Zobacz
Do góry

Włodarczyk: W Katarze będę jak u siebie

– Od trzech lat jeździmy do Kataru na zgrupowania, by przygotować się do tamtejszego klimatu, warunków czy nawet kuchni. Nie jestem robotem i jak jest 39 stopni to młociarzom też nie chce się trenować – mówi Anita Włodarczyk, mistrzyni olimpijska i rekordzistka świata w rzucie młotem.

W październiku przeszła pani operację więzadła prawej stopy, przez kilka tygodni nosiła na nodze gips i zaczęła później przygotowania do sezonu. Proszę powiedzieć przede wszystkim – jak pani zdrowie i forma?

Anita WŁODARCZYK: – Najważniejsze, że jestem zdrowa i nic mi nie dolega, co cieszy, bo noga jest po zabiegu i różnie w takich wypadkach bywa. Trening jest realizowany w stu procentach, choć oczywiście z opóźnieniem. Ale to, co trener zaplanował – robimy. Ale jakby nie patrzeć może i dobrze się stało, bo jak wiadomo w tym roku sezon potrwa do października z racji mistrzostw świata w Katarze.

Zaraz wrócimy do Azji, na razie długo trenowała pani po drugiej stronie świata – w Stanach Zjednoczonych. To już taki sprawdzony cykl?

Anita WŁODARCZYK: – Tak, prawie dwa miesiące, dokładnie 49 dni. Lecieliśmy do Chula Vista z niewiadomą, bo pierwsze zgrupowanie w styczniu w RPA było tylko wprowadzające do pracy, ogólnorozwojowe, sprawnościowe. Tutaj chcieliśmy już od początku mocno pracować. Oczywiście planować można wszystko, ale podstawą jest zdrowie. I udało się nie opuścić ani jednego treningu, to coś wspaniałego. Wróciłam zmęczona, ale wiadomo, że ciężko wraca się po przerwie do formy, ale zadowolona. Myślę, że to dobry prognostyk na kolejne miesiące i cały sezon.

No właśnie, kiedy i gdzie zaczyna pani starty?

Anita WŁODARCZYK: – 21 maja w chińskim Nankinie, gdzie będzie challenge IAAF-u w rzucie młotem. Kolejne starty są jeszcze dopinane, bo zaproszeń jest sporo. W czerwcu będzie na pewno Memoriał Kusocińskiego na Stadionie Śląskim jako jeden z etapów przygotowań do mistrzostw świata.

To nie będzie jednak jeszcze czas imponujących wyników ponad 80 metrów?

Anita WŁODARCZYK: – Nie sądzę, żebym już w maju i czerwcu była w znakomitej formie, zwłaszcza, że przygotowania zaczęłam później. Nie da się pewnych rzeczy przyspieszyć, a wiemy już z doświadczenia, że czasem lepiej odpuścić, poczekać tydzień, dwa niż znowu borykać się z kontuzją. Zawsze powtarzam, że do każdego startu – czy to w maju, czy w lipcu – podchodzę w pełni zmotywowana, z wielką ambicją i bez taryfy ulgowej, bo formę w sezonie buduje się startami. Ale nawet jak rzucę, dajmy na to, tylko 72 metry, nie będzie dramatu, bo plan jest tak ułożony, żeby najlepsza dyspozycja była pod koniec września.

Anita Włodarczyk będzie promowała Stadion Śląski i zmienia barwy klubowe

Od poniedziałku wyjeżdża pani na kolejne zgrupowanie – tym razem do Kataru. To też element oswojenia z areną mistrzostw świata?

Anita WŁODARCZYK: – Na przełomie września i października będzie tam jeszcze cieplej niż w kwietniu. Dlatego od trzech lat jeździliśmy tam na zgrupowania, by przygotować się do tamtejszego klimatu, warunków czy nawet kuchni, bo jest inna niż w Europie czy w innych częściach świata. Przyznam, że nie miałam tam dotąd problemów z adaptacją, ale jak jest 39 stopni to nawet młociarzom nie chce się trenować. Nie jestem robotem i mój organizm też to boleśnie odczuwa. Dlatego jeździmy tam jeszcze raz, żeby się z tym oswoić, przejść aklimatyzację.

Inni będą mieli gorzej?

Anita WŁODARCZYK: – Myślę, że będą to mistrzostwa dużych, a nawet wielkich niespodzianek. Nam na pewno będzie łatwiej niż zawodnikom w konkurencjach wytrzymałościowych. Na przykład taki maraton – niby będzie wieczorem ale na przełomie kwietnia i maja wieczorami w Dausze jest 28 stopni, do tego dochodzi duża wilgotność. Ja przeżywałam to choćby na igrzyskach w Rio de Janeiro, gdzie temperatura w finale dochodziła do 40 stopni. I byłam bardzo zmęczona, choć oswajamy się z takimi warunkami, trenując w Afryce czy w innych miejscach. A jak ktoś tego nie przerobi, to przeżyje szok. Myślę jednak, że mu sobie z tym poradzimy doskonale.

Po ośmiu latach zmienia pani barwy klubowe – przechodzi ze Skry Warszawa do AZS AWF Katowice. Dlaczego?

Anita WŁODARCZYK: – Skoro zostałam ambasadorką marki „Śląskie” i Stadionu Śląskiego, to zmiana barw klubowych jest czymś naturalnym. Odwrotu już nie ma. Zostały do załatwienia tylko sprawy formalne. Katowicki klub ma bardzo fajny długofalowy pomysł, wkrótce zacznie budowę nowego stadionu i hali. Warunki do treningów są znakomite. Stadion również jest piękny.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Inne