Piast wygrał z wielkim trudem

Goście z Niecieczy nie wygrali w tym sezonie żadnego meczu w tym sezonie i w Gliwicach tylko do przerwy byli tego bliscy. Druga połowa to upór Piasta, który przełamał serię trzech meczów bez zwycięstwa.


W tym sezonie gliwiczanom wszystko idzie, jak po grudzie. Gdy przed piątkowym meczem przy Okrzei zaczął padać najpierw śnieg z deszczem, a potem sam śnieg, było wiadomo, że warunki do gry będą pierwszy raz w tym sezonie ekstremalnie trudne.

Zmarnowane szanse

Grząskie i śliskie boisko płatało figle piłkarzom, dużo też było fauli, ale trzeba przyznać, że obie drużyny stworzyły ciekawe widowisko. Nim wszyscy zdążyli się rozsiąść na trybunach goście z Niecieczy powinni byli prowadzić. Rzut karny jednaj fatalnie przestrzelił Roman Gergel, który swego czasu zaaplikował Piastowi 4 gole grając jeszcze w barwach Górnika – Raz strzelam ja, raz Piotrek Wlazło. Teraz on mi zostawił. Nie udało się… – tłumaczył się Słowak.

Niecieczanie starali się grać solidnie w tyłach i dynamicznie w przodzie. Największe problemy goście mieli z wszędobylskim Damianem Kądziorem, który oddawał strzał za strzałem, zdobył nawet bramkę, ale sędzia po konsultacji z VAR-em wskazał pozycję spaloną.

Kosztowny błąd

Po pół godzinie gry zmieniono piłki z białych na pomarańczowe, ale obraz meczu się nie zmieniał. Piast starał się atakować, a goście groźnie kontrowali. Przy tych warunkach atmosferycznych i stanie murawy błędy i gole wydawały się więcej niż prawdopodobne. I tak też się stało, gdy wszyscy myśleli już o ogrzaniu się w przerwie.

Tuż przed gwizdkiem Artem Putiwcew zagrał długą piłkę z obrony, Jakub Czerwiński źle obliczył lot futbolówki i nie trafił w nią, co dało Murisowi Meszanoviciowi sytuację sam na sam z Plachem, którą Bośniak zamienił na gola.

– W ofensywie wygląda to lepiej niż ostatnio, szwankuje skuteczność. Warunki są jakie są, ale trzeba strzelać i szukać szansy. Każdemu mógł zdarzyć się błąd – przyznał w przerwie skrzydłowy Piasta Damian Kądzior.

Pomoc zrobiła różnicę

Jak gospodarze powiedzieli i druga połowa wyglądała lepiej, choć zaczęła się od szansy gości, a konkretnie Śpiewaka. Potem jednak do roboty wzięli się gliwiczanie, którzy na różne sposoby atakowali. Przełamanie nadeszło szybko i po stałym fragmencie gry, a swoje winy odkupił Czerwiński. Tomasz Loska mógł się spodziewać dalszych kłopotów i tak też było. Kądzior, Chrapek i Sokołowski robili różnicę w pomocy, a defensywa Termaliki zaczynał się gubić na śniegu.

Sprytem i szczęściem w końcu wykazał się „Sokół”, który oszukał kilku graczy i posłał piłkę do bramki. Piast prowadził i chciał jeszcze podwyższyć wynik by uniknąć nerwowej końcówki. To się nie udało, a do ostatnich minut goście starali się wyrównać. Raz kunsztem musiał popisać się Frantiszek Plach i to gliwiczanie mogli dopisać sobie trzy punkty. Przy Okrzei odczuwalna była ulga po nieudanych ostatnich meczach.

Teraz w dużo lepszych humorach piłkarze Piasta mogą przygotowywać się do śląskich derbów z Górnikiem, które w Pucharze Polski odbędą się już w najbliższą środę.


Piast Gliwice – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:1 (0:1)

0:1 – Meszanović, 45+3 min (asysta Putiwcew), 1:1 – Czerwiński, 52 min (głową, asysta Kądzior), 2:1 – Sokołowski, 71 min (asysta Chrapek)

PIAST: Plach – Konczkowski, Mosór, Czerwiński, Katranis (89. Holubek) – Sokołowski, Hateley – Kądzior (84. Steczyk), Chrapek, Vida – Stojiljković (57. Toril). Trener Waldemar FORNALIK. Rezerwowi: Szymański, Ameyaw, Lipski, Munoz, Pyrka, Winciersz.

BRUK-BET: Loska – Kukułowicz, Putiwcew, Biedrzycki, Wasielewski (89. Modelski) – Hubinek, Wlazło, Sztefanik, Gergel (62. Zeman), Śpiewak, Meszanović. Trener Mariusz LEWANDOWSKI. Rezerwowi: Budziłek, Bonecki, Grabowski, Modelski, Pek, Vasil.

Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów: 2339. Żółte kartki: Sokołowski (62. faul), Vida (77. faul), Czerwiński (88. niesp. zach.) – Biedrzycki (45. faul), Zeman (82. faul), Śpiewak (88. faul), Wasielewski (88. niesp.zach)

Piłkarz meczu – Martin KONCZKOWSKI


Na zdjęciu: Łatwo nie było, ale w końcu Piastowi udało się wygrać.

Fot. Rafał Rusek/PressFocus

Komentarze