie wspominać, bo trener czasem wchodzi do gierek i może mi oddać.

Potem często zmieniałeś kluby. Dlaczego?

Lukas Klemenz: – Ciężkie pytanie. W Koronie byłem pół roku i chyba nie byłem jeszcze gotowy na ekstraklasę. Potem trzy sezony spędziłem w pierwszej lidze, w trzech różnych klubach, ale było widać progres. W Bełchatowie mieliśmy młody zespół i niestety spadliśmy. W Grudziądzu walczyliśmy o awans, a na koniec trafiłem do jedenastki sezonu. Sam po sobie czułem, że robię progres i w końcu trafiłem do GKS Katowice, czyli klubu z mocną marką. Stamtąd wybiłem się do Jagiellonii.

Po rundzie jesiennej w Jagiellonii zebrałeś sporo krytyki. Zasłużenie?

Lukas Klemenz: – Ciężko ocenić, bo ani raz nie dostałem szansy gry w trzech meczach z rzędu od początku do końca. Dla obrońcy stabilizacja jest bardzo ważna. Trener Mamrot powiedział w wywiadzie, że dostałem wiele szans, a mi się wydaje, że wcale tak dużo ich nie było. Wychodziło na to, że grałem mecz raz w miesiącu.

Z trenerem Maciejem Stolarczykiem poznałeś się w reprezentacji U-20. Jak go oceniasz?

Lukas Klemenz: – Bardzo dobrze. Cały czas ma super żart, bardzo dobre podejście do zawodników. Z Każdym rozmawia indywidualnie, analizuje mecze. Rozmawialiśmy już i jasno powiedział czego ode mnie oczekuje. Miałem z nim przyjemność pracować, a mogliśmy też spotkać się w Pogoni Szczecin, bo był taki temat. Cieszę się, że tu jestem i mam nadzieję, że osiągniemy coś fajnego.

Przed transferem próbowałeś wybadać sytuację w Wiśle?

Lukas Klemenz: – Tak. Mój agent był w kontakcie z klubem, bo ma tu jeszcze jednego zawodnika, więc informacje miał z pierwszej ręki. Wiedziałem co się dzieje od środka. Dodatkowo, gdy pojawił się tu Kuba Błaszczykowski wiedziałem, że ten klub nie może upaść. Jest Wasilewski, Sadlok, kilka innych legend w tym klubie, którego nie pozwolą na to, by coś Wiśle zagrażało.

Jeśli nic się nie zmieni wiosnę zaczniesz w podstawowym składzie jako defensywny pomocnik.

Lukas Klemenz: – To dla mnie nowa – stara pozycja. Trener Stolarczyk widzi mnie w pomocy i tak samo było, gdy pracowaliśmy razem w reprezentacji. Mam nadzieję, że ta zmiana mi pomoże. Janek Bednarek też zaczynał na szóstce, a potem zmienił pozycję i poszedł mocno do przodu. Liczę, że w moim przypadku będzie podobnie.

Co możesz dać Wiśle?

Lukas Klemenz: – Na pewno wzrost, bo mamy dość niski zespół. W razie kontuzji, kartek, mogę też zagrać na innych pozycjach. A jako defensywny pomocnik będę pomagał bocznym obrońcom w ich sektorach.

 

Posłuchaj całej rozmowy z Lukasem Klemenzem na naszym kanale YouTube

 

 

Komentarze