Zobacz
Do góry

Lekkoatletyka. Odzyskana wiara

Para Malwina – Michał na mistrzostwa świata jedzie z nadziejami, choć oboje dmuchają na zimne.

Po konkursie ukradkiem ocierała łzy, ale na pewno miałaku temu powody, bo nie tylko padły emocje, ale zrealizowała swoje podstawowe zadanie podczas mistrzostw Polski w Radomiu. Wynik 73,95 pozwolił jej wypełnić minimum kwalifikacyjne na mistrzostwa świata do Dauchy oraz igrzyska olimpijskie do Tokio, a ponadto zdobyła po raz pierwszy złoty medal krajowych mistrzostw. Malwina Kopron, bo o niej mowa, już podczas spotkania z dziennikarzami była uśmiechnięta i zadowolona. Może wreszcie po dwóch latach coś wreszcie się ruszyło i może 24-latkę z Pulaw znów będzie stać na podium w najważniejszej imprezie sezonu.

Bez odpuszczania

Zawsze uchodziła za młodą, zdolną i obiecująco, ale – jak to bywa – zawsze w cieniu super mistrzyni Anity Włodarczyk. W 2017 r. najlepszym w dotychczasowej karierze sięgnęła po złoto Uniwersjady w Tajpej z aktualnym rekordem życiowym – 76,85, a miesiąc jeszcze był brąz MŚ w Londynie – 74,76. Jednak zamiast spodziewanych postępów nastąpił regres, bo nawet z 4. lokaty w mistrzostwach Europy w Berlinie nie była zadowolona.

– Do Radomia przyjechałam prosto ze Spały, gdzie mocno trenowałam, z postanowieniem uzyskania minimum – wreszcie rozchmurzyła się sympatyczna młociarka. – Na zgrupowaniu rzucałam w granicach 71, 72 metry i były podstawy, że w kolejnym konkursie będzie nieźle. Jednak nigdy nie ma pewności, że w tym najważniejszym momencie wszystko odpowiednio „wypali”. Bardzo czekałam na to minimum. Nie odpuszczałam żadnego rzutu, ale powoli się rozkręcałam. To był dobry konkurs, bo umiejętnie rozegrałam go w głowie. Nawet przez myśl nie przyszło, że mogę ten sezon zaliczyć do nieudanych.

Kopron z wynikiem 73,95 m znalazła się na 12. miejsce w światowych tabelach w tym sezonie.

Kamień z serca

Młociarka na co dzień trenowała z dziadkiem Witoldem, ale od tego sezonu ćwiczyła też razem z Anitą Włodarczyk oraz jej trenerem Krzysztofem Kaliszewskim.

– Wcale nie ukrywam, że zimą zaczęłam chyba niepotrzebnie kombinować i się zagubiłam – wyjawia nowa mistrzyni w rzucie młotem. – Plan treningowy był ułożony tak, by uzyskać minimum i potem spokojnie przygotowywać się do mistrzostw świata. Zaczęło się robić nerwowo, bo z zawodów na zawody kwalifikacji nie było i czas uciekał. Ostatecznie w końcu uzyskałam, co zostało zaplanowane. I teraz się skupiam na pracy, by jak najlepiej się przygotować.

Justyna Święty-Ersetic: Bieżna na Śląskim jest bardzo szybka

Trzeba rzucać dalej, by myśleć o podium MŚ, ale to wcale nie jest takie pewne.

– Najważniejsze, było uzyskać kwalifikację, ale do medali daleko. – Nie zamierzam sobie narzucać dodatkowej presji, bo to wcale nie pomaga w osiąganiu wyniku. W Dausze mają być najdłuższe rzuty w tym sezonie i tego się trzymajmy. Co one mogą przynieść? Tego nie wie nikt. Nie będę mówiła o medalach, bo to nie jest w moim stylu. Znaleźć się w ścisłym finale – taki jest mój plan, z kolei potem wszystko się może zdarzyć. Takie konkursy o stawkę są nieprzewidywalne.

Bez euforii

„Malwina niezbyt dużo euforii, euforia dopiero będzie po występie w Dausze” – takiej treści przysłał SMS-a trener Kaliszewski po konkursie w Radomiu. Kopron oprócz współpracy z Kaliszewski sporo trenuje w towarzystwie swojego partnera życiowego, mistrza Europy ze stadionu i hali, rekordzisty kraju w kuli, Michała Haratyka.

– Dużo mi daje współpraca z trenerem Kaliszewskim, ale również mi pomaga Michał – kontynuuje brązowa medalistka MŚ z Londynu. – Podpatrzyłam wiele jego ćwiczeń, zwłaszcza w siłowni. Zmieniłam trochę przysiad i teraz robię to zdecydowanie dynamiczniej. Poprawiłam się w rwaniu i to są niby drobne szczegóły w treningu, ale przynoszą wymierne efekty. Oczywiście, techniki pod wpływem Michała nie zmienię (śmiech), bo to przecież dwie różne konkurencje. Michał przychodzi na moje treningi i jest nimi zafascynowany, że można tak w kółko się kręcić (śmiech). Na zajęciach odrzucam mi młot, bo obroty – jak sam mówi – nie są dla niego.

Para Malwina – Michał na mistrzostwa jedzie z nadziejami, choć oboje dmuchają na zimne. Z Kataru mogą wrócić z medalami, lecz one są zawieszone wysoko, bo w obu konkurencjach pretendentów do podium jest znacznie więcej niż miejsc.

 

Na zdjęciu: Malwina Kopron długo walczyła o minimum kwalifikacyjne, aż wreszcie go osiągnęła.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze