Zobacz
Do góry

Semeniuk: Wbijaliśmy szpileczki w rywala

Rozmowa z Kamilem Semeniukiem, przyjmującym Aluronu Virtu Warty Zawiercie.

Po raz pierwszy w historii ograliście ZAKSĘ, na dodatek w półfinale mistrzostw Polski. Co było kluczem do sukcesu?
Kamil SEMENIUK: – Było mnóstwo zaciętej gry i emocji. Jesteśmy zadowoleni szczególnie z tego, że w momentach, w których była twarda i męska gra, nie wymiękliśmy. Nie podpalaliśmy się, tylko cały czas graliśmy swoje. Z chłodną głową podchodziliśmy do akcji i staraliśmy się nie robić głupich błędów. To był klucz do sukcesu. Przytrafiło nam się też kilka obron, po których wyprowadziliśmy skuteczne kontry. To były takie szpileczki wbijane w kukłę. To trochę złamało kędzierzynian. Zdobywaliśmy kilka punktów przewagi i potrafiliśmy ją utrzymać.

Czujecie, że finał jest na wyciągnięcie ręki?
Kamil SEMENIUK: – Zrobiliśmy duży krok do niego, ale za nami dopiero pierwszy mecz. Trzeba wygrać jeszcze drugi, a to będzie już odrębna historia. Fakt, to zwycięstwo doda nam skrzydeł. We własnej hali na pewno damy siebie wszystko. Myślę, że atmosfera będzie nieziemska.

Do kolejnego starcia macie zaledwie kilka dni. Wystarczy na zregenerowanie sił, zwłaszcza że za wami wyczerpująca walka w ćwierćfinale z Czarnymi?
Kamil SEMENIUK: – W trakcie sezonu mieliśmy już okresy, w których graliśmy mecze w krótkich odstępach czasu, więc to nie jest dla nas nowością. Teraz, kiedy wygraliśmy w Kędzierzynie-Koźlu, a jest to przecież teren bardzo trudny, i tak niewiele dzieli nas od finału, nie będziemy myśleć, że jesteśmy zmęczeni. Adrenalina jeszcze bardziej nas pobudzi. W środę chcemy znowu zwyciężyć.

Waleczne serca „Jurajskich rycerzy”. Sensacja w półfinale!

Co jest siłą Aluronu Virtu Warty?
Kamil SEMENIUK: – Na papierze nie mamy wielkich nazwisk, ale jesteśmy zespołem i na parkiecie gramy całym serduchem. Czasem wyjmujemy takie piłki, że można się zastanawiać, jak to w ogóle możliwe. To jest nasza najmocniejsza strona, że gramy razem. Nie mamy lidera, ale każdy każdemu pomaga jak może, pociesza, gdy nie wychodzi, i cieszy gdy się udaje. I to było widać w pierwszym meczu. Mam nadzieję, że gdy rywal „dociśnie śrubę”, wciąż będziemy się wspierać i wytrzymywać takie momenty.

Do Zawiercia trafił pan z Kędzierzyna-Koźla. Czy był to szczególny mecz dla pana?
Kamil SEMENIUK: – Rywalizację z ZAKSĄ traktuję jak każde inne spotkanie. Ale w hali w Kędzierzynie-Koźlu spędziłem całe życie. Tyle w niej odbyłem treningów, tyle potu wylałem, że łezka w oku oczywiście się zakręciła. To jest jednak PusLiga. Teraz przyjechałem z zespołem Aluronu, traktuję go jak rodzinę, i nie ma taryfy ulgowej. ZAKSA to mój rywal i muszę przeciwko niemu grać jak najlepiej. Trzeba jej oddać szacunek, bo jeszcze rok temu byli to moi koledzy z drużyny. Ale mecz to mecz. Gram jak z każdym innym rywalem.

 

Na zdjęciu: Kamil Semeniuk mecz zaczął na ławce rezerwowych, ale gdy wszedł na parkiet, zrobił różnicę.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport