Zobacz
Do góry

Ryczkowski pokonał chorobę i wrócił

Drugie piłkarskie życie Adama Ryczkowskiego. Po kilkunastomiesięcznej przerwie skrzydłowy Górnika wrócił do grania.

Z transferem 22-letniego obecnie Adama Ryczkowskiego wiązano w Zabrzu spore nadzieje. Trafił do Górnika latem 2018 roku, jako spory talent. W sezonie 2017/18 był jednym z wyróżniających się zawodników na pierwszoligowych boiskach. Dla Chojniczanki strzelił 8 bramek i zaliczył trzy asysty.

Zakrzepica w dwóch żyłach

Liczono, że będzie z nim jak z Damianem Kądziorem. On też trafił do zabrzańskiego klubu, jako jeden z wyróżniających się graczy na zapleczu ekstraklasy, było to latem 2017, stając się z miejsca jednym z filarów świetnie spisującej się po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej drużyny, co w jego wypadku zaowocowało nawet sensacyjnym powołaniem do reprezentacji Polski przez Adama Nawałkę. Ryczkowski trafił akurat w górniczym klubie na gorszy moment. Odeszło kilku czołowych graczy, a odważne postawienie na młodych piłkarzy przez sztab szkoleniowy Górnika jesienią 2018 nie sprawdziło się. Zespół znalazł się na spadkowym miejscu po pierwszej części rozgrywek, a Ryczkowski – wystąpił wtedy w 10 ekstraklasowych grach – został uznany przez serwis weszlo.com, jako największe rozczarowanie ligi. Potem piłkarz zupełni zniknął z futbolowego radaru. Nie było go na ławce rezerwowych, nie grał w trzecioligowych rezerwach Górnika. Co się stało?

– To był koniec lutego zeszłego roku, trenowałem na siłowni. Po zajęciach okazało się, że cała ręka jest spuchnięta. Tak było przez trzy dni, opuchlizna nie schodziła. Ręka wyglądała, jakby była napompowana. Po kilku dniach poszedłem do lekarze i okazało się, że mam zakrzepicę w dwóch żyłach, to była żyła podobojczykowa i pachowa. Ciężko stwierdzić co było tego przyczyną, czy te wykonywane ćwiczenia czy coś innego. Różne czynniki mogły się na to nałożyć, w tym genetyka. No i tak długo to leczyłem. Zresztą teraz dalej biorę leki. Zakrzep schodził zresztą z tej jednej żyły bardzo powoli. Dalej do końca nie jest wyleczona, bo jest mały zakrzep, ale na szczęście dostałem już zgodę na grę. Co do drugiej żyły, to po trzech miesiącach była już czysta. Dalej jednak muszę uważać, bo jakieś ryzyko tam jest. Gdyby pojawił się jakiś boiskowy uraz, to od razu trzeba jechać do lekarza czy ten krwiak narasta, bo poprzez leki które biorę, mam rzadką krew. Tak, że muszę uważać, a wracając do tych perypetii, to dlatego tak wszystko to długo trwało. Nie mogłem się narażać fizycznie, zero kontaktu z przeciwnikiem, żadnych ćwiczeń czy siłowni. Nic – opowiada „Sportowi” o swoich poważnych zdrowotnych problemach Ryczkowski.

Musi z tym żyć

Czy ta niecodzienna choroba nie ogranicza Ryczkowskiego, jako zawodowego piłkarza? Wiadomo, na boisku w ekstraklasie nie ma przelewek i nikt się nie oszczędza.

– Nie, nie jest tak. Po prostu muszę uważać, żyć z tym i zaakceptować to co jest. Może to wrócić. W takich sytuacjach człowiek uświadamia sobie, że życie to rożne takie perypetie, w tym choroby i trzeba umieć jakoś z tym funkcjonować. Teraz trenuję na sto procent od początku zimowych przygotowań – zaznacza.

Jak pokazał pierwszy w tym roku mecz sparingowy z silnym Banikiem Ostrava, który zabrzanie – w dużej mierze dzięki Ryczkowskiemu – wygrali 2:1, widać u niego ogromny głód gry. Piłkarz wszedł na boisko w drugiej połowie i jedną efektowaną akcją, szarpnięciem w swoim stylu na skrzydle oraz efektowanym strzałem zaskoczył byłego reprezentanta Czech Jana Lasztuvkę.

– To dla mnie ekstra rzecz, bo po takim meczu schodzi to wszystko z człowieka. Wiadomo, po takim czasie to nie do końca ma się pewność czy wróci się do zdrowia czy wróci się do grania. Ale przetrwałem ten okres, wróciłem do piłki i jestem bardzo szczęśliwy, że mogę normalnie funkcjonować jako piłkarz – podkreśla i zaraz dodaje.

– Ta bramka z Banikiem na pewno cieszy. To dla mnie taki impuls na początek przygotowań, bo wiem, że jestem potrzebny i mogę coś dać temu zespołowi – mówi.

Chce się pokazać

Ryczkowskiemu, jak wielu innym zawodnikom z górniczej kadry, z końcem czerwca kończy się umowa z Górnikiem.

– Pół roku wiadomo jak to jest, albo teraz, albo nigdy. Trzeba się w tym okresie pokazać z jak najlepszej strony, że jeszcze coś mogę dać temu zespołowi. Konkurencja rośnie na bokach pomocy, jest wieli zawodników do gry, bo z jednej strony Jesus Jimenez, z drugiej Erik Jirka, który właśnie co do nas trafił. Nie będzie łatwo, ale sygnał dałem i zamierzam walczyć, bo co innego mi pozostało – mówi ambitny piłkarz, który od środy trenuje z zespołem Górnika na obozie w cypryjskiej miejscowości Ayia Napa.

ADAM RYCZKOWSKI

Data urodzenia: 30 kwietnia 1997 rok

Miejsce urodzenia: Węgrów

Pozycja na boisku: skrzydłowy

Kluby: Miedzianka Miedźna, Polonia Warszawa, Legia Warszawa, Wigry Suwałki, Chojniczania, Górnik Zabrze.

Mecze/gole w ekstraklasie: 19/2 (9 występów w Legii i dwa gole, 10 spotkań w barwach Górnika).

Na zdjęciu: Adam Ryczkowski (z prawej) po długiej przerwie wrócił do grania i pokazał klasę w meczu z Banikiem.

Komentarze