Zobacz
Do góry

Spychała: Nie boję się ekstraklasy!

Rozmowa z Maciejem Spychałą, pomocnikiem GKS-u 1962 Jastrzębie.

Jak wspomina pan rok spędzony w Jastrzębiu?
Maciej SPYCHAŁA: – Bardzo trudne było moje pożegnanie z chłopakami. Miniony sezon w GKS-ie oceniam bardzo pozytywnie, to był bardzo dobry rok zarówno dla klubu, jak i dla mnie. Miejsce zespołu w tabeli oraz indywidualne statystyki to potwierdzają.

Zdążył się pan w tym czasie z kimś zaprzyjaźnić? Z którymi zawodnikami nadawał pan na tych samych falach, miał wspólne zainteresowania itp.?
Maciej SPYCHAŁA: – Najwięcej czasu spędzałem z Kubą Wróblem i Markiem Mrozem, z którymi dzieliłem mieszkanie. Jednak z całą szatnią miałem bardzo dobre relacje. I wcale nie rozmawialiśmy wyłącznie o futbolu.

Z Patrykiem Skóreckim również miał pan bardzo dobre relacje? To właśnie przez incydent ze „Skórą” w trakcie meczu z Chojniczanką Chojnice stał się pan rozpoznawalny w całej Polsce. Zdarzenie odbiło się szerokim echem w mediach sportowych…
Maciej SPYCHAŁA: – Dawno już o tym zdarzeniu zapomniałem, nie ma do czego wracać. Wszystko wyjaśniliśmy sobie jeszcze tego samego dnia, a następnego poszliśmy razem na obiad. Owszem, „zajście” na boisku było niecodzienne i specyficzne, ale używane w tym kontekście przez niektórych słowa „mordobicie” czy „bandytyzm”, były grubą przesadą.

Czuje pan, że jest teraz lepszym piłkarzem, niż był, przychodząc do GKS-u Jastrzębie
Maciej SPYCHAŁA: – Na pewno jestem dużo lepszym piłkarzem, niż byłem rok temu. To również zasługa trenerów i moich kolegów z drużyny, dlatego jestem bardzo zadowolony.

Nie psuje panu dobrego humoru brak strzelonej bramki w I lidze?
Maciej SPYCHAŁA: – Owszem, fajnie byłoby mieć jakąś na koncie, lecz to nie było najważniejsze, nie było moim głównym celem. Przede wszystkim chciałem regularnie grać, bo to był mój pierwszy sezon na tak wysokim szczeblu. To się udało, tylko w końcówce sezonu z powodu kłopotów zdrowotnych rzadziej pojawiałem się na boisku. Brak gola nie psuje mi nastroju, nie myślę o tym w kontekście rozczarowania.

Był pan zaskoczony, kiedy zimą Wisła Płock „upomniała się” o pana i aktywowała klauzulę wykupu, która była zawarta w pańskim kontrakcie z GKS-em Jastrzębie?
Maciej SPYCHAŁA: – Będę szczery, to nie było dla mnie kompletne zaskoczenie, bo Wisła Płock nie była jedynym klubem z ekstraklasy, który się mną interesował. Ale była to mała niespodzianka. Uzgodniłem z nowym pracodawcą warunki indywidualnej umowy, sprawy potoczyły się bardzo szybko, bo jeżeli dobrze pamiętam, wszystkie formalności załatwiono w ciągu trzech dni.

Urlop na Rodos

Dlaczego zdecydował się pan w rundzie wiosennej nadal grać w pierwszej lidze? Ekstraklasa stawała przed panem otworem… To pan zasugerował nowemu pracodawcy takie rozwiązanie?
Maciej SPYCHAŁA: – Uznaliśmy wspólnie, tzn. ja, mój menadżer oraz Wisła, że to będzie dla mnie najlepsze rozwiązanie. Działacze z Płocka chcieli, żebym jeszcze przez pół roku pograł w I lidze, w dowolnym klubie. Zaproponowałem GKS Jastrzębie, bo tutaj grałem do tej pory i znałem chłopaków.

Warto było?
Maciej SPYCHAŁA: – Oczywiście! Warto było zostać w Jastrzębiu, w dobrej drużynie, grać z piłkarzami o wysokich umiejętnościach, popracować nad kilkoma rzeczami, rozwinąć się piłkarsko. Nie ma żadnych wątpliwości, że praca wykonana w GKS-ie zaprocentuje w przyszłości.

Jak pan odbiera piąte miejsce zdobyte przez pana już byłą drużynę w I lidze? To ogromny sukces, czy raczej wynik na miarę oczekiwań?
Maciej SPYCHAŁA: – Zarówno ja, jak i reszta zawodników GKS-u, przed rozgrywkami wzięłaby w ciemno nie tylko 5. miejsce, ale również troszeczkę niższe, gwarantujące utrzymanie. Prezentowaliśmy wysoką jakość piłkarską i moim zdaniem – może nieskromnym – zasłużyliśmy na tak eksponowaną lokatę w tabeli.

Ale początek rozgrywek w waszym wykonaniu był – powiedzmy sobie szczerze – kiepski. Raptem dwa punkty w czterech meczach. Przemknęła panu wówczas przez głowę myśl, że dokonał pan złego wyboru, decydując się na grę w zespole z Jastrzębia?
Maciej SPYCHAŁA: – Nigdy. Chciałem przede wszystkim grać, a słabsze początkowo wyniki bynajmniej mnie nie zniechęcały. Wiedziałem, że brakuje nam jeszcze doświadczenia, ale z drugiej strony byłem pewien, że zwycięstwa są tylko kwestią czasu. Wierzyłem, że „zapalimy” i zrobiliśmy już to w 5. kolejce, wygrywając w Opolu z Odrą.

W Wiśle Płock musi nastawić się pan twardą walkę o miejsce w podstawowej jedenastce. Na środku pomocy gra Dominik Furman, być może zostanie w Płocku Ariel Borysiuk.
Maciej SPYCHAŁA: – Zdaję sobie sprawę z tego, że konkurencja będzie bardzo duża i że niczego nie dostanę za darmo.
Ale mam pewien kapitał, jestem mianowicie ograny w I lidze, no i będę wciąż młodzieżowcem.

 

Na zdjęciu: Dla Macieja Spychały (z lewej) występy w GKS-ie Jastrzębie okazały się trampoliną do ekstraklasy.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa