ŁKS Łódź. Trudny los beniaminka

– Dobrze, że ta runda się kończy, gdyż na pewno potrzebujemy odpoczynku. Nie mówię o analizie, bo wiem, gdzie leżą nasze problemy. Ważne, żeby od stycznia z czystymi głowami wejść w rundę rewanżową – mówił trener ŁKS-u, Kazimierz Moskal po ostatnim meczu rundy z Wisłą Kraków. Łodzianie przegrali wtedy 2:4 i zakończyli pierwszą część sezonu na ostatniej pozycji. Jego drużyna fatalnie finiszowała w 2019 roku, choć sam początek mieli całkiem niezły.

Po pierwszych dwóch meczach polscy kibice zachwycali się grą łodzian. Beniaminek najpierw bezbramkowo zremisował ze zdobywcą Pucharu Polski Lechią Gdańsk, a później pokonał na wyjeździe Cracovię 2:1. Piłkarze trenera Kazimierza Moskala zachwycali otwartą grą, a na szczególne pochwały zasługiwał Dani Ramirez, który bawił się z rywalami.

Niestety dla nich to, co dobre, szybko się skończyło i po zwycięstwie w Krakowie ŁKS przegrał 8 meczów ligowych z rzędu. Szkoleniowiec ŁKS-u próbował innych ustawień, jednak nic nie działało. W międzyczasie łodzian dotknęła informacja o dyskwalifikacji podstawowego bramkarza, Michała Kołby, w którego organizmie wykryto niedozwoloną substancję. Szczęśliwie wtedy udało im się zatrudnić bezrobotnego Arkadiusza Malarza, który z miejsca wszedł między słupki.

Głównym problemem ŁKS-u w rundzie jesiennej był blok obronny. Piłkarze tej formacji wielokrotnie powielali błędy, które były bezpośrednią przyczyną utraty bramek. Aż trzy razy golkiper drużyny wyciągał piłkę z siatki po golu samobójczym. Dużym zawodem musi być forma Jana Sobocińskiego. Młody obrońca spełnia funkcję młodzieżowca i przed sezonem zapowiadano, że będzie ostoją w defensywie ŁKS-u. Okazał się jednak jednym z większych rozczarowań.

Pierwszym promykiem nadziei była pucharowa wygrana z Zagłębiem Sosnowiec. W tym meczu kilku graczy dostało nieco więcej minut na boisku niż w poprzednich spotkaniach, co dla niektórych okazało się początkiem regularnej gry w lidze. Po tej wictorii odnieśli jeszcze jedną porażkę, ale później punktowali w trzech meczach z rzędu. Demony wróciły jednak bardzo szybko. Zaczęło się od przegranej z Jagiellonią. Tam ŁKS-owi brakowało skuteczności, ale ich gra mogła się podobać. Po błędach w obronie białostoczanie pokonali łodzian 2:0. Ten mecz odbył się 3 listopada i od tamtego momentu drużyna trenera Moskala zdobyła zaledwie 3 punkty i odpadła z Pucharu Polski.

W Łodzi zdecydowano, że nie ma na co czekać i trzeba jak najszybciej wzmocnić defensywę. Jeszcze w dniu ostatniego meczu rundy jesiennej ogłosili pierwszy transfer. Do drużyny dołączy stoper Carlos Moros Gracia, który ostatnie lata spędził w lidze szwedzkiej. Kilka dni później kontrakt podpisał kolejny obrońca, bardziej znany na ekstraklasowych boiskach, Maciej Dąbrowski. Oprócz nowych defensorów, na pokładzie powitano również napastnika, Jakuba Wróbla, który w rundzie jesiennej grał w pierwszoligowym GKS-ie Jastrzębie. Może oni będą w stanie coś zmienić w poczynaniach ŁKS-u.

STRZELCY (20): 6 – Ramirez 4 – Kujawa, Sekulski 1 – Grzesik, Pyrdoł, Guima, Rozwandowicz, Sobociński, Wolski.

NA PLUS

Cierpliwość

W Łodzi zachowano chłodne głowy i nawet po ośmiu porażkach z rzędu nie pożegnano się z trenerem Kazimierzem Moskalem. Konsekwentnie realizują ustalony plan, dzięki czemu wydaje się, że nawet gdyby ŁKS spadł z ekstraklasy, dość szybko do niej wróci. Przykłady cierpliwości w polskiej piłce, jak, np. prof. Janusza Filipiaka, prezesa Cracovii do Michała Probierza, pokazują, że warto jest dać więcej czasu trenerom. Być może również w Łodzi okaże się, że postąpili dobrze i na wiosnę zagwarantują sobie utrzymanie.

NA MINUS

Młodzieżowy problem

Jan Sobociński miał być wielką gwiazdą ligi, jednym z lepszych młodzieżowców. Tak jednak się nie stało i stoper okazał się przekleństwem klubu z Łodzi. Po pierwsze nie ma na jego pozycji zbyt dużej konkurencji i ewentualnych ludzi, którzy mogliby go zastąpić i wykonywać pewne zadania lepiej. Po drugie, w składzie brakuje bardziej wartościowych młodzieżowców od niego, a jakiś przecież musi być na boisku. Jedyną alternatywą wydawał się ofensywny zawodnik, Piotr Pyrdoł, ale nie przebił się do pierwszego składu na stałe.

Komentarze